http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Z maturą seks nie wygra

Aleksandra Pezda
2009-10-13, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 23:24

Jak przekonać rodziców, żeby wypisali dzieci z edukacji seksualnej? Powiedzieć im, że dzieci stracą dodatkowe zajęcia z angielskiego albo chemii.

Lekcja przedmiotu przystosowanie do życia w rodzinie będą mieć teraz konkurencję
Fot.Tomasz Wiech / AG
Lekcja przedmiotu przystosowanie do życia w rodzinie będą mieć teraz konkurencję
Szkoły powinny organizować 14 godzin wychowania do życia w rodzinie co roku, od piątej klasy podstawówki, aż po maturę. XXI LO w Łodzi - ponad 500 uczniów. Żaden nie chodzi na WDŻ. Nie dowie się więc w szkole, jak uniknąć HIV, nie nabrać się na pigułkę gwałtu, odmówić seksu albo "nie wpaść" podczas wakacji. Bo rodzice na pierwszym szkolnym zebraniu na trzy lata z góry oświadczyli, że nie wyrażają na to zgody.

Dlaczego? Ponieważ dyrektor zapowiedział, że wychowanie seksualne odbywałoby się kosztem przygotowania do matury - z angielskiego, chemii albo geografii.

- To szantaż, tak nie powinno być - mówi "Gazecie" rzecznik MEN Grzegorz Żurawski.

W Polsce tylko co trzeci uczeń powyżej 15. roku życia przyznaje, że chodził na WDŻ - tak wynika z najnowszych badań seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego. A miało być lepiej. Minister edukacji Katarzyna Hall chwali się, że w tym roku wychowanie seksualne jest już obowiązkowe. Do tej pory dziecko na te zajęcia chodziło, jeśli rodzice je ZAPISALI. Teraz musi chodzić, chyba że rodzice je WYPISZĄ.

- Nie zapisywali ci, którzy dziecko zaniedbują. Teraz brak reakcji spowoduje automatycznie udział dziecka w zajęciach - uważa wiceminister edukacji Krzysztof Stanowski. MEN nie przewidziało, że rodzice za namową nauczycieli równie łatwo będą dzieci z edukacji seksualnej wypisywać.

- XXI LO w Łodzi nie jest wyjątkiem - przyznaje Żurawski. - Dyrektor jednej ze szkół w Krakowie na początku roku szkolnego rozdał uczniom oświadczenia dla rodziców, że nie zgadzają się na szkolną edukację seksualną dzieci.

Na WDŻ szkoła musiałaby poświęcić dodatkowe godziny dozwolone ponad standardowy program. Ale dyrektorzy wolą je wykorzystać na języki obce albo dopieszczenie któregoś z przedmiotów potrzebnych do matury. "Co się będzie działo z życiem płciowym młodych ludzi po egzaminie maturalnym, to już szkoły nie obchodzi?" - pyta w felietonie dla "Głosu Nauczycielskiego" polonista z łódzkiego XXI LO Dariusz Chętkowski.

Rzecznik Żurawski podsuwa rozwiązanie: - Na przygotowanie do matury nauczyciele powinni przeznaczyć dodatkową godzinę dorzuconą im przez Sejm w tym roku (teraz 19 godzin w tygodniu nauczyciel musi przepracować w szkole, a resztę z 40-godzinnego tygodnia pracy może poświęcić na przygotowania do lekcji czy rozwój zawodowy). Dlaczego jednak minister edukacji nie wprowadził obowiązkowych zajęć z edukacji seksualnej?

Oficjalnie: - Liczymy się z wolą rodziców, którzy sami chcieliby dziecku przekazać wiedzę o seksualności.

Nieoficjalnie: - To było jedyne, co mogliśmy, żeby się nie narazić na wojnę z Kościołem katolickim.

- W ten sposób młodzież ma nadal nikłe pojęcie o własnej seksualności - mówi Aleksandra Józefowska z grupy edukatorów seksualnych Ponton. Za kilka dni Ponton podsumuje wakacyjny telefon zaufania. - Młodzi ludzie mają ciągle problemy z tym samym: przede wszystkim pytają o antykoncepcję.

Jako katolik wolałbym, żeby tego nie było

Mówi dyrektor XXI LO z Łodzi Janusz Bąk

Dawniej w mojej szkole było WDŻ, jednak na bardzo niskim poziomie. Bo nie ma do tego dobrych pomocy dydaktycznych - kiedy pokazaliśmy uczniom film o pożyciu seksualnym, to młodzież się śmiała. Sprawy seksualności to delikatna materia. Jako wychowawcę też mnie takie tematy krępowały. Nauczyciel ma prawo mieć przed tym opory. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy młodzież wie więcej o sprawach intymnych niż dojrzali ludzie.

Zresztą nie chodzi o to, żeby prowadzić jakieś zajęcia tylko dlatego, że są modne na Zachodzie. Nasze społeczeństwo jest inne, bardziej konserwatywne. Chciałbym dokładnie poznać program WDŻ, zanim jako ojciec poślę tam swoją córkę. Nie chciałbym na przykład, żeby ją w szkole uczono zakładania prezerwatywy na fantom.

Myśli pan, że zaszkodziłoby jej, gdyby się dowiedziała, jak to się robi?

- Nie zaszkodziłoby. Ale jako katolik wolałbym, żeby nie było takich zajęć.

Czyli w pana szkole zajęć o antykoncepcji nie będzie?

- Nie, bo musiałbym chodzić na każdą taką lekcję, żeby wiedzieć, jakie treści są tam podawane.

ape

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 169 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów