- Jeśli dobrze zrozumiałem, chodzi o Kartę Praw Podstawowych, ale prezydent nie podał szczegółów. Później Klaus chce, by ten przypis został zaakceptowany przez Radę Europejską [wszystkich przywódców UE] - stwierdził po dzisiejszej rozmowie telefonicznej Reintfeldt. - Powiedziałem mu, że to zła wiadomość w złym czasie i że jest bardzo późno na taki zabieg - stwierdził Reinfeldt.
Szwedzi do końca roku przewodzą Unii i bardzo zależy im na szybkim przyjęciu traktatu przez wszystkie kraje UE, by zacząć tworzyć nową Komisję Europejską. Dokumentu nie podpisali jeszcze prezydenci Polski i Czech.
Karta Praw Podstawowych została proklamowana na szczycie UE w Nicei w 2000 r. i zaczęła obowiązywać na mocy traktatu lizbońskiego. Składa się z preambuły i siedmiu rozdziałów (Godność, Swobody, Równość, Solidarność, Prawa Obywatelskie, Sprawiedliwość, Postanowienia Ogólne). Określa prawa osobiste, a także polityczne i ekonomiczne obywateli UE.
Niektórzy przeciwnicy traktatu lizbońskiego w Czechach twierdzą, że przyjęcie Karty grozi unieważnieniem tzw. dekretów Benesza, na których podstawie po wojnie wysiedlono z Czech 3 mln sudeckich Niemców. A to oznaczałoby potrzebę wypłacenia wielkich odszkodowań.
Klaus nie podpisuje traktatu mimo, że dokument ratyfikował czeski parlament. Kilka dni temu po raz drugi niektóre przepisy traktatu zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego senatorzy związani z prezydentem. Wcześniej trybunał uznał, że traktat jest zgodny z czeską konstytucją.
Znany z eurosceptycyzmu Klaus (nie wywiesił nawet unijnej flagi w swojej rezydencji) powtarza, że z podpisem poczeka na kolejne rozstrzygnięcie trybunału. Jutro z czeskim prezydentem spotka się w Pradze szef europarlamentu Jerzy Buzek. Będzie przekonywał Klausa do podpisania traktatu z Lizbony.