Kilka miesięcy temu Suprun wracał ze stażu naukowego w Polsce. Na granicy, już w Rosji, potraktowano go jak przemytnika. Po szczegółowej rewizji na oczach innych pasażerów skonfiskowano mu wszystkie prace naukowe, które miał przy sobie.
Ale to był dopiero początek. W połowie września do
mieszkania Supruna w Archangielsku zapukała Federalna Służba Bezpieczeństwa (dawne KGB). Po rewizji okazało się, że to fragment większej operacji wobec uczestników projektu naukowego "Księga pamięci rosyjskich Niemców i jeńców wojennych represjonowanych w północnych łagrach". Brygady śledczych przeszukały gabinet Supruna w Uniwersytecie Pomorskim w Archangielsku, gdzie jest dziekanem wydziału historii ojczystej. Kłopoty mieli asystenci profesora, a nawet zwykli studenci.
Całe miasto dowiedziało się, że bezpieka szuka czegoś na Supruna, który rok temu startował w wyborach na rektora miejscowego uniwersytetu.
Szczegółową rewizję FSB przeprowadziła też w mieszkaniu asystentki profesora Nadieżdy Szałyginej oraz płk. Aleksandra Dudariewa, szefa archiwów obwodu archangielskiego. Wszystkim postawiono zarzut, że "sporządzając listę osób represjonowanych, dopuścili się ujawnienia danych prywatnych objętych tajemnicą przez 75 lat".
- Nikt ze znajomych prawników nie pamięta, by kiedykolwiek prokuratura użyła takiego argumentu wobec uczonych nie tylko w skali regionu, ale także całej Rosji - mówi prof. Suprun, który całą sprawę określa jako absurdalną.
Od czasu pierestrojki, czyli drugiej połowy lat 80., księgi pamięci represjonowanych powstały w większości regionów Rosji i b. ZSRR, gdzie były łagry. Zbiorczą księgę represjonowanych w Związku Radzieckim opracowuje od lat stowarzyszenie Memoriał badające zbrodnie stalinowskie. Systematycznie wychodzą kolejne dyski z setkami tysięcy nazwisk. I nikomu to dotąd nie przeszkadzało. Co więcej, rosyjskie MSW podpisało umowę z Niemcami o stworzeniu listy represjonowanych w czasach stalinowskich. Prof. Suprun miał ją skompletować w Archangielsku.
Tu zaczyna się mniej zabawna część historii. Widząc, że zarzuty są słabe, prokuratura postanowiła przebadać cały dorobek profesora pod kątem tego, czy nie fałszuje aby historii ojczystej. Od maja zajmuje się tym specjalna komisja przy prezydencie Rosji.
Oprócz komputerów z pracami Supruna skonfiskowano mu unikalny
dziennik byłego szefa dyplomacji radzieckiej Wiaczesława Mołotowa, w którym opisał swoje rozmowy z Hitlerem w latach 1939-40, oraz coroczne raporty szefa radzieckiego KGB Jurija Andropowa dla radzieckiego przywódcy Leonida Breżniewa opublikowane wUSA. Suprun boi się, że władze oskarżą go o działalność na szkodę Rosji (na razie postawiono mu zarzut przekroczenia uprawnień), a jeśli nie uda się go o nic oskarżyć, to zostanie poddany prowokacji.
Być może celem akcji FSB nie jest sam Suprun, ale płk Dudariew, któremu FSB ma za złe, iż pomógł historykowi oraz stowarzyszeniu Memoriał opracować materiały o represjonowanych, w tym sześciotomowy indeks represjonowanych Polaków. W Polsce najbliżej współpracowała z Suprunem prof. Wiktoria Śliwowska badająca losy polskich zesłańców w Rosji. - Archiwa w Archangielsku były wyjątkowo otwarte. Widać zaniepokoiło to władze - mówi.
Suprun może być pierwszym w Rosji historykiem oskarżonym o fałszowanie historii ojczystej. - Być może chodzi o to, by pierwszy taki przypadek przetestować na kimś z prowincji, jak ja, gdzie głos opinii publicznej jest słabszy. A jeśli będzie cicho, to wtedy ruszy lawina - mówi prof. Suprun.