Zbada, czy urzędnicy Agencji Rozwoju Przemysłu i Ministerstwa Skarbu przekroczyli uprawnienia poprzez utrudnianie przetargu na sprzedaż majątku stoczni (przestępstwo zagrożone karą do trzech lat więzienia). Chodzi o kulisy sprzedaży stoczni katarskiemu funduszowi wiosną tego roku. Ujawniło je w materiałach przesłanych premierowi 6 i 9 października CBA. Do analiz dołączyło fragmenty zapisów z podsłuchu szefa ARP Wojciecha Dąbrowskiego.
Po rozesłaniu przez szefa CBA Mariusza Kamińskiego raportu także do prezydenta oraz prezydiów Sejmu i Senatu sprawa wyciekła do mediów. A szef kancelarii premiera Tomasz Arabski zawiadomił prokuraturę.
Pierwszy ruch zrobił Ruch Ale co się okazuje? Już w sierpniu warszawska prokuratura dostała zawiadomienie od Ruchu Społecznego Obrony Stoczni i Gospodarki Polskiej im. Gen. Józefa Hallera (związanego ze środowiskiem katolicko-narodowego kwartalnika "Myśl"). Ruch, którego celem jest "wspieranie idei upaństwowienia stoczni", alarmował, że katarski inwestor (fundusz inwestycyjny) zarejestrowany jest w raju podatkowym, szefowie firm stających do przetargu "powiązani są z wywiadem Izraela" itp. To były ledwo dwie kartki papieru.
Prokuratura nie wszczęła w sierpniu śledztwa, ale zarejestrowała sprawę pod sygnaturą VI DS. 219/09 i w ramach tzw. czynności sprawdzających ściągnęła dokumentację dotyczącą przetargu z ARP i Ministerstwa Skarbu. Wczoraj rano, po analizie zawiadomienia min. Arabskiego, zdecydowano: W ramach sprawy z zawiadomienia Ruchu wszczynamy śledztwo. - Jesteśmy bogatsi o materiały niejawne CBA przesłane z kancelarii premiera - tłumaczy rzecznik prokuratury Mateusz Martyniuk.
Czy Kamiński mógł czekać? Zawiadomienie w tej samej sprawie wraz z materiałami z kontroli operacyjnej (czyli stenogramami podsłuchów) zapowiadał na wczoraj szef CBA
Mariusz Kamiński. I słowa dotrzymał - przesłał je przez kancelarię tajną do ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego. A ten - via prokurator krajowy - do warszawskiej prokuratury. - Zostanie włączone do już toczącej się sprawy - informuje Maciej Kujawski, naczelnik wydziału informacji MS.
Ale Kamiński widzi sprawę ostrzej niż prokurator prowadzący śledztwo 219/09. Do zarzutów "przekroczenia uprawnień" i "ustawienia przetargu" dorzuca jeszcze "działanie na szkodę skarbu państwa" przez funkcjonariuszy ARP i MSP (grozi za to do pięciu lat). Konkretne nazwiska - jeśli je wymienia - są w tajnej części zawiadomienia. Szef CBA dołączył 61 stenogramów z podsłuchu.
Przypomnijmy, że według min. Arabskiego Kamiński się spóźnił, a nawet popełnił przestępstwo "niedopełnienia obowiązków", bo zwlekał z zawiadomieniem prokuratury w sprawie stoczni. Rozumowanie szefa kancelarii premiera jest takie: skoro z analiz wysłanych premierowi już 6 i 9 października wynika, że CBA zgromadziło dowody wskazujące na uzasadnione podejrzenie przestępstwa, to niezwłocznie powinno zawiadomić prokuratora.
Prokuratura decyzji o ściganiu szefa CBA nie podjęła. - Analizujemy to - mówi prok. Martyniuk.
Kamiński zwłokę tłumaczył tym, że sparzył się na sprawie hazardowego lobbingu. Przesłał we wrześniu zawiadomienie do prokuratora generalnego, ale ten dziewięć dni zwlekał z przekazaniem go do właściwej prokuratury. A jak przekazał, to ta sama warszawska prokuratura okręgowa, zanim podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa, zażądała od CBA materiałów źródłowych (np. stenogramów podsłuchów).
Prokuratura tropi (zwłaszcza) przecieki Odnotujmy, że po dziesięciu dniach od serii informacji wypuszczanych przez CBA, a bijących w rządzącą PO śledztwa mnożą się jak króliki.
Warszawska prokuratura bada czy biznesmeni z branży hazardowej powoływali się na wpływy u polityków PO, a ci obiecywali, że wpłyną na kształt ustawy o grach. Bada też, czy urzędnicy przekroczyli uprawnienia podczas przygotowywania tej ustawy. Śledztwo hazardowe wszczęła, gdy dostała nagrania (płyty CD) z podsłuchów oraz notatki służbowe agentów CBA. Na stenogramy z podsłuchów - według naszych informacji - wciąż czeka.
Osobno prokuratura wyjaśnia, czy doszło do przecieku z kancelarii premiera o tajnej akcji CBA wokół ustawy hazardowej. A także kto stenogramy z podsłuchów hazardowych przekazał "Rzeczpospolitej".
Ponieważ w niedzielę znów doszło do przecieku - tym razem analiz CBA z fragmentami podsłuchów prezesa ARP do Wprost.pl - prokurator tropi już kolejne ujawnienie tajemnicy.