Choć książka bratanka nieżyjącego prezydenta François Mitterranda została wydana w 2005 r., sprawę seksturystyki ministra wyciągnęli mu teraz socjaliści i skrajna prawica. Przyznali, że to efekt żarliwej obrony Romana Polańskiego przez Mitterranda. Reżyser, ścigany przez
USA od 31 lat za gwałt na trzynastolatce, został 26 września aresztowany w Szwajcarii.
62-letni Mitterrand w autobiografii "La mauvaise vie" ("Złe życie") opisuje m.in. swój "brzydki zwyczaj płacenia za chłopców" w Tajlandii. "Wszystkie rytuały związane z rynkiem na młodych [chłopców], niewolniczy rynek niesamowicie mnie podniecił... Obfitość bardzo atrakcyjnych i natychmiast dostępnych młodych chłopców wprowadził mnie w stan pożądania" - napisał Mitterrand, który tekę ministra dostał w czerwcu br. Opisywał, jak w Bangkoku pełnym "chłopców" i "dzieci", które mówiły łamanym angielskim: "Chcę cię uczynić szczęśliwym", odnalazł wolność, jakiej nie miał od dziecka. I dodawał: "Pieniądze i seks, jestem w sercu mojego systemu, który tu świetnie funkcjonuje, bo wiem, że nikt mi nie odmówi...".
Mitterrand - znany reżyser, producent filmowy i prezenter telewizyjny publicznie przyznający się do homoseksualizmu - zaprzecza, że jest pedofilem. Twierdzi, że słowa "chłopcy" użył "luźno". - Kiedy ludzie mówią "chłopcy", inni od razu wyobrażają sobie małego chłopca. To część powszechnego purytanizmu, który zaciemnia nasz umysł - wyjaśniał po ukazaniu się książki Mitterrand.
Sprawa wróciła, bo pikantne fragmenty autobiograficznej powieści ministra przeczytała w poniedziałek w jednym z telewizyjnych programów Marine Le Pen ze skrajnie prawicowego Frontu Narodowego. W środę rzecznik Partii Socjalistycznej Benoit Hamon oświadczył, że jest "zaszokowany" treścią "La mauvaise vie" i zastanawiał się, jak
Francja może kontynuować walkę z międzynarodową turystyką seksualną, mając w rządzie Mitterranda. - On pogwałcił międzynarodowe prawo - dorzucił wczoraj inny socjalista Arnaud Montebourg. Jeden ze związków zawodowych policjantów zapowiedział w czwartek, że będzie starał się postawić Mitterranda przed sądem.
Ministra bronił wczoraj osobiście prezydent Nicolas Sarkozy. - To śmiała i bardzo dobra książka - powiedział Sarkozy o "La mauvaise vie" magazynowi "Le Nouvel Observateur".
Bliski doradca prezydenta Henri Guaino stwierdził wcześniej, że w przypadku "tak żałosnej kontrowersji, z takim opóźnieniem" nie powinno być mowy o dymisji.
Wielu członków rządzącej partii UMP ma jednak wątpliwości, czy Mitterrand powinien pozostać na stanowisku. Sam minister podkreślał: - Obrzucanie błotem przez Front Narodowy to dla mnie honor.