Przypomnę wam niezwykłą historię. Była sobie kobieta, która bardzo kochała pewnego mężczyznę.
W tej miłości nie było śladu erotyzmu. Była przyjaźń, lojalność, wierność i - najważniejsze! - identyczne poglądy oraz poczucie misji. Kobieta - pobożna katoliczka - wierzyła, że mężczyzna jest święty, że Bóg go wybrał, więc stała przy nim przez ponad pół wieku. Apodyktyczna, stanowcza, bywała nieznośna, ale zawsze wierna, zawsze miała czas, gotowa służyć: radą, wsparciem, pomocą.
Bywała natrętna, ale nie zachowały się relacje, by mężczyzna dał jej odczuć, że nie chce jej widzieć. Przyjaźnił się z jej mężem, opiekował jej dziećmi.
Była z nim do końca. Do śmierci. Piękne, prawda?
Kobieta nie ma prawa? W naszym świecie taka przyjaźń się nie zdarza albo zdarza bardzo rzadko. W naszym świecie trudno uwierzyć, że kobietę i mężczyznę może łączyć taka miłość - wyłącznie duchowa. W naszym świecie taka przyjaźń jest podejrzana, coś się musi za nią kryć.
Szczególnie jeśli chodzi o
papieża. O naszego papieża, tego, którego zdążyliśmy uwięzić w pomnikach.
Napisałam reportaż o przyjaźni
Karola Wojtyły i Wandy Półtawskiej, bo nie dawało mi spokoju, dlaczego "Dusi" (tak nazywał ją w listach) nie ma w biografiach papieża. Kobiety, której był kierownikiem duchowym, z którą tworzył Instytut Teologii Rodziny, która pomagała mu pisać "Miłość i odpowiedzialność". Którą określił mianem "osobistego eksperta od Humanae Vitae" i która dzięki niemu zasiadała w kilku ważnych papieskich radach i akademiach. Która radziła mu w sprawach teologii rodziny i etyki seksualnej i jeździła z nim - księdzem i biskupem - w góry, a potem już z papieżem spędzała wakacje?
Dlaczego to książka Wandy Połtawskiej "Beskidzkie rekolekcje" wywołała skandal, a nie zrobiły tego wspomnienia różnych księży o papieżu? Dlaczego to ujawnienie korespondencji Półtawskiej z
Janem Pawłem II budzi zgorszenie, a nie listy upublicznione wcześniej przez mężczyzn, duchownych? Dlaczego kardynał Dziwisz odmówił jej prawa do nazywania się "przyjaciółką papieża"? Podkreślał, że była taka "jak wielu innych". Dlaczego o "innych" można mówić, a o Półtawskiej nie?
Reportaż oparty na książkach, wywiadach i wykładach Półtawskiej oraz relacjach znajomych Karola Wojtyły (ona sama nie chciała ze mną rozmawiać) wywołał burzę. Przeczytałam m.in., że chcę zniszczyć świętość papieża, zwalić winę na kobietę za radykalizm
Jana Pawła II w sprawach etycznych, że "Dusia" nie była jedynym przyjacielem (przyjaciółką) papieża, że przeceniam jej wpływy.
Oczywiście, że to nie Półtawska wymyśliła kościelną naukę w sprawach etyki i nie kształtowała doktryny katolickiej. Ona się nią przejęła i wspierała papieża w jej głoszeniu. Umacniała Wojtyłę w jego konserwatyzmie, dawała mu wsparcie - i intelektualne (w sprawach medycznych), i emocjonalne. Robiła to tak mocno i stanowczo, że uprawnione jest pytanie, czy gdyby nie ona, to
Jan Paweł II miałby nieco inne zdanie w sprawach etyki seksualnej. Inny byłby jego stosunek do antykoncepcji, byłby łagodniejszy w osądzaniu amerykańskiej demokracji?
Skąd więc te głosy oburzenia?
Najlepiej ujął problem Janusz Poniewierski, biograf Jana Pawła II, pytany o wrzawę wokół Półtawskiej przez Ewę Czaczkowską z "Rzeczpospolitej": "Jest to efekt chorego stosunku do kobiety, niechrześcijańskiego spojrzenia na nią. Kobietę wciąż postrzega się jako Ewę kusicielkę, naczynie grzechu. Taki stosunek do kobiety jest też, niestety, owocem patriarchalnej struktury kościelnej, w której wciąż z góry patrzy się na świeckich, zwłaszcza na świeckie kobiety".
Jak samotna wyspa Mogą nam się nie podobać przekonania Wandy Półtawskiej, jej konserwatyzm, tradycyjne poglądy, radykalizm, ostrość sądów, bezwzględność w ocenianiu. Jej arogancja wobec inaczej myślących i trzymanie się z dala od pozostałych przyjaciół Jana Pawła II.
Ale nie możemy jej odmówić siły charakteru, osobowości, która rozbijała patriarchalny porządek Kościoła. Jak napisał teolog i publicysta Jarosław Makowski: "Do Półtawskiej żaden ksiądz nie ośmielił się powiedzieć, pani Wandziu, proszę nam zrobić kawę".
Paradoksalnie to właśnie Wanda Półtawska, kobieta o konserwatywnych poglądach, której do głowy by nie przyszło, żeby robić rewolucję w Kościele, nieświadomie poruszyła problem, od którego sama jest daleko. Pokazała, że Kościół nie musi być patriarchalny. Że kobieta aktywnie w nim działająca nie musi tylko parzyć kawy, gotować, sprzątać. Może wpływać na kościelne decyzje, być charyzmatycznym mówcą, duszpasterzem.
Reakcje na jej książkę pokazują granice patriarchalnego systemu. Co prawda, zdecydowana większość biskupów i księży podziela konserwatywne poglądy Półtawskiej, ale odrzucają ją samą ze względu na charakter i właśnie płeć.
Patriarchalny polski Kościół jest coraz bardziej osamotnioną wyspą na morzu feminizujących się Kościołów europejskich. Kobiety w Niemczech czy Francji aktywnie działają w Kościele i dla niego. My ciągle do tego nie dorośliśmy - choć Watykan już kilkanaście lat temu pozwolił, by kobiety były ministrantkami, lektorkami, szafarkami, to polscy biskupi tego nie akceptują. Zaledwie w dwóch polskich diecezjach dziewczynki mogą być ministrantami, w jednej rzecznikiem kurii jest kobieta, na palcach można policzyć doktoryzowane teolożki wykładające na wydziałach teologicznych. Trudno więc wymagać życzliwości wobec aktywnych kobiet od ich podwładnych - proboszczów czy wikarych.
Ale ani Wanda Półtawska, ani inne polskie kobiety nie znikną z polskiego Kościoła. To one zapełniają kościelne ławki. I to im - szczególnie tym młodszym i lepiej wykształconym - przeszkadza to, że są tylko biernymi uczestniczkami nabożeństw, a ich aktywność w religijnej wspólnocie sprowadza się do sprzątania kościoła przed komunią dziecka.