http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śledztwa mnożą się jak króliki

Bogdan Wróblewski
2009-10-13, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 19:38

Prokuratura Okręgowa w Warszawie od dwóch miesięcy przyglądała się sprzedaży majątku Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej Nowa. Śledztwo wszczęła wczoraj

Stocznia Szczecińska Nowa
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Stocznia Szczecińska Nowa
ZOBACZ TAKŻE
Zbada, czy urzędnicy Agencji Rozwoju Przemysłu i Ministerstwa Skarbu przekroczyli uprawnienia poprzez utrudnianie przetargu na sprzedaż majątku stoczni (przestępstwo zagrożone karą do trzech lat więzienia). Chodzi o kulisy sprzedaży stoczni katarskiemu funduszowi wiosną tego roku. Ujawniło je w materiałach przesłanych premierowi 6 i 9 października CBA. Do analiz dołączyło fragmenty zapisów z podsłuchu szefa ARP Wojciecha Dąbrowskiego.

Po rozesłaniu przez szefa CBA Mariusza Kamińskiego raportu także do prezydenta oraz prezydiów Sejmu i Senatu sprawa wyciekła do mediów. A szef kancelarii premiera Tomasz Arabski zawiadomił prokuraturę.

Pierwszy ruch zrobił Ruch

Ale co się okazuje? Już w sierpniu warszawska prokuratura dostała zawiadomienie od Ruchu Społecznego Obrony Stoczni i Gospodarki Polskiej im. Gen. Józefa Hallera (związanego ze środowiskiem katolicko-narodowego kwartalnika "Myśl"). Ruch, którego celem jest "wspieranie idei upaństwowienia stoczni", alarmował, że katarski inwestor (fundusz inwestycyjny) zarejestrowany jest w raju podatkowym, szefowie firm stających do przetargu "powiązani są z wywiadem Izraela" itp. To były ledwo dwie kartki papieru.

Prokuratura nie wszczęła w sierpniu śledztwa, ale zarejestrowała sprawę pod sygnaturą VI DS. 219/09 i w ramach tzw. czynności sprawdzających ściągnęła dokumentację dotyczącą przetargu z ARP i Ministerstwa Skarbu. Wczoraj rano, po analizie zawiadomienia min. Arabskiego, zdecydowano: W ramach sprawy z zawiadomienia Ruchu wszczynamy śledztwo. - Jesteśmy bogatsi o materiały niejawne CBA przesłane z kancelarii premiera - tłumaczy rzecznik prokuratury Mateusz Martyniuk.

Czy Kamiński mógł czekać?

Zawiadomienie w tej samej sprawie wraz z materiałami z kontroli operacyjnej (czyli stenogramami podsłuchów) zapowiadał na wczoraj szef CBA Mariusz Kamiński. I słowa dotrzymał - przesłał je przez kancelarię tajną do ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego. A ten - via prokurator krajowy - do warszawskiej prokuratury. - Zostanie włączone do już toczącej się sprawy - informuje Maciej Kujawski, naczelnik wydziału informacji MS.

Ale Kamiński widzi sprawę ostrzej niż prokurator prowadzący śledztwo 219/09. Do zarzutów "przekroczenia uprawnień" i "ustawienia przetargu" dorzuca jeszcze "działanie na szkodę skarbu państwa" przez funkcjonariuszy ARP i MSP (grozi za to do pięciu lat). Konkretne nazwiska - jeśli je wymienia - są w tajnej części zawiadomienia. Szef CBA dołączył 61 stenogramów z podsłuchu.

Przypomnijmy, że według min. Arabskiego Kamiński się spóźnił, a nawet popełnił przestępstwo "niedopełnienia obowiązków", bo zwlekał z zawiadomieniem prokuratury w sprawie stoczni. Rozumowanie szefa kancelarii premiera jest takie: skoro z analiz wysłanych premierowi już 6 i 9 października wynika, że CBA zgromadziło dowody wskazujące na uzasadnione podejrzenie przestępstwa, to niezwłocznie powinno zawiadomić prokuratora.

Prokuratura decyzji o ściganiu szefa CBA nie podjęła. - Analizujemy to - mówi prok. Martyniuk.

Kamiński zwłokę tłumaczył tym, że sparzył się na sprawie hazardowego lobbingu. Przesłał we wrześniu zawiadomienie do prokuratora generalnego, ale ten dziewięć dni zwlekał z przekazaniem go do właściwej prokuratury. A jak przekazał, to ta sama warszawska prokuratura okręgowa, zanim podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa, zażądała od CBA materiałów źródłowych (np. stenogramów podsłuchów).

Prokuratura tropi (zwłaszcza) przecieki

Odnotujmy, że po dziesięciu dniach od serii informacji wypuszczanych przez CBA, a bijących w rządzącą PO śledztwa mnożą się jak króliki.

Warszawska prokuratura bada czy biznesmeni z branży hazardowej powoływali się na wpływy u polityków PO, a ci obiecywali, że wpłyną na kształt ustawy o grach. Bada też, czy urzędnicy przekroczyli uprawnienia podczas przygotowywania tej ustawy. Śledztwo hazardowe wszczęła, gdy dostała nagrania (płyty CD) z podsłuchów oraz notatki służbowe agentów CBA. Na stenogramy z podsłuchów - według naszych informacji - wciąż czeka.

Osobno prokuratura wyjaśnia, czy doszło do przecieku z kancelarii premiera o tajnej akcji CBA wokół ustawy hazardowej. A także kto stenogramy z podsłuchów hazardowych przekazał "Rzeczpospolitej".

Ponieważ w niedzielę znów doszło do przecieku - tym razem analiz CBA z fragmentami podsłuchów prezesa ARP do Wprost.pl - prokurator tropi już kolejne ujawnienie tajemnicy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':