W sobotę w Zurychu szefowie dyplomacji Turcji i Armenii podpisali dwa protokoły - o normalizacji stosunków oraz o ustanowieniu stosunków dyplomatycznych i ponownym otwarciu granic.
Turcja zamknęła te granice 16 lat temu, kiedy Ormianie zajęli Górny Karabach - prowincję uznawaną za własny teren przez zaprzyjaźniony z Turcją Azerbejdżan.
- To historyczne porozumienie - uznała sekretarz stanu
USA Hilary Clinton. To właśnie szefowa amerykańskiej dyplomacji doprowadziła do tego porozumienia. Kiedy z powodu kolejnych sporów Ankary i Erewanu podpisanie dokumentów stanęło pod znakiem zapytania, Clinton demonstracyjnie opuściła zebranych, a potem prowadziła z nimi negocjacje przez telefon ze swojego czarnego bmw.
Teraz skutecznością musi wykazać się
Rosja, jeden z architektów porozumienia Turcji z Armenią. Wczoraj porozumienia podpisane w Zurychu potępił Azerbejdżan. Zdaniem Baku normalizacja stosunków turecko-armeńskich przed wycofaniem Ormian z Górnego Karabachu jest sprzeczna z azerskimi interesami i "rzuca cień na braterskie stosunki między Azerbejdżanem i Turcją". Wkrótce potem premier Turcji Tayyip Erdogan zapowiedział, że wycofanie się Armenii z Górnego Karabachu to warunek ratyfikacji protokołów z Zurychu przez turecki parlament. W ostatni piątek do ugody nie doszli prezydenci Armenii Serż Sarkisjan i Azerbejdżanu Ilham Alijew, którzy spotykali się w Kiszyniowie na szczycie Wspólnoty Niepodległych Narodów, organizacji b. republik ZSRR.
W tym tygodniu o takiej ugodzie z liderem Armenii będzie rozmawiać prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. W tych rozmowach atuty są po stronie Miedwiediewa. Bo Rosja to główny sojusznik Armenii, utrzymuje tam wielkie bazy wojskowe i finansuje Erewan.
Moskwie bardzo zależy na sukcesie w roli arbitra sporów na Kaukazie. Bo dzięki temu Rosja zwiększy swoje wpływy w rywalizacji o kontrolę nad złożami gazu i ropy nad Morzem Kaspijskim. W czerwcu Miedwiediew poleciał do Baku na ceremonię podpisania umowy o zakupie azerskiego gazu przez Azerbejdżan. Od przyszłego roku rosyjski koncern będzie eksportować skromne 0,5 mld m sześc. azerskiego gazu rocznie, ale Baku deklaruje, że potem dostawy wzrosną. O ile? To może zależeć właśnie od przyszłości Górnego Karabachu. Gazprom chciałby na pniu wykupić z góry całość gazu z azerskich pól na Morzu Kaspijskim. Bo inaczej ten surowiec może trafić nowym gazociągiem Nabucco przez Turcję do Europy. Obecnie Azerbejdżan stanowi jedyne pewne źródło dostaw gazu do Nabucco. Jeśli Moskwie uda się przejąć przeznaczone dla Nabucco dostawy gazu z Azerbejdżanu, to w łeb weźmie plan dostaw do Nabucco przez Azerbejdżan i Morze Kaspijskie gazu z Turkmenistanu. A na pogorszeniu szans Nabucco zyska promowany przez Gazprom konkurencyjny projekt budowy do Europy przez Morze Czarne gazociągu South Stream.
Moskiewski
dziennik "Wiedomosti" ocenia, że Rosja jest największym zwycięzcą porozumienia Turcji z Armenią: "Większość zysków po otwarciu granicy Turcji z Armenią trafi do Rosji, która kontroluje wiele sektorów armeńskiej gospodarki, spadnie znaczenie Gruzji jako głównego państwa tranzytowego, a wpływy Rosji w regionie wzrosną". Do zwiększenia eksportu do Turcji energii ze swoich elektrowni w Armenii już szykuje się rosyjski koncern Inter RAO JES. I jeśli
Moskwa namówi do takiego interesu Gruzję, to przez Armenię do Rosji może popłynąć także gaz z Iranu. A wtedy Moskwa mogłaby całkowicie zmonopolizować dostawy do Europy gazu ze Wschodu.
A jeśli nie będzie ugody w sprawie Górnego Karabachu? Spór Azerbejdżanu z Turcją też jest na rękę Moskwie, bo Baku już grozi ograniczeniem dostaw gazu i ropy do Turcji, kładąc cień na plany Nabucco i rozbudowy ropociągów, którymi przez Kaukaz płynie w świat ropa kaspijska.