http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto pokroi witaminy dla uczniów

Aleksandra Lewińska, Bydgoszcz, Małgorzata Szlachetka, Lublin
2009-10-13, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 00:53

Dzieci nie dostaną w szkołach warzyw i owoców, bo nikomu nie opłaca się ich dostarczać

Świeże owoce dla szkół będą pochodziły także z plantacji w Łęgajnach
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Świeże owoce dla szkół będą pochodziły także z plantacji w Łęgajnach
ZOBACZ TAKŻE
Do finansowanego przez Unię i rząd programu "Owoce w szkole" zgłosiło się ponad 9 tys. podstawówek. Uczniowie klas I-III mieli za darmo dostawać mieszanki owocowo-warzywne: jabłka, gruszki, marchewki, rzodkiewki, papryki, ogórki, a do tego sok. Pieniądze w 75 proc. daje Unia Europejska, resztę dokłada rząd.

Zdrowe drugie śniadania miały być w szkołach średnio dwa-trzy razy w tygodniu już od 19 października. Ale dostawcy, którzy zgłosili się do programu i do dziś mieli podpisać umowy, wycofują się, bo nie są w stanie spełnić wyśrubowanych wymogów. Owoce muszą być umyte, warzywa dodatkowo pokrojone w słupki. A wszystko świeże i zapakowane tak, by dziecko bez problemu mogło woreczek otworzyć.

Na Kujawach i Pomorzu mieszanki do ponad pół tysiąca podstawówek miało dowozić sześć firm, trzy już zrezygnowały. Jeszcze gorzej jest w Łodzi. - Szkoły alarmują, że nie mają z kim podpisać umów - mówi Zbigniew Stasiak, dyrektor łódzkiej Agencji Rynku Rolnego. Podobnie na Lubelszczyźnie i w Zachodniopomorskiem.

Dlaczego dostawcy rezygnują? - Musiałbym kupić maszynę do pakowania, a to 300-400 tys. zł. I zatrudnić dodatkowych ludzi do krojenia warzyw - mówi Wojciech Niedbalski, kierownik firmy Rol-Sad z Lubostronia. - Poza tym wszystkie szkoły chciałyby dostaw w tym samym czasie, czyli około godz. 10. Żeby opanować to logistycznie, trzeba by całej floty samochodów.

- Do szkół mają dotrzeć jak najtańsze owoce i warzywa. A my produkujemy żywność ekologiczną, droższą - tłumaczy Tadeusz Szynkiewicz, szef firmy Bio-Food z Golubia-Dobrzynia, która miała zaopatrywać m.in. Toruń.

Dostawcy skalkulowali też, że udział w programie za nic się nie opłaca. - Musiałbym na początek wyłożyć pieniądze na produkty i transport. Zwrot otrzymałbym dopiero na koniec semestru, w ten sposób w życiu nie wyjdę na swoje - tłumaczy Jerzy Kotuła, dyrektor Grupy Producentów Owoców "Lubsad" w Motyczu.

Program próbują ratować politycy. Europosłanka Lena Kolarska-Bobińska (PO) wysłała do Komisji Europejskiej interpelację w sprawie "Owoców w szkole". Pisze w niej, że zasady programu "wymagają modyfikacji, aby ten spełniał założone cele".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów