http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Fitoussi: To wyborcom Obamy należy się Nobel

Rozmawiała Dominika Pszczółkowska
2009-10-09, ostatnia aktualizacja 2009-10-09 14:42

- Nie widzę, co takiego zrobił do tej pory dla pokoju, by zasłużyć na tę nagrodę. O wiele za wcześnie, by to oceniać. Co powie komitet noblowski, jeśli za rok w Afganistanie dojdzie do krwawej łaźni? Gdyby Obama wycofał amerykańskie wojska jednocześnie z Iraku i Afganistanu, może zasłużyłby na tę nagrodę - uważa Claude Fitoussi

Barack Obama i Michelle Obama
Fot. Chris Carlson AP
Barack Obama i Michelle Obama
Dominika Pszczółkowska: Czy Francuzów ucieszy pokojowy Nobel dla prezydenta Baracka Obamy?

Claude Fitoussi, francuski specjalista ds. komunikacji publicznej: Na pewno bardziej niż ucieszyłby Nobel dla jego zapomnianego już poprzednika...

Gdy Obama wygrał wybory, wszyscy słabi na świecie: czarni, świat arabski uznali to za wielkie zwycięstwo. Było to także wielkie zwycięstwo Amerykanów, którym udało się przełamać segregację rasową i pokazać światu piękną twarz Ameryki. Obama nie przedstawiał swojego wyboru jako zwycięstwa czarnych nad białymi. Podkreślał także swoje białe korzenie. Przez to zrobił wiele dla pojednania rasowego w USA. To chyba jedyny powód, by przyznać mu Nobla.

Nie widzę jednak, co takiego zrobił do tej pory dla pokoju, by zasłużyć na tę nagrodę. O wiele za wcześnie, by to oceniać. Co powie komitet noblowski, jeśli za rok w Afganistanie dojdzie do krwawej łaźni? Gdyby Obama wycofał amerykańskie wojska jednocześnie z Iraku i Afganistanu, może zasłużyłby na tę nagrodę. Jednocześnie zasłużyłby jednak na Nobla naiwności, a on naiwny nie jest. Wbrew pozorom raczej kontynuuje amerykańską politykę na świecie niż ją zmienia.

Jeśli komuś należała się ta nagroda, to raczej wyborcom Obamy, bo to oni przełamali uprzedzenia rasowe. Nie rozumiem, dlaczego komitet noblowski, który zwykle stara się unikać kontrowersyjnych wyborów, tym razem się na taki wybór zdecydował. To całkiem sprzeczne z jego filozofią.

Czasem Nobel dawany jest nie tym, którzy już dopięli swego w walce o pokój, lecz tym którzy dopiero mają na to szansę np. Lechowi Wałęsie, by pomóc mu w obalaniu komunizmu czy Irance Shirin Ebadi. Czy to nie ten przypadek?

Widzę w tym raczej inny. Czasem komitet noblowski chce doprowadzić do transformacji nagradzanej osoby. W miarę otwarcie dał to do zrozumienia np. gdy nagrodę dostał palestyński przywódca Jasser Arafat.

Tym razem może chodzić nie tyle o wpłynięcie na charakter amerykańskiego prezydenta, co na jego politykę. To oczywiste, że komuś, kto dostał pokojowego Nobla trudniej wszczynać i prowadzić wojny.

Czy ta nagroda pomoże w czymś amerykańskiemu prezydentowi?

Wręcz przeciwnie. Teraz ujawni się wielu jego wrogów. Ci z nich którzy do tej pory milczeli będą go zaciekle krytykować i dadzą jasno do zrozumienia, że nie zgadzają się z werdyktem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':