http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ustawę o grach uchwalimy bardzo szybko

Rafał Zasuń
2009-10-09, ostatnia aktualizacja 2009-10-08 23:08

Rozmowa z Michałem Bonim, szefem doradców premiera

Michał Boni
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Michał Boni
SERWISY
Rafał Zasuń: Czy prace nad ustawą o grach przebiegały normalnie?

Michał Boni: Jak patrzę na prace nad ustawami, to widzę te same kłopoty. Istnieje swoista inercja, która ogranicza zdolność ministerstw do porozumiewania się ze sobą. Są jak silosy.

Każdy osobno?

- Tak. To powoduje, że niektóre uwagi są zgłaszane wielokrotnie w trakcie prac nad ustawą. To tworzy grunt podatny na spowalnianie i komplikowanie procesu legislacyjnego. Wszystko ujawniło się przy ustawie o grach.

Czy udało się wyjaśnić, skąd wzięło się dziwne pismo ministra sportu Mirosława Drzewieckiego 30 czerwca 2009 r.? Napisał do ministra finansów, że nie chce 400 mln zł z dopłat na Narodowe Centrum Sportu, bo ono nie będzie budowane. To było w interesie Ryszarda Sobiesiaka, biznesmena z branży hazardowej. Potem Drzewiecki twierdził, że pismo było sprzeczne z jego intencją.

- Wedle informacji, które otrzymaliśmy, dyr. Departamentu Prawnego Rafał Wosik otrzymał ustną prośbę od dyr. generalnej Ministerstwa Sportu, by przygotować pismo o rezygnacji z NCS i w konsekwencji - rezygnacji z dopłat.

A czy w czerwcu lub maju 2009 r. wydarzyło się coś w sprawie NCS, co kazałoby Ministerstwu Sportu zmienić stanowisko w sprawie dopłat? Jeszcze 20 maja deklarowało, że dopłat chce.

- Moim zdaniem przesłanek do zmiany stanowiska nie było.

W pana wystąpieniu w Sejmie znalazły się nowe fakty. Już 30 lipca - dwa tygodnie przed wizytą szefa CBA u Donalda Tuska - premier polecił przygotować nową ustawę o grach. Po co?

- Rozważaliśmy wszystkie działania, które mogłyby zwiększyć dochody budżetu: wyższe opodatkowanie hazardu czy nawet nacjonalizację tego sektora. Premier polecił: trzeba zwiększyć dochody z hazardu. Nie oznaczało to jednak zaniechania prac nad ustawą.

Rozważacie upaństwowienie hazardu?

- Nie. Nie chcemy wchodzić w spory z firmami z branży, szczególnie z tymi, które w przetargach uzyskały koncesję na długoletnią działalność.

Ustawa o grach ujawniła, że coś złego dzieje się we współpracy resortu finansów z Ministerstwem Gospodarki. Oskarżają się o wzajemny sabotaż.

- To naturalny konflikt. Minister gospodarki mówi: "Deregulować, nie obciążać". I dobrze. A minister finansów odpowiada: "Ale wtedy spadną dochody budżetu". Czy mogą współpracować? To zresztą szerszy problem. Mamy niski poziom tzw. kapitału społecznego, nikt nikomu nie ufa i to przenika także do instytucji rządowych.

Między Zbigniewem Chlebowskim a biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem "kapitału społecznego" było za dużo.

- To nie kapitał społeczny, tylko chora zażyłość.

Czy teraz urzędnicy nie będą się bali bronić interesu przedsiębiorców?

- Musi zwyciężyć rozsądek. Podejrzliwość wobec biznesu była elementem IV RP. Trzeba ją wyeliminować.

Czy będą zmiany w prawie o lobbingu?

- Będą. Chcemy zmniejszyć ryzyko przeradzania się legalnego lobbingu w nielegalny.

Rząd rozstrzygnął już, czy dopłaty do gier będą obowiązywać, czy też wzrosną podatki, które branża płaci już dziś?

- Chcemy zwiększyć podatki. Dyskutujemy jeszcze, czy zdecydujemy się na dopłaty. Na pewno dodatkowe dochody z hazardu będą przeznaczone nie tylko na sport, ale i na kulturę.

Czyli wygra na tym kultura?

- Nie widzę w tym nic złego.

Wierzy pan, że dodatkowe dochody z hazardu popłyną już w 2010 r.?

- Klimat jest taki, że uda się to uchwalić szybko.

Rozmawiał Rafał Zasuń

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':