Szewach Weiss - politolog, polityk, w latach 1992-96 przewodniczący Knesetu, izraelskiego parlamentu - był w latach 2001-04 ambasadorem Izraela w Polsce. Podczas swej misji kilkakrotnie odwiedzał w Łodzi Marka Edelmana - człowieka, którego cenił i kochał.
5 marca 2003 r. Edelman gościł w Warszawie, w rezydencji ambasadora. Po wspaniałym obiedzie panowie przy kawie i koniaku rozpoczęli kolejną rozmowę o najważniejszych dla nich sprawach. Zarejestrowała ją Joanna Szwedowska, dziennikarka Programu 2 Polskiego Radia, autorka wywiadu rzeki z Szewachem Weissem "Ziemia i chmury".
*** Szewach Weiss: Marek, ja wiem, że ty nie bardzo lubisz Izrael, ale przyznasz jednak, to jest fenomen, że po tylu wiekach tułania się po świecie,
mieszkania wśród innych narodów Żydzi mają w końcu swoje państwo.
Marek Edelman: Izrael nie jest państwem żydowskim, tylko religijnym!
Weiss: Tak, jest tam bardzo dużo Żydów religijnych, ale z drugiej strony mnóstwo takich, którzy nie są religijni.
Edelman: To nie ma znaczenia. Chodzi mi o samą ideę, a idea tego państwa była taka, że wszyscy Żydzi, którzy są prześladowani - a Żydzi są prześladowani w różnych państwach, z powodu tego, że mają inną wiarę - wszyscy, którzy przyjeżdżają, a wierzą w Pana Boga żydowskiego, są obywatelami Izraela, a jeszcze jak są obrzezani, to dopiero dobrze! Tu nie ma innych kryteriów.
Bo jaka jest wspólnota między ludźmi, którzy mieszkają w Warszawie, Maroku, Addis Abebie? Jaka jest ich jedność? Jedyne, co ich łączy, to religia. No i jeszcze prześladowania.
Izrael miał fatalną ideologię, żeby się oddzielić od żydostwa. Ciągle pokazywali w Izraelu, że to, co zostało w Europie, jest fatalne. A przecież to Żydzi z Polski, nie amerykańscy, budowali pierwsze kibuce; ideologia kibuców też się wzięła stąd, z Europy Wschodniej. A Ben Gurion [w latach 1948-53 i 1955-63 premier Izraela] zrobił wszystko, żeby się oddzielić od tej diaspory żydowskiej, od tych 6 milionów, i stworzyć dla tych, którzy tam są, jakiś raj na ziemi, który jest bezrajem. I dlatego ustąpił tym wszystkim Żydom religijnym, bo dostawał pieniądze od religijnych Żydów z Ameryki.
Ale dajmy temu spokój. Jest Izrael i jaką on prowadzi politykę w stosunku do Arabów? Ile razy można było zawrzeć pokój? Zawsze, ile razy się zaczyna coś, po obu stronach dochodzi do głosu ekstrema. Dlaczego myślałem, że Szaron jest jakąś nadzieją? Bo Begin jednak zawarł pokój z Egiptem. Ale minęło tyle lat i jest wciąż tak ogromna nienawiść z jednej i z drugiej strony, że nie wiem, czy jakikolwiek pokój jest możliwy. [Ariel Szaron - w chwili rozmowy premier Izraela cieszący się opinią jastrzębia w stosunkach z Palestyńczykami, w następnym roku wbrew opinii swej partii, Likudu, ogłosi plan likwidacji żydowskich osiedli w Strefie Gazy; premier Menachem Begin zawarł pokój z Egiptem w Camp David w 1978 r.].
Weiss: Marek, ty jesteś Żydem. Nie tylko Żydem, ale i bundystą [człowiekiem wywodzącym się z Bundu, partii żydowskich socjalistów]. Ty uważasz, że żydowski język jest najistotniejszą częścią życia żydowskiego.
Edelman: Tak. Bo tak było... 6 milionów ludzi między Wisłą a Dnieprem mówiło w jidysz. Tu powstawała literatura żydowska, tu powstawało malarstwo żydowskie, tu się urodzili i Kramsztyk, i Rubinstein. To wszystko dlatego, że tu była wspólna kultura, i ta kultura żyła, a teraz jej nie ma.
Weiss: A kto mówi dzisiaj w jidysz?
Edelman: Nikt.
Weiss: Nie. W Izraelu jidysz używają właśnie ci pobożni, ci religijni, w tym języku rozmawiają z dziećmi. Ich jest prawie 250 tysięcy! Więc tam ten język żyje!
Edelman: Tylko to nie ma żadnego znaczenia, bo w tym języku nie powstaje nic nowego, nie powstaje żadna kultura.
Weiss: Marek, ty nie jesteś religijnym człowiekiem...
Edelman: Jeszcze tego by brakowało!
Weiss: Żyjesz w Polsce, bo chcesz żyć w Polsce. Nie jesteś syjonistą, bo nie chcesz być syjonistą. Takich jak ty było w Polsce może miliony, ale ich zamordowano. I po tym wszystkim ty postanawiasz być dalej Żydem. To nie jest pytanie prowokacyjne, tylko może naiwne: Marek, dlaczego ty chcesz być dalej Żydem?
Edelman: Ja nie chcę być... To nie jest sprawa chcenia. To jest sprawa pewnej wspólnoty losu. I ta wspólnota losu mnie tak postawiła, że jestem tym i tym. Żyłem w tym środowisku, ono miało taki los: było i twórcze, i prześladowane, i ja jestem z nim związany. Być w narodowości to nie jest to, że ktoś może to zadekretować. Po prostu mam to poczucie, że jestem związany z tym społeczeństwem, które mówiło tym językiem, które miało taki los, które stworzyło tych malarzy, pisarzy i muzyków, i ja jestem z tej rodziny.