http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czeski kłopot Lizbony

Tomasz Bielecki, Bruksela, Lubosz Palata, Praga
2009-10-13, ostatnia aktualizacja 2009-10-13 07:59

Czeski premier Jan Fischer chce przekonać przywódców Unii Europejskiej, aby spełnili nowe żądania prezydenta Vaclava Klausa w sprawie traktatu lizbońskiego. - Nie możemy zmienić traktatu. Reforma UE wchodzi w ślepą uliczkę - ostrzegają unijni dyplomaci.

Vaclav Klaus przed piątkowym spotkaniem w Pradze z szefem europarlamentu Jerzym Buzkiem
Fot. DAVID W CERNY REUTERS
Vaclav Klaus przed piątkowym spotkaniem w Pradze z szefem europarlamentu Jerzym...
Dziś w Brukseli Fischer będzie rozmawiać o nowych przeszkodach w czeskiej ratyfikacji Lizbony z szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barroso. - Zamierzamy negocjować z partnerami z Unii kwestię uzupełnienia traktatu lizbońskiego o gwarancje, bez których prezydent Vaclav Klaus nie chce go ratyfikować - oświadczył wczoraj Fischer.

Prezydent Klaus, który od miesięcy robi wszystko, aby nie podpisać ratyfikacji, zażądał w ostatni piątek, aby do traktatu dołączyć gwarancje, że Karta Praw Podstawowych (załączona do traktatu) nie może być podstawą roszczeń majątkowych Niemców sudeckich wysiedlonych z Czechosłowacji po II wojnie światowej.

Rząd Fischera, który nie ma silnego zaplecza politycznego w parlamencie, nie zdecydował się wczoraj na konfrontację z Klausem, który zdaniem wielu prawników naruszył swe kompetencje poprzez zgłaszanie postulatów w ostatniej chwili - już po ratyfikacji traktatu w obu izbach parlamentu. Przeciwnie, żądania Klausa stały się wczoraj - być może na zgubę UE - oficjalnym stanowiskiem Pragi.

Zdaniem większości czeskich polityków ugodowy wybór Fischera to jedyna możliwa droga, bo zmuszenie Klausa do ratyfikacji, np. groźbą impeachmentu (za niewywiązanie się z obowiązku złożenia podpisu), jest mało prawdopodobne z racji dość chwiejnej proeuropejskiej większości w parlamencie. Natomiast inne proponowane przez ekspertów rozwiązanie, czyli uchwalenie poprawki konstytucyjnej rozwiewającej wszelkie wątpliwości, że prezydent nie ma prawa blokować ratyfikacji, zajęłoby wiele miesięcy. Ponadto też nie jest pewne, czy zyskałoby poparcie większości posłów.

Ogłaszając stanowisko rządu, Fischer postawił wczoraj warunek, że chce, by Klaus zaręczył, że podpisze traktat po wynegocjowaniu dodatkowych gwarancji. Ale nikt na Hradczanach na to nie odpowiedział.

Czescy komentatorzy spierają się, jak interpretować ostatnie posunięcie Klausa. Dla jednych to cyniczna próba sabotowania traktatu, natomiast inni utrzymują, że Klaus już wie, że będzie musiał wkrótce złożyć podpis i chce jedynie ugrać jakieś ustępstwo, aby nie wyjść jako kompletny przegrany ze sporu.

Jego "zdobycz" byłaby czysto symboliczna, bo traktat i Karta Praw Podstawowych - także bez dodatkowych gwarancji - nie niosą żadnego ryzyka niemieckich roszczeń. Podczas negocjacji Lizbony potwierdzali to prawnicy czeskiego rządu.

Czechy są teraz jedynym krajem UE, który stoi na drodze traktatu lizbońskiego mającego usprawnić działanie unijnych instytucji. Bruksela nie ma wyraźnego pomysłu, jak rozwiązać nowy czeski problem. Pewne jest, że nikt nie zgodzi się na poprawianie Lizbony, bo wymagałoby to ponownej ratyfikacji w pozostałych 26 krajach.

- Dopuszczalne jest wyłącznie uchwalenie - podobnie jak było w przypadku Irlandii - deklaracji politycznej potwierdzającej, że Karta Praw Podstawowych nie dotyczy roszczeń Niemców sudeckich - podkreśla Julia De Clerck-Sachsse z brukselskiego ośrodka CEPS. Sęk w tym, że prezydencki zausznik Ladislav Jakl już ogłosił, że "irlandzkie rozwiązanie jest nie do przyjęcia". Czy przekreśla to szanse na czeską ratyfikację? - Może jednak prawnikom uda się znaleźć jakąś atrakcyjniejszą formę lub nazwę dla takiej deklaracji, na którą zgodziłby się Klaus - mówi Julia De Clerck-Sachsse.

W Brukseli na razie dominuje nastrój wyczekiwania na orzeczenie czeskiego trybunału konstytucyjnego w sprawie Lizbony (wniosek do trybunału to też zagrywka ludzi Klausa). - Najpierw miejmy za sobą ten trybunał, a dopiero potem weźmy się za nowe postulaty Pragi - mówią unijni dyplomaci.

Rośnie też pesymizm co do szczytu UE pod koniec października, na którym - jeśli perspektywa czeskiej ratyfikacji Lizbony nadal będzie tak mglista - mogą nie zostać ustalone nazwiska szefa dyplomacji i prezydenta UE, których powołanie przewiduje traktat. Wbrew deklaracjom premiera Fischera sporo unijnych dyplomatów wątpi, aby już październikowy szczyt UE wypracował jakąś formułę zaspokajającą żądania Vaclava Klausa.

Sam Klaus zdaje się nie przejmować wywołaną przez siebie awanturą i leci jutro do Moskwy na rozmowy z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':