Socjaliści i skrajna prawica uważają, że bratanek nieżyjącego już prezydenta Francois Mitterranda nie ma moralnych kwalifikacji do piastowania swej funkcji. Głosy krytyki pojawiły się dopiero teraz, bo minister kultury wystąpił z żarliwą obroną Romana Polańskiego, oskarżonego w
USA o seks z 13-latką przed ponad 30 laty.
Mitterrand, który w autobiografii "La mauvaise vie" ("Złe Życie") opisuje m.in. swój "brzydki zwyczaj płacenia za chłopców" w Tajlandii zaprzecza, jakoby był pedofilem.
W poniedziałek Marine Le Pen ze skrajnie prawicowego Frontu Narodowego czytała w telewizji fragmenty książki Mitterranda, domagając się dymisji ministra. W środę rzecznik Partii Socjalistycznej Benoit Hamon oświadczył, że jest "zaszokowany" treścią "La mauvaise vie" i zastanawiał się, jak
Francja może kontynuować walkę z "turystyką seksualną", mając w rządzie Mitterranda.
W czwartek na odsiecz Mitterrandowi ruszył doradca prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego Henri Guaino, oświadczając, że "francuska debata polityczna przyjmuje czasem żałosną formę". Pytany w telewizji, czy minister kultury powinien ustąpić, Guaino uznał, że w przypadku "tak żałosnej kontrowersji, z takim opóźnieniem", nie powinno być "tak drastycznych konsekwencji".
Mitterrand wszedł do centroprawicowego rządu w czerwcu. Sarkozy był ponoć "zachwycony" pozyskaniem go do swojej ekipy, ale teraz również w rządzącej partii UMP pojawiają się wątpliwości, czy był to słuszny wybór.