Dotyczy to zarówno oskarżeń wysuwanych przez szefa CBA w sprawie hazardowego lobbingu i przetargu na stocznie, jak i doniesienia na szefa CBA Mariusza Kamińskiego przez kancelarię premiera. Wszystkie przekazano do prokuratury. Ta, jak wiadomo, miele powoli. Czy znajdzie materiał na zarzut kryminalny?
Raczej nie na zarzut korupcji, bo nie widać obietnicy osobistych korzyści dla zamieszanych w te sprawy funkcjonariuszy. Pozostaje więc zarzut przekroczenia uprawnień. Ale to jest przestępstwem tylko wtedy, jeśli funkcjonariusz "działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego".
Z wykazaniem tego będzie jednak problem. Mimo że w wystąpieniach do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu szef CBA
Mariusz Kamiński napisał, że "interes ekonomiczny państwa może być zagrożony".
Sprawa hazardowa... ...ma polegać na tym, że kilku ważnych funkcjonariuszy, w tym szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski i minister sportu
Mirosław Drzewiecki, nieformalnie kontaktowało się z biznesmenami. A potem wspierali ich starania o wykreślenie z projektu ustawy przepisów o obciążeniu automatów do
gry dopłatami.
Szef CBA alarmował, że rezygnacja z dopłat uszczupliłaby
budżet państwa o 500 mln zł rocznie. Tyle że eksperci (m.in. z IBnGR oraz ISS PAN) zwracają uwagę, że dopłaty mogą zadziałać tak, że to, co skarb państwa na nich zyska, straci na podatku dochodowym od właścicieli automatów, którzy zarobią mniej.
Czyli strata jest hipotetyczna i mocno niepewna. A zarzutu karnego, a tym bardziej aktu oskarżenia, nie można oprzeć na spekulacjach "co by było, gdyby". Więc jeśli nie uda się przynajmniej uprawdopodobnić, że Chlebowski czy Drzewiecki otrzymywali lub mieli obiecane jakieś osobiste korzyści - z afery kryminalnej nici.
Inna sprawa, że dla PO znacznie bardziej niż osobista nieuczciwość kilku polityków kompromitująca jest sytuacja, gdy biznesmeni, którzy np. w przeszłości wpłacali na jej kampanię wyborczą, mogą teraz skutecznie żądać działań w obronie ich interesu. Taka "korupcja polityczna" to patologia bardziej szkodliwa niż posiadanie w swoich szeregach kilku zgniłych jabłek.
Przetarg na stocznie... Tu sprawa polegała na tym, że wysocy urzędnicy Ministerstwa Skarbu i Agencji Rozwoju Przemysłu usiłowali tak prowadzić przetarg na majątek Stoczni Szczecin i Gdynia, by wygrał go katarski inwestor. Z podsłuchów CBA wynika, że nie chcieli łamać prawa, lecz jedynie znaleźć sposoby jego obejścia - zablokować przetarg do czasu, aż katarski inwestor zdobędzie poręczenie.
Tu także, zdaniem szefa CBA, "mógł być zagrożony interes ekonomiczny państwa", choć nie pada już żadna suma ani wyjaśnienie, na czym to zagrożenie polegało.
Ani minister skarbu Aleksander Grad, ani szef ARP Wojciech Dąbrowski nie wypierają się, że sprzyjali katarskiemu inwestorowi. Oficjalnie mówią, że robili tak, bo jako jedyny dawał nadzieję, że produkcja statków w tych stoczniach będzie kontynuowana, a stoczniowcy zachowają pracę.
Faworyzowanie jednego z uczestników przetargu jest wbrew przepisom - czyli przekroczeniem uprawnień. A gdzie działanie na szkodę interesu publicznego? Premier obiecał, że zrobi wszystko, by stoczniowcy nie stracili pracy, a stocznie nie znikły. A jego urzędnicy konsekwentnie działali w tym kierunku.
Była to deklaracja polityczna obliczona na osiągnięcie politycznych celów. Podobnie jak np. zwiększenie deficytu budżetowego zamiast podniesienia podatków. Można wykazać, że jest to ekonomicznie nieuzasadnione i szkodzi finansom państwa. Tylko czy za to da się postawić zarzut prokuratorski przekroczenia uprawnień i narażenia interesu publicznego?
Większość z tego, co robi rząd, to polityka, w której interes partii rządzącej odgrywa niepoślednią rolę. Szkoda, że tak jest, ale to nic nowego. Zresztą w sprawie stoczni można dowodzić, że interes PO zbiegał się z interesem stoczniowców i nie obciążał finansów publicznych, bo po sprzedaży skarb państwa miałby stocznie z głowy.
Jest jeszcze mało estetyczna współpraca urzędników rządu z libańskim handlarzem bronią i ujawnienie kompromitującego sterowania przetargami. To obciąża wizerunek Platformy i rządu, ale nie jest materiałem na zarzut kryminalny. Pozostaje odpowiedzialność polityczna - także przed wyborcami.
Sprawa Mariusza Kamińskiego... ...dotyczy tego, że szef CBA pominął prokuraturę, zawiadamiając prezydia Sejmu i Senatu (dziewięć osób) oraz prezydenta i premiera o swoich podejrzeniach w związku z przetargiem na stocznie. Miał to zrobić dla realizacji politycznego celu (skompromitowania premiera, rządu i PO), a także w obronie przed usunięciem z urzędu.
Tylko że żaden przepis nie precyzuje, kogo najpierw szef CBA ma zawiadamiać, gdy sprawa dotyczy działań członka rządu czy centralnych organów państwa. W dodatku nikt nie twierdzi, że Kamiński usiłował ukryć przed prokuraturą swoje podejrzenia.
Jeśli Kamiński - co jest wielce prawdopodobne - działał z pobudek politycznych i prywatnych, jeśli prowadził polityczną grę w interesie
PiS-u, to dyskredytuje go to jako osobę godną piastowania funkcji publicznych. I jest to może materiał na odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Ale nie przed sądem karnym.