Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Pierwszym prezydentem, który przyrzekł zniesienie dyskryminacji gejów i lesbijek w armii był 17 lat temu Bill Clinton. Jednak w pierwszych miesiącach prezydentury podpisał ustawę jego zdaniem kompromisową, według środowisk mniejszości seksualnych świadczącą o kapitulacji wobec prawicy. Ustawa "nie pytaj, nie mów" zniosła całkowity zakaz służby gejów i lesbijek w siłach zbrojnych, ale tylko pod warunkiem, że nie będą się oni otwarcie do swych preferencji seksualnych przyznawać.
Środowiska gejowskie uważają ją za dyskryminującą nie tylko dlatego, że mówi ona wyraźnie, że "obecność osób deklarujących otwarcie chęć aktów homoseksualnych stanowiłaby ryzyko dla wysokich standardów moralności, porządku i dyscypliny" w jednostkach wojskowych. Także dlatego, że co roku kilkuset gejów i lesbijek jest z wojska usuwanych - bo otwarcie się do swej orientacji przyznają. W 2008 r. usunięto za to 619 osób, w tym dwukrotnie więcej lesbijek niż gejów.
Barack Obama już w kampanii wyborczej wielokrotnie obiecywał, że ustawę "nie pytaj, nie mów" spróbuje zmienić. Jednak przez pierwsze dziewięć miesięcy nie zrobił w tej sprawie nic, co otwarcie zarzucali mu przywódcy środowisk homoseksualnych, które podczas kampanii mocno wsparły go organizacyjnie i finansowo.
W sobotę Obama przemówił w Waszyngtonie do 3 tys. aktywistów praw gejowskich. Gdy obiecał, że "nie pytaj, nie mów" zniesie, rozległa się burza oklasków. - Kiedy spojrzymy z perspektywy na lata [mojej prezydentury], to zobaczymy czas, w którym zatrzymaliśmy dyskryminację i w biurach, i na polu bitwy - mówił Obama.
Nie sprecyzował jednak żadnych konkretnych kroków, jakie podejmie. Z tego powodu wielu działaczy otwarcie po 20-minutowym wystąpienia prezydenta
USA wyrażało swe niezadowolenie. - Piękne przemówienie - mówił jeden z najbardziej znanych aktywistów gejowskich Cleve Jones. - Zabrakło tylko odpowiedzi na najważniejsze pytanie: kiedy.
- Jestem rozczarowany - dodał Aubrey Sarvis z organizacji Sieć Pomocy Prawnej dla Służących w Wojsku. - Prezydent nie skorzystał z okazji powiedzenia wreszcie o konkretach.
Obama wiosną rozszerzył na oficjalnych partnerów homoseksualnych część przywilejów należnych małżonkom urzędników państwowych. Jednak nie dał im wszystkich przywilejów, np. opieki zdrowotnej.
Administracja Obamy, podobnie jak kilkanaście lat temu Clintona, musi liczyć się z opinią wojskowych. Niedawno 1100 emerytowanych generałów podpisało apel, by prawa "nie pytaj, nie mów" nie zmieniać. "Nie można zmuszać żołnierzy do
mieszkania miesiącami z zadeklarowanymi gejami" - napisali. Argumentują oni, jak uzasadniał konserwatywny pisarz James Bowman, że otwarta obecność erotycznej miłości - homoseksualnej czy heteroseksualnej - w pewnych warunkach "może zniszczyć bardziej delikatny typ miłości braterskiej na polu bitwy".
Jednak działacze praw gejów i lesbijek, a także liczni emerytowani wyżsi oficerowie sił zbrojnych USA uważają, że za taką postawą kryje się homofobia, bo nie ma racjonalnych podstaw do dalszego zakazu służby w wojsku dla otwartych homoseksualistów. Argumentują oni, że kobiety już służą w tych samych jednostkach co heteroseksualni mężczyźni. Na to zwolennicy "nie pytaj, nie mów" odpowiadają, że jednak nie śpią w tych samych pokojach czy kabinach okrętowych.
Według tegorocznego sondażu wojskowej gazety "Military Times" 58 proc. żołnierzy nie chce obecności otwartych homoseksualistów w wojsku, 10 proc. deklaruje, że opuści wówczas ochotniczą armię, a kolejne 14 proc. - że taki krok rozważy.