Soltren oraz jego trzech wspólników porwali samolot lecący z Nowego Jorku do San Juan na Puertorico. Bez większych problemów wdarli się do kabiny pilotów i sterroryzowawszy załogę przemyconymi na pokład pistoletami kazali jej lądować na Kubie. Od tego czasu Soltren nie opuszczał wyspy, bo jej komunistyczne władze gwarantowały mu bezpieczeństwo. Z czasem stał się najdłużej poszukiwanym przez Amerykanów porywaczem.
Nie wiadomo dlaczego po 41 latach ukrywania postanowił wrócić na stare śmieci. Po trwających co najmniej miesiąc rozmowach FBI i prokuraturami Soltren wsiadł w Hawanie na pokład samolotu do Nowego Jorku. W samolocie czekali już amerykańscy agenci i gdy tylko maszyna wylądowała na lotnisku im. Kennedy'ego aresztowali porywacza. Jutro ma stanąć przed nowojorskim sądem federalnym, gdzie postawiony zostanie mu zarzut piractwa powietrznego i porwania. Teoretycznie grozi mu dożywocie. Dwóch jego wspólników, których Amerykanie złapali jeszcze w latach 70. poszło do więzienia na jedyne 12 i 15 lat.