http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najdłużej poszukiwany porywacz świata w rękach FBI

bart
2009-10-12, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 15:03

Fot. AP

66 letni Luis Armando Pena Soltren, który w 1968 r. porwał samolot Pan Amu postanowił wrócić do USA. Jutro stanie przed sądem w Nowym Jorku

Soltren oraz jego trzech wspólników porwali samolot lecący z Nowego Jorku do San Juan na Puertorico. Bez większych problemów wdarli się do kabiny pilotów i sterroryzowawszy załogę przemyconymi na pokład pistoletami kazali jej lądować na Kubie. Od tego czasu Soltren nie opuszczał wyspy, bo jej komunistyczne władze gwarantowały mu bezpieczeństwo. Z czasem stał się najdłużej poszukiwanym przez Amerykanów porywaczem.

Nie wiadomo dlaczego po 41 latach ukrywania postanowił wrócić na stare śmieci. Po trwających co najmniej miesiąc rozmowach FBI i prokuraturami Soltren wsiadł w Hawanie na pokład samolotu do Nowego Jorku. W samolocie czekali już amerykańscy agenci i gdy tylko maszyna wylądowała na lotnisku im. Kennedy'ego aresztowali porywacza. Jutro ma stanąć przed nowojorskim sądem federalnym, gdzie postawiony zostanie mu zarzut piractwa powietrznego i porwania. Teoretycznie grozi mu dożywocie. Dwóch jego wspólników, których Amerykanie złapali jeszcze w latach 70. poszło do więzienia na jedyne 12 i 15 lat.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':