http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Vaclav Klaus straszy Niemcami

Tomasz Bielecki, Bruksela, Lubosz Palata, Praga
2009-10-09, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 00:58

Czeski prezydent Vaclav Klaus stawia Unii Europejskiej nowe żądania w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. - Nie podpiszę go bez dodatkowych gwarancji, które zabezpieczą Czechy przed roszczeniami majątkowymi Niemców - ogłosił w piątek w Pradze.

Vaclav Klaus
Fot. EVA KORINKOVA AP
Vaclav Klaus

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Klaus wytoczył przeciw traktatowi lizbońskiemu najcięższą broń, jakiej można użyć w czeskiej polityce. Ogłosił, że dołączona do traktatu Karta Praw Podstawowych niesie ryzyko, iż europejskie sądy zaczną wkrótce zwracać majątki Niemcom sudeckim wywłaszczonym i wysiedlonym z Czechosłowacji po II wojnie światowej. Dekrety prezydenta Edwarda Benesza dotknęły wówczas około trzech milionów ludzi.

- Ich roszczenia majątkowe to realna groźba, którą zlekceważył poprzedni rząd negocjujący traktat - przekonywał wczoraj Klaus.

Prezydent, który od dawna wykręca się od podpisania ustawy ratyfikacyjnej, nie wydusił jednak z siebie zdania, że po uzupełnieniu Karty Praw Podstawowych o czeskie gwarancje pogodziłby się wreszcie z traktatem.

- Wysuwa absurdalne zarzuty. Zlecałem w MSZ szczegółowe analizy prawne traktatu. Żaden poważny specjalista od prawa międzynarodowego nie potwierdza obaw Klausa, o których w Czechach dyskutowano już przecież przed dwoma laty - mówi były szef czeskiej dyplomacji Karel Schwarzenberg.

Sam Klaus straszył Czechów widmem Niemców potrząsających kluczami do swych dawnych domów już podczas wstępowania Czech do Unii Europejskiej, potem przy negocjowaniu traktatu lizbońskiego i przed rokiem, kiedy ratyfikacją zaczął zajmować się czeski parlament.

Dlaczego odświeża teraz stare zarzuty? - Myślę, że to nie jest nowa próba sabotażu ratyfikacji traktatu. Klaus już wie, że będzie musiał go podpisać. Szuka zatem sposobu, jak tę przegraną przedstawić Czechom jako swój sukces. I myśli, że pozwoliłoby mu na to tzw. ustępstwo w sprawie Karty - tłumaczy Schwarzenberg.

Po irlandzkim "tak" dla Lizbony oraz po polskiej ratyfikacji, którą dziś swym podpisem zakończy prezydent Lech Kaczyński, Czechy pozostaną jedynym krajem blokującym przyjęcie traktatu usprawniającego działanie Unii.

Klaus powoływał się wczoraj na przykład Londynu oraz Warszawy, które dołączyły do Karty Praw Podstawowych tzw. protokół brytyjski ograniczający jej działanie na terenie Polski i Wlk. Brytanii. Brytyjczycy bali się, że prawa pracownicze zapisane w Karcie zbytnio wzmocnią ruch związkowy. Polska chciała chronić m.in. swój zakaz aborcji oraz prawa rodzinne przed próbami wprowadzenia małżeństw gejowskich. Była szefowa MSZ Anna Fotyga nie omieszkała postraszyć Polaków Niemcami wracającymi na Ziemie Zachodnie, ale tego argumentu Polska nie używała w Brukseli.

Sęk w tym, że "protokół brytyjski" to integralna część całości, jaką jest traktat oraz Karta. Nie można zatem dopisać do niego Czech bez ponownej ratyfikacji we wszystkich krajach UE, co już oficjalnie wykluczyła Francja.

- Moim zdaniem można stosunkowo szybko, choćby w sposób niestandardowy - przekonywał wczoraj Klaus, co odebrano jako sugestię, że wystarczyłaby mu jedynie deklaracja polityczna przywódców krajów UE. Także poprzez taką deklarację rozwiano obawy Irlandczyków (chodziło m.in. o podatki i aborcję), którzy w efekcie przyjęli Lizbonę w powtórnym referendum.

- Ostrzegałem prezydenta Klausa, że na dopisek do Karty trzeba zgody wszystkich państw UE - mówił wczoraj Jerzy Buzek, szef Parlamentu Europejskiego, po spotkaniu z Klausem na Hradczanach.

Zdaniem Marca Incertiego z brukselskiego Centrum Studiów nad Polityką Europejską nie ma wielkich szans, aby kraje UE zgodziły się na "czeską deklarację" podczas szczytu UE pod koniec października. - I tak traktat w Czechach jest zamrożony przez trwające postępowania w trybunale konstytucyjnym do co najmniej grudnia. I tak na tym szczycie nie będzie można powołać szefa dyplomacji UE i prezydenta, bo Lizbona nie zdąży wejść w życie. Po co więc okazywać słabość wobec Klausa? - pyta Incerti.

Urzędnicy unijni nabrali wczoraj wody w usta, ale Bruksela po cichu liczy, że czeski rząd odwiedzie Klausa od nowego pomysłu. - Do rządu Czech należy decyzja, jak odpowiedzieć na prośbę prezydenta Klausa. Premier Jan Fischer mówił, że ma nadzieję na zakończenie ratyfikacji do końca roku - zdawkowo komentowała wczoraj Komisja Europejska.

Rząd Jana Fischera zajmie się postulatem Klausa dopiero w poniedziałek. Czeska Partia Zielonych już ogłosiła, że Klaus przekroczył swe kompetencje, bo negocjacje traktatu to domena rządu, i powinien być usunięty z urzędu.

Polskie, brytyjskie, a teraz czeskie obawy przed traktatem oraz Kartą Praw Podstawowych to - jak przekonują eksperci od prawa europejskiego - jedynie polityczna zagrywka eurosceptyków straszących rodaków fałszywymi zagrożeniami. Karta nie ustanawia bowiem nowych praw, lecz wyłącznie porządkuje i zbiera w jednym miejscu prawa człowieka zapisane w kilkunastu innych dokumentach obowiązujących od dawna w UE.

Zarówno w konstytucji Czech, jak i międzynarodowych konwencjach podpisanych przez Pragę są zawarte gwarancje własności (i zakazu wywłaszczania), lecz nie doprowadziły one do zwrotu majątku Niemców sudeckich. Tymczasem Klaus przekonuje, że te same zasady zapisane w Karcie mogą wywołać katastrofę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 77 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':