To pierwszy od wybuchu afery hazardowej wywiad z wiceministrem finansów Jackiem Kapicą. Przeprowadziliśmy go drogą e-mailową. Ujawnia, że po piśmie ministra Drzewieckiego z 30 czerwca resort finansów rozważał wycofanie dopłat i zastąpienie ich znacznie większym podatkiem od automatów - z obecnych 180 euro do 360 euro. Zapewniłoby to taki sam wpływ pieniędzy do budżetu. - Interes ekonomiczny państwa ani przez moment nie był zagrożony - twierdzi Kapica.
Rafał Zasuń: - Czy prace nad ustawą o grach ciągnęły się wyjątkowo długo? Czy interwencje Ministerstwa Gospodarki były związane z jego rolą strażnika swobody działalności gospodarczej, czy też raczej chciało doprowadzić do zablokowania ustawy? Jacek Kapica, wiceminister finansów: - Każde ministerstwo na każdym etapie procesu legislacyjnego może zgłaszać dowolną ilość uwag do projektu ustawy. W tym przypadku działania resortu gospodarki były zgodne z przepisami regulującymi proces legislacyjny. Zaangażowanie to można uznać za szczególne z uwagi na to, że w kolejnych pismach były formułowane co raz to nowe uwagi do projektu.
Nigdy jednak
Ministerstwo Finansów nie rozważało rezygnacji z głównego celu ustawy, a więc zwiększenia obciążeń fiskalnych branży. Nigdy zatem interes ekonomiczny państwa nie był zagrożony.
Czy Zbigniew Chlebowski w czasie rozmów z panem tłumaczył skąd to jego zainteresowanie ustawą? - Nie, zawsze swoje kontakty z posłem Zbigniewem Chlebowskim traktowałem jako kontakty z przewodniczącym Komisji Finansów Publicznych. W zakresie działania tej komisji sejmowej są akty prawne dotyczące podatków, w tym podatku od gier.
Projekt ustawy o grach po przesłaniu do Sejmu trafiłby pod obrady Komisji Finansów Publicznych, więc konieczne stało się skoordynowanie tego procesu i przekazanie informacji o zawartości tego aktu prawnego, z punktu widzenia akceptacji izby ustawodawczej.
Zawsze wskazywałem, że wnioski Pana Przewodniczącego odbiegające od stanowiska rządu, mogą być rozpatrzone w trakcie prac komisji, jako poprawki poselskie.
Czy posłowie często interesują się ustawami już na etapie konsultacji międzyresortowych? - Bywa, że posłowie interesują się perspektywą jakiegoś procesu legislacyjnego i jakimiś rozstrzygnięciami rządowymi, ale przewodniczący każdej komisji ma ważniejszą rolę niż poseł. Jest organizatorem pracy komisji i czymś normalnym jest, że interesuje się kiedy projekt będzie przedmiotem prac komisji i jego zawartością.
Minister sportu Mirosław Drzewiecki 30 czerwca zaproponował wykreślenie z projektu dopłat, o które sam wcześniej zabiegał. Dlaczego resort finansów nie odpowiedział ministrowi Drzewieckiemu na jego feralne pismo i nie wykreślił tych dopłat? Czy to zasługa "czujności" urzędników czy raczej sezonu urlopowego - po prostu w wakacje ustały jakiekolwiek prace nad ustawą? - Nie zapadły żadne decyzje ministra finansów zmieniające dotychczasowe stanowisko, więc nie było o czym pisać. Po wycofaniu się ministra sportu i turystyki z wniosku o wprowadzenie dopłat pojawiło się pole do analizy i decyzji dotyczącej wyższego opodatkowania tego rynku, w wysokości odpowiadającej oczekiwanym dochodom z dopłat.
Przyjąłem, że skoro beneficjent środków ich nie chce, to można te zaplanowane środki pozyskać dla budżetu państwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudną sytuację budżetu. Wzrost podatku ryczałtowego od automatów o niskich wygranych o 100 proc., pozwalał na osiągnięcie podobnych dochodów co z dopłat, na poziomie dodatkowo ok. 400 mln zł, które trafiłyby do budżetu.
Decyzje czy pozostawić dopłaty, czy też podwyższyć podatek przygotowywałem dla ministra finansów.
Czy ktoś jeszcze - chodzi o polityków- oprócz wymienionych w Pana notatce dla premiera z 26 sierpnia interweniował w MF w sprawie ustawy? - Nie, wszystko co miałem do powiedzenia w tej sprawie przedstawiłem szczerze premierowi. Notatkę pisałem dla uczestników tego spotkania, nie wiedząc, że będzie ujawniona. Swoje oceny na spotkaniu 26 sierpnia kierowałem do premiera i ministra finansów, nie miałem na celu publicznego oskarżania kogokolwiek.
Premier zarządził napisanie nowych założeń ustawy. Kiedy będą? Czy będą w nich dopłaty czy też podwyżka podatków, o czym mówił np. Waldemar Pawlak i na co zgadza się część branży. - W tej sprawie trwają prace. Jedno jest pewne - będzie to ustawa o grach i zakładach wzajemnych, odpowiadająca na dzisiejsze wyzwania tego rynku, a więc będzie zwiększenie obciążeń podatkowych branży i likwidacja patologii.
Ten drugi cel osiągnęliśmy już zresztą w dużej mierze wprowadzając w marcu tego roku rozporządzenie, które znacząco ograniczyło szarą strefę.
Nie ma jeszcze rozstrzygnięcia czy ustawa wprowadzi dopłaty czy wyższy podatek. Nawet jeżeli będzie większy podatek, to nie w wysokości akceptowanej przez branżę na poziomie wyższym o 20-30 proc., ale co najmniej o 100 proc wyższy, na poziomie takim jaki jest np. na Węgrzech.
Obecny podatek wysokości 180 euro miesięcznie od automatu o niskich wygranych odpowiada podatkowi wysokości 10-15 proc. zysków z
gry, podczas kiedy automaty w salonach płacą 45 proc. Więc podatek ryczałtowy powinien odpowiadać wartości 30 proc. zysków z gry.
Branża twierdzi, że z dopłat budżet nie dostanie ani grosza - automaty zostaną wycofane, żeby zmienić w nich oprogramowanie. Wy twierdzicie, że zajmie to 3 miesiące, oni, że kilka lat. - Cel fiskalny nie jest jedynym, który chce osiągnąć Ministerstwo Finansów jako regulator gier. Zależy nam na dalszym porządkowaniu tego rynku i pełnym monitoringu tego wrażliwego biznesu. Warto tu powiedzieć, że ustawa jest tylko jednym z elementów większego programu, który Ministerstwo Finansów przeprowadza w tym obszarze.
W Polsce jest już blisko 50 tys. tzw. automatów o niskich wygranych, podczas kiedy na Węgrzech, w kraju czterokrotnie mniejszym, przy opodatkowaniu na poziomie 350 euro jest tych automatów blisko 30 tys. Więc na pewno jesteśmy przed rozwojem tego rynku, co zresztą widać po przyroście liczby tych maszyn i przychodów z tych gier.