Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Trzy specsłużby -
ABW,
Agencja Wywiadu i CBA - miały ochraniać proces prywatyzacji stoczni w Gdyni i Szczecinie w ramach rządowego programu tarczy antykorupcyjnej. Objęły ochroną kontrwywiadowczą 79 prywatyzacji - prócz stoczni m.in. sprzedaż Giełdy Papierów Wartościowych.
- ABW i AW dostarczały nam informacji o inwestorach. ABW przydzieliła funkcjonariusza, który na bieżąco kontaktował się z zespołem przygotowującym transakcję - mówi "Gazecie" jeden z ministrów. - CBA wysłało tylko jedno pismo: z prośbą o listę osób odpowiedzialnych za prywatyzację stoczni i kilkudziesięciu innych spółek.
W piśmie z 8 stycznia, które ma "Gazeta", resort skarbu przekazał CBA listę tych urzędników. Byli na niej m.in. wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik, szef Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciech Dąbrowski, jego zastępca Jacek Goszczyński i zarządca kompensacji (odpowiednik syndyka) Roman Nojszewski.
CBA podsłuchiwało ich rozmowy. - Zastawiło kolejną pułapkę na rząd - mówi jeden z ministrów. Podsłuchy pochodzą z kwietnia i maja, sprzedaż stoczni upadła w sierpniu. CBA ogłosiło aferę w październiku - tuż przed zapowiadanym przez premiera odwołaniem szefa Biura Mariusza Kamińskiego.
- CBA zachowywało się, jakby go w tej sprawie nie było. Dlatego takim zaskoczeniem jest to, co w ubiegłym tygodniu przesłało premierowi, prezydentowi, marszałkom i wicemarszałkom Sejmu i Senatu - dodaje nasz rozmówca z ABW.
Szef CBA oskarżył rząd, że w sprawie stoczni interes ekonomiczny państwa może być zagrożony. A urzędnicy faworyzowali firmę Stichting Particulier Fonds Greenrights, za którą miał stać katarski kapitał. Minister skarbu Aleksander Grad twierdzi, że tylko Katarczycy gwarantowali produkcję statków w stoczniach.
Zapytaliśmy CBA, co zrobiło dla ochrony prywatyzacji stoczni i jakie informacje przekazało rządowemu zespołowi. - Na tym etapie nie mogę komentować - powiedziała Małgorzata Matuszak z biura prasowego CBA.
Według naszych rozmówców urzędnicy prosili też służby o opinię na temat Abdula Rahmana El Assira, który od grudnia 2008 r. występował w imieniu katarskiego inwestora. To wpływowy libański handlarz bronią, który wpłacił wadium za stoczniowy majątek. Ale ostatecznie katarski inwestor nie wyłożył pieniędzy na transakcję.
- W sprawie El Assira mieliśmy pozytywne rekomendacje od ambasadorów w Kuwejcie i Katarze - mówi jeden z naszych rządowych informatorów. Choć nasz rozmówca z ABW podaje, że ambasadorowie przestrzegali, że biznes w krajach arabskich opiera się na powiązaniach rodzinnych i nie kontrolują go tam żadne służby, bo ich nie ma.
- Byliśmy spokojni - mówi nam rządowy polityk. - ABW informowała, że El Assir od dawna działał na polskim rynku, robił interesy z firmą zbrojeniową Bumar, dostarczał broń do Gruzji. Był też w 2007 r. uwiarygodniony przez Kancelarię Prezydenta, gdy z prezydenckim ministrem Robertem Drabą i jednym z szefów Bumaru leciał do Gruzji.
- El Assir "kupił" Lecha Kaczyńskiego sprawą rakiet dla Gruzji i obietnicami dalszego dozbrojenia prezydenta Saakaszwilego - relacjonuje nasz rozmówca ze służb.
ABW uważała, że prawdziwy inwestor stoczniowy nie chciał się ujawnić. Ale zwyciężyło przekonanie, że trzeba wchodzić w tę transakcję, bo nie ma nikogo innego.
- Prywatyzacja była prowadzona tuż przed eurowyborami. Potrzebny był sukces - mówi nasz rozmówca z ABW. Politycy PO publicznie wtedy ogłosili, że znaleźli kupca na stocznie.
MSWiA informowało wczoraj, że ABW i AW nie miały zastrzeżeń do katarskiego inwestora.