W tym smutnym czasie dla polskiej kultury, wkrótce po odejściu prof. Leszka Kołakowskiego, prof. Barbary Skargi, dziś żegnamy Marka Edelmana. Zebraliśmy się tutaj przy pomniku powstańców warszawskiego getta, by pożegnać bohatera tego powstania, jednego z przywódców Żydowskiej Organizacji Bojowej, polskiego Żyda i żydowskiego Polaka - Marka Edelmana.
Po tym powstaniu Władysław Broniewski napisał:
"Oto, co trzeba wyryć, jak w głazie, w polskiej pamięci:
wspólny dom nam zburzono i krew przelana nas brata,
łączy nas mur egzekucyj, łączy nas Dachau, Oświęcim,
każdy grób bezimienny i każda więzienna krata"
Niech mi wolno będzie powiedzieć dzisiaj, tu, w tym miejscu, że to
Marek Edelman był dla wielu z nas symbolem tego zbratania. Był kimś więcej niż symbolem. Był Marek-bohater antyhitlerowskiej konspiracji, przywódca powstania w getcie, uczestnik Powstania Warszawskiego, wielka postać opozycji demokratycznej, współpracownik Komitetu Obrony Robotników i działacz "Solidarności" podziemnej - był więc Marek wzorem, wzorem szanowanym, podziwianym, kochanym.
Jacek Kuroń powtarzał, że Marek Edelman to jedyny bohater, którego spotkał w życiu. Prezydent
Aleksander Kwaśniewski uhonorował Marka Orderem Orła Białego.
Prezydent Sarkozy odznaczył go Legią Honorową.
Marek nigdy nie zabiegał i nie dbał o żadne wyróżnienia. Dlatego dla nas, jego przyjaciół, było wielką radością, że tych zaszczytnych wyróżnień doczekał.
Zrodził go Bund, środowisko żydowskiej socjaldemokracji antyfaszystowskiej i antystalinowskiej. Marek powiedział kiedyś, że Komitet Obrony Robotników "to było to samo, co Bund. Te same ideały, te same wartości: braterstwo, sprawiedliwość społeczna, walka z dyktaturą. Dla mnie - mówił Marek - Bund i KOR to ciągłość".
Marek Edelman nie był politykiem; był lekarzem z profesji i pasji. Dlatego jego obecność w świecie polityki naznaczona była jego lekarską pasją - Marek był obecny w polityce, by ratować ludzi.
Naznaczyła go Zagłada, najstraszniejsze doświadczenie hitlerowskiego piekła. Naznaczyło go powstanie w getcie, ten - jak mawiał - wybór sposobu umierania. A przecież był to wybór sposobu życia.
Marek wybrał życie w godności. Opowiadał kiedyś, jak w pierwszych tygodniach okupacji hitlerowskiej - jeszcze nie było getta - widział wepchniętego na beczkę starego Żyda, któremu hitlerowcy obcinali brodę ku uciesze zebranego wokół tłumu. "Najważniejsze - mówił Marek - nie dać się wepchnąć na beczkę. Straszniejsze od samobójstwa jest pragnienie poniżonego do szczętu człowieka, żeby nie mieć twarzy".
Marek nigdy nie pozwolił wepchnąć się na beczkę. Zawsze miał twarz. Marek nigdy nie pozwalał, by na beczkę wpychano innych. Przez całe życie bronił tych wpychanych na beczkę, wyznając zasadę, że trzeba być po stronie tych, których biją. "Trzeba być ze słabymi - powtarzał uparcie - być, nawet wtedy, gdy nie można im pomóc. Trzeba ich trzymać za rękę, jak umierającego".
W trudnych czasach Marek trzymał nas wszystkich za rękę.
Ten obrońca ludzkiej godności, obrońca praw człowieka nie był pacyfistą; ten zwolennik ekumenizmu w relacjach międzyludzkich i kompromisu w życiu publicznym nigdy nie godził się na kompromis kosztem godności i prawdy. Był w tej postawie nieugięty i nieprzekupny - w każdym dopuszczalnym sensie tych słów.
Podczas wojny na Bałkanach Marek mówił jasno: "W czasie II wojny światowej byłem świadkiem ludobójstwa w warszawskim getcie, przywódcy wolnego świata, prezydent Roosevelt i premier Churchill nie potrafili temu zapobiec. Mówili, że kiedy wojna się skończy, kiedy wygra demokracja, wszyscy, niezależnie od rasy, narodowości, religii, będą znów równi, wszyscy będą znów mogli czuć się ludźmi, a nie ściganą zwierzyną. Tylko że kiedy skończyła się wojna i wygrała demokracja, tych milionów ludzi, o których toczyła się walka, już nie było i nie mogli cieszyć się owocami pokoju. Wiem, jak dla tych, którzy wysyłają żołnierzy na wojnę, bolesna jest świadomość, że mogą zginąć. Ale też wiem - jak wszyscy w moim pokoleniu - że wolność ma i musi mieć swoją cenę".
Marek płacił tę cenę przez całe życie. Żył tak, jakby towarzyszyły mu nieśmiertelne słowa Zbigniewa Herberta z "Przesłania Pana Cogito":
"ocalałeś nie po to aby żyć masz mało czasu trzeba dać świadectwo bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych"