Prezydent
Lech Kaczyński do ostatniej chwili ostro sprzeciwiał się nowelizacji ustawy o prokuraturze. Jeszcze wczoraj w Sejmie prezydencki minister Andrzej Duda krytykował projekt, mówiąc, że zawarte w nim zasady odwołania prokuratora generalnego przed końcem kadencji są niejasne. Podczas debaty, reprezentując prezydenta, twierdził, że państwo oddzielając te funkcje, rezygnuje z wpływu na prowadzenie polityki dotyczącej bezpieczeństwa obywateli. Teraz bowiem premier może łatwo odwołać członka rządu - ministra i zarazem prokuratora. Polemizował z tym minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, wskazując, że minister ma prawo wszcząć postępowanie dyscyplinarne przeciwko prokuratorowi generalnemu, oraz że ministerstwo decyduje o budżecie prokuratury. Prezydenccy ministrowie zapowiadali wcześniej, nawet że prezydent sam zabierze głos w Sejmie, by przedstawić powody swojego sprzeciwu.
Posłowie PO argumentowali z kolei, że celem ustawy jest właśnie ograniczenie wpływu polityków na prokuratorów, co było szczególnie widoczne za czasów sprawowania tego urzędu przez ministra Zbigniewa Ziobrę.
Odrzucenie weta poparły wszystkie kluby z wyjątkiem
PiS. Za było 264 posłów przeciw 156.
Nowelizacja zakłada powstanie funkcji prokuratora generalnego oraz likwidację Prokuratury Krajowej. Ma wejść w życie w kwietniu przyszłego roku. Wówczas prezydent powoła prokuratora generalnego, który pełniłby swoją funkcję przez sześć lat. Do wyboru miałby dwóch kandydatów przedstawionych najpierw przez Krajową Radę Sądowniczą, a następnie nowe specjalnie ciało - Radę Prokuratorów. Kandydatem może być prokurator lub sędzia z dziesięcioletnim stażem.
Prokurator może być odwołany przez Sejm na wniosek premiera większością dwóch trzecich głosów, a także przez prezydenta, gdyby prokurator np. został skazany. Prokurator ma także składać sprawozdania z działalności premierowi.