Co napisał w piątek do prezydenta i prezydiów Sejmu i Senatu szef CBA, a ujawniło w niedzielę Wprost Według CBA urzędnicy Agencji Rozwoju Przemysłu nieuczciwie faworyzowali inwestora z Kataru (firma Stiching Particulier Fonds Greenrights) podczas prywatyzacji stoczni szczecińskiej i gdańskiej. - Działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi, co zostanie dalej wykazane - pisze (relacja Wprost) w raporcie szef CBA
Mariusz Kamiński.
Pismo zawiera zapisy rozmów telefonicznych szefa ARP Wojciecha Dąbrowskiego ze swoim zastępcą Jackiem Goszczyńskim. "Uprzywilejowane traktowanie jednego z oferentów uwidoczniło się już na etapie czynności wstępnych, obejmujących rejestrację podmiotów zamierzających wziąć udział w przetargu - mówić ma raport CBA.
Przetarg na majątek stoczni ogłoszono 16 marca 2009 roku. Podmioty zainteresowane przystąpieniem do niego, miały do 30 kwietnia złożyć oświadczenie rejestracyjne i wpłacić wadium. Katarczycy nie wpłacili pieniędzy w terminie. Czas przelewu i przewalutowanie trwały do 8 maja. Katarczycy nie zostali jednak wykluczeni z przetargu. 7 maja ogłoszono przedłużenie terminu wpłaty wadium właśnie do 8 maja.
Z fragmentów rozmów wynika też, że urzędnicy państwowi informowali przedstawiciela katarskiego inwestora o tym, jakie oferty składają pozostałe podmioty.
Fragmenty rozmów 30 kwietnia, w dniu w którym wadium miało znaleźć się na koncie zarządcy kompensacji, Wojciech Dąbrowski, szef ARP rozmawiał z jednym ze swych pracowników (prawdopodobnie Piotrem S., dyrektorem oddziału warszawskiego ARP). S. informował swojego przełożonego:
- "Jest oświadczenie od przyjaciół, ale nie ma kasy i może nie być - niech oni prześlą potwierdzenie przelewu, niech prześlą faks z dowodem nadania kasy", oraz:
- "Jest drugi problem też taki no kurwa niech oni by przesłali potwierdzenie przelewu, by potem bank był w stanie zaksięgować to z dzisiejszą datą, ja się po prostu boję, że będą nieprzyjaciele, rozumiesz Niech oni by dzisiaj faks nadali z dowodem wysłania tych środków, to dla nas jest jakimś argumentem później, nie, nawet jak to wadium, my próbowaliśmy dzwonić do tego Japa, prokurenta, ale on twierdzi, ze biuro zamknięte itd., ja nie wiem, czy tego wyżej nie trzeba, ja nie wiem, czy Jacek (Goszczyński - przyp. red.), czy ty zadzwonić, ja nie chcę wiesz ale tu po prostu chodzi informacja, kurwa u nas służby finansowe donoszą, za przeproszeniem, że co z tego, że jest oświadczenie, jak nie ma i się boję przyjaciół z innym kapitałem i innych inwestorów." W pierwszym dniu przetargu 13 maja 2009 okazało się, że katarski inwestor potrzebuje więcej czasu na "uzgodnienia". Chciał wycofać się z przetargu. Przystąpił do niego po tym jak - według raportu CBA - "w toku konsultacji pomiędzy Ministrem Skarbu Państwa Aleksandrem Gradem, wiceministrem Skarbu Państwa Zdzisławem Gawlikiem oraz obydwoma prezesami Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. ustalono strategię, zgodnie z którą czyniący problemy inwestor uzyska zapewnienie, że jeśli przystąpi natychmiast do przetargu i zwycięży w nim, to w razie zaistnienia takiej potrzeby, przetarg zostanie unieważniony ze względów formalnych pod koniec maja".
13 maja 2009 przedstawiciel Katarczyków ostatecznie zalogował się do prowadzonego w Internecie przetargu. Zanim to się stało tak prowadzący przetarg raportował Wojciechowi Dąbrowskiemu:
- " Na razie mamy 2 osoby, ale nie te, które chcemy", niecałą godzinę później:
"Siedmiu, ale brakuje" Po tej informacji, Wojciech Dąbrowski dzwoni do Jacka Goszczyńskiego, swojego zastęcpy, i mówi:
- "Cześć, siedem sztuk jest, ale oczekiwanego jeszcze nie ma natomiast wyobraź sobie, że wszystkie komputery padły w całej stoczni, zawirusowane oprócz jednego, wiesz wczoraj z Nojszewskim rozmawiałem, żeby jeden tempest, wiesz ustawić niezależnie poza siecią, zupełnie zasilany inaczej i Internet ciągniety inaczej". Goszczyński odpowiada:
- "Nie wykluczam, że chodziło o to, żeby dojść do , nie tylko zablokować, tylko, żeby jeszcze dodatkowe jakiejś informacje wyciągane". Wojciech Dąbrowski dzwoni więc do wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika i informuje: - "To znaczy jest 7 sztuk, na razie na ma jeszcze tego" Gawlik odpowiada:
- "Tego naszego ?" Dąbrowski mówi też Gawlikowi, że od Jacka Goszczyńskiego dowiedział się, iż:
- " szef szefów, że tak powiem ma rozmawiać z Katarem". Wyjaśnienia prezesa ARP - Tylko jeden podmiot, popularnie zwany Katarczykami był zainteresowany kupnem stoczni jako takiej, oddziałów produkujących statki - mówi. Innych chętnych - w dzisiejszej dramatycznej sytuacji przemysłu stoczniowego w Europie - zwyczajnie nie było. Wszyscy inni oferenci uczestniczyli w małych subprzetargach na budynek czy
samochód. Jak wyjaśnia Dąbrowski dlatego nazywano tego inwestora "nasz", dlaczego robiono wszystko by przetarg zakończył się pozytywnie, by znaleźć nabywcę, by produkcja była kontynuowana.
Poza tym termin wpłaty wadium nie był ujęty w ustawie stoczniowej. Leżało to w zakresie niezależnego zarządcy procesu kompensacji, wybranego przez wstępne
zgromadzenie wierzycieli - stwierdził Dąbrowski.. Dodał, że zarządca przedłużył termin na wypłatę wadium z 30 kwietnia na 8 maja. i "Wszyscy wstępnie zainteresowani zostali powiadomieni o tym fakcie". Szef ARP podkreślił, że ani UE ani pozostali uczestnicy przetargu do dziś nie zgłaszali zastrzeżeń do procedury przetargowej.
Libańczyk z bronią Dąbrowski potwierdził, że w delegacji katarskiej uczestniczył też znany libański handlarz bronią Abdul Rahman El-Assir. Zaprzeczył jednak pogłoskom, że kontrakt na stocznie miał być elementem zwrotu El-Assirowi długów, które ma u niego inna spółka państwowa Bumar.