ALEKSANDRA KOZŁOWSKA: Mam tego dość. Za każdym razem, gdy w moim osiedlowym kościele ma być spotkanie karnawałowe dla dzieci, wieczorek dla seniorów albo popołudnie z zespołem gitarowym, w ogłoszeniach parafialnych to panie proszone są o przyniesienie ciasta albo posprzątanie kościoła. Czy to jedyne role, jakie Kościół ma do zaoferowania współczesnej kobiecie? O. Jacek Krzysztofowicz: A pani jak to odbiera?
Jako rażącą dyskryminację. Chłopak może być ministrantem, mężczyzna księdzem. A kobieta? Tylko do sprzątania i gotowania? - Kościół to rzeczywiście instytucja w stu procentach męska, hierarchiczna, patriarchalna. I jako taka ma niemały problem ze zrozumieniem kobiet. Czasem nawet wręcz z szacunkiem do kobiet. Wpisuje się w tradycję, w której to mężczyźni decydują za kobiety, jakie powinny pełnić funkcje społeczne, i w której ci sami mężczyźni są zdumieni, gdy kobiety się przeciwko temu buntują. Poszczególni księża są różni, ale zgodnie z grupowym, stereotypowym myśleniem postrzega się kobietę niemal wyłącznie jako matkę i opiekunkę ogniska domowego. Gdy więc ona próbuje wyjść poza ten schemat, ma prawo czuć się nierozumiana.
Ale przecież można to zmienić. Jestem pewna, że więcej kobiet myśli tak jak ja i że taka patriarchalna struktura odstrasza je od Kościoła. - Kościół nie jest awangardą przemian.
Kiedyś był. Pierwsi chrześcijanie to prawdziwi rewolucjoniści. - Rzeczywiście. Kiedyś był. Teraz stanowi raczej coś w rodzaju "straży tylnej" - od stuleci bardziej pilnuje pewnego status quo, niż inicjuje przemiany. Kościół w Polsce strzeże wartości, obyczaju, tradycji. Ale przy tym też się zmienia, choć bardzo powoli. Te zmiany dotyczą także kobiet. Wystarczy porównać Kościół sprzed 50 lat i dzisiejszy.
A co się zmieniło przez te pół wieku? Panie nadal sprzątają kościół. - Skoro sprzątają, to znaczy, że chcą to robić - wydaje mi się, że mimo wszystko to, co jest tak bardzo rażące dla pani, dla wielu innych kobiet jest zupełnie naturalne. Kobiety są też obecne w kurii - jako na przykład księgowe, w sądach biskupich. W naszym klasztorze w Krakowie funkcję administratora zarządzającego wszystkimi naszymi nieruchomościami pełni kobieta.
Większość instytucji tworzących Kościół ma strukturę hierarchiczną, a nie demokratyczną - my, dominikanie, jesteśmy jednym z nielicznych wyjątków. Decyzje podejmują na ogół przełożeni. Już w seminarium klerycy poznają zasadnicze wartości, jakimi powinni kierować się w życiu: praca, pobożność, posłuszeństwo. Niewiele miejsca pozostawia się wątpliwościom i własnym poszukiwaniom.
To chyba źle? - Nie wiem. Ja się bardzo dobrze czuję w naszej dominikańskiej demokracji. Ale nie wolno zapominać, że Kościół jako jedyna instytucja istnieje od dwóch tysięcy lat. Przetrwał, bo taki właśnie jest.
Mnie interesuje to, czy może się zmienić na tyle, by kobiety też mogły być kapłanami? - Wie pani co, jest taki dokument
papieża Piusa IX z 1864 r. "Syllabus errorum", w którym stoi m.in., że nie jest dobrym katolikiem i błądzi każdy, kto twierdzi, że "każdy człowiek ma swobodę wyboru i wyznawania religii, którą uzna za prawdziwą". Tymczasem minęło sto pięćdziesiąt lat i dziś żaden katolik o zdrowych zmysłach pod taką tezą się przecież nie podpisze... Kapłaństwo kobiet nie stoi w sprzeczności z istotą wiary chrześcijańskiej. Nie wydaje mi się, że można twierdzić, iż na pewno Kościół nigdy kobiet do służebnego kapłaństwa nie włączy... Na pewno jednak nie stanie się to w dającej się przewidzieć przyszłości.
Z czego wynika ta niechęć do kobiet? Czy to spadek po św. Pawle, który nieraz pisał, że to mężczyzna bardziej nadaje się do służby Panu, że przewyższa kobietę: głową mężczyzny Bóg, głową kobiety - mężczyzna? Nie pomaga chyba też Księga Rodzaju, według której to nie mężczyzna powstał z kobiety, ale kobieta z mężczyzny. - To fakt ogólnokulturowy, że od wielu tysięcy lat kobiety są traktowane jako istoty jakby drugiej kategorii. Bierze się to z przewagi, jaką daje mężczyźnie siła fizyczna - wartość, która w praktyce zawsze i wszędzie była nadużywana. Kościół nie pojawił się i nie funkcjonuje w próżni społecznej i kulturowej. Tworzą go ludzie, których mentalność została uformowana przez konkretne okoliczności czasu i miejsca, w jakich żyli. Księża nie są z księżyca - na ich myślenie i wrażliwość zawsze miał wpływ otaczający ich świat. Ewangelię, Pismo Święte różnie interpretowano w różnych epokach. Wymienione przez panią teksty wcale nie są tak jednoznacznie negatywne wobec kobiet, jak pani twierdzi. Ja przynajmniej tak ich nie odczytuję. Na przykład ten fragment z Księgi Rodzaju o stworzeniu Ewy dla mnie jest piękną opowieścią o niezwykłej bliskości mężczyzny i kobiety, a nie o wyższości Adama nad Ewą. Nie zapominajmy też, że to właśnie w kulturze o chrześcijańskich korzeniach doszło do równouprawnienia - nigdzie indziej w świecie z takim zjawiskiem nie mamy do czynienia. To w Ewangelii jest przykazanie: miłuj bliźniego swego, przebaczaj, nadstaw drugi policzek. Pojawia się w niej także miejsce dla kobiet.
No właśnie - to przecież Maria Magdalena pierwsza zaniosła apostołom nowinę o Zmartwychwstaniu, wcześniej kobiety - bo mężczyźni się bali - towarzyszyły Jezusowi w drodze na Golgotę, nie mówiąc już o roli, jaką w całej historii Zbawienia odegrała Maryja. Dlaczego więc dzisiejszy Kościół ma kobietom wciąż tak niewiele do zaoferowania? - Zacznijmy od tego, że stosunek Jezusa do kobiet był rzeczywiście unikalny - nie ulega wątpliwości, że On stał po ich stronie i że one czuły się przez Niego rozumiane. W Ewangelii czytamy, że Jezus miał nie tylko uczniów, ale też uczennice, że spotykał się - także sam - z kobietami, również z tymi o złej reputacji. Ewidentnie przekraczał ówczesne społeczne normy. Także fakt, że wszystkie Ewangelie zgodnie twierdzą, że właśnie kobiety były pierwszymi świadkami Zmartwychwstania, to sprawa niezwykła - przecież jeszcze do początku XX wieku świadectwo kobiet było uważane za bezwartościowe.