Rafał Zasuń: Czy prace nad ustawą o grach przebiegały normalnie?
Michał Boni: Jak patrzę na prace nad ustawami, to widzę te same kłopoty. Istnieje swoista inercja, która ogranicza zdolność ministerstw do porozumiewania się ze sobą. Są jak silosy.
Każdy osobno?
- Tak. To powoduje, że niektóre uwagi są zgłaszane wielokrotnie w trakcie prac nad ustawą. To tworzy grunt podatny na spowalnianie i komplikowanie procesu legislacyjnego. Wszystko ujawniło się przy ustawie o grach.
Czy udało się wyjaśnić, skąd wzięło się dziwne pismo ministra sportu Mirosława Drzewieckiego 30 czerwca 2009 r.? Napisał do ministra finansów, że nie chce 400 mln zł z dopłat na Narodowe Centrum Sportu, bo ono nie będzie budowane. To było w interesie Ryszarda Sobiesiaka, biznesmena z branży hazardowej. Potem Drzewiecki twierdził, że pismo było sprzeczne z jego intencją.
- Wedle informacji, które otrzymaliśmy, dyr. Departamentu Prawnego Rafał Wosik otrzymał ustną prośbę od dyr. generalnej Ministerstwa Sportu, by przygotować pismo o rezygnacji z NCS i w konsekwencji - rezygnacji z dopłat.
A czy w czerwcu lub maju 2009 r. wydarzyło się coś w sprawie NCS, co kazałoby Ministerstwu Sportu zmienić stanowisko w sprawie dopłat? Jeszcze 20 maja deklarowało, że dopłat chce.
- Moim zdaniem przesłanek do zmiany stanowiska nie było.
W pana wystąpieniu w Sejmie znalazły się nowe fakty. Już 30 lipca - dwa tygodnie przed wizytą szefa CBA u Donalda Tuska - premier polecił przygotować nową ustawę o grach. Po co?
- Rozważaliśmy wszystkie działania, które mogłyby zwiększyć dochody budżetu: wyższe opodatkowanie hazardu czy nawet nacjonalizację tego sektora. Premier polecił: trzeba zwiększyć dochody z hazardu. Nie oznaczało to jednak zaniechania prac nad ustawą.
Rozważacie upaństwowienie hazardu?
- Nie. Nie chcemy wchodzić w spory z firmami z branży, szczególnie z tymi, które w przetargach uzyskały koncesję na długoletnią działalność.
Ustawa o grach ujawniła, że coś złego dzieje się we współpracy resortu finansów z Ministerstwem Gospodarki. Oskarżają się o wzajemny sabotaż.
- To naturalny konflikt. Minister gospodarki mówi: "Deregulować, nie obciążać". I dobrze. A minister finansów odpowiada: "Ale wtedy spadną dochody budżetu". Czy mogą współpracować? To zresztą szerszy problem. Mamy niski poziom tzw. kapitału społecznego, nikt nikomu nie ufa i to przenika także do instytucji rządowych.
Między Zbigniewem Chlebowskim a biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem "kapitału społecznego" było za dużo.
- To nie kapitał społeczny, tylko chora zażyłość.
Czy teraz urzędnicy nie będą się bali bronić interesu przedsiębiorców?
- Musi zwyciężyć rozsądek. Podejrzliwość wobec biznesu była elementem IV RP. Trzeba ją wyeliminować.
Czy będą zmiany w prawie o lobbingu?
- Będą. Chcemy zmniejszyć ryzyko przeradzania się legalnego lobbingu w nielegalny.
Rząd rozstrzygnął już, czy dopłaty do gier będą obowiązywać, czy też wzrosną podatki, które branża płaci już dziś?
- Chcemy zwiększyć podatki. Dyskutujemy jeszcze, czy zdecydujemy się na dopłaty. Na pewno dodatkowe dochody z hazardu będą przeznaczone nie tylko na sport, ale i na kulturę.
Czyli wygra na tym kultura?
- Nie widzę w tym nic złego.
Wierzy pan, że dodatkowe dochody z hazardu popłyną już w 2010 r.?
- Klimat jest taki, że uda się to uchwalić szybko.
Rozmawiał Rafał Zasuń
Źródło: Gazeta Wyborcza