Na początku wczorajszej rozprawy przemaszerowała przez salę z czarno-białą kartką A4 ze zdjęciem agenta Tomasza. Podała je sędziom. Z kilku metrów błysnęła postać 30-letniego bruneta w białej koszuli o urodzie południowca. - To zdjęcie potwierdza, że CBA wybrało taką osobę, która ma wszystkie cechy istotne dla mnie jako kobiety - powiedziała.
Sędzia Marek Celej jej przerwał. Wizerunek agenta chroniony jest tajemnicą państwową.
W poniedziałek i środę przez kilka godzin Sawicka opisywała, jak podający się za przedsiębiorcę Tomasz Piotrowski udawał do niej uczucie, obsypywał kwiatami, prezentami. CBA użyło go w operacji specjalnej zakończonej 1 października 2007 r., tuż przed ostatnimi wyborami. Tego dnia w hotelu Novotel-Marina w Gdańsku agent wręczył Sawickiej 50 tys. zł drugiej transzy (pierwszą, też 50 tys. zł, wzięła 8 września na ławeczce nieopodal Sejmu) łapówki za ustawienie przetargu na sprzedaż atrakcyjnej działki na Helu. Drugi agent, też udający przedsiębiorcę z fikcyjnej, rzekomo amerykańskiej firmy Avantis, dał ukryte w aktówce 150 tys. zł burmistrzowi Helu Mirosławowi Wądołowskiemu. Oboje nie przeczą temu, że dostali pieniądze, ale nie przyznają się przed sądem do winy.
Sawicka - czasem łamiącym się głosem, czasem płacząc - opowiadała o intymnych relacjach z Tomaszem. O siatce uczuć, gestów i słów, którą na nią zarzucił. O sytuacjach, o zachowaniach, które raniły jej rodzinę, a jej samej "nie przynoszą chluby". Zakończyła: - Swojego życia nie uratuję. Ale mówiłam to po to, żeby żadna inna kobieta nie padła ofiarą perfidnego wykorzystania całej wiedzy służb na temat natury kobiet.
Wcześniej sędzia Celej kilka razy przerywał jej opowieść, nawołując, by odnosiła się bardziej do zarzutów prokuratury. Sawicka twierdzi, że to agent CBA Tomasz Piotrowski namawiał ją, by pomogła mu znaleźć grunt, na którym mógłby zainwestować. Nie przeczy, że za pośrednictwem posła Marka Biernackiego (najpierw prosiła Jarosława Wałęsę, też z PO) skontaktowała się z burmistrzem Helu Mirosławem Wądołowskim. Ale zastrzega, że nie żądała żadnego wynagrodzenia za pomoc Tomaszowi (wplotła w to rywalizację dwóch wspólników - w rzeczywistości agentów CBA - o wpływy w amerykańskiej spółce). Pieniądze "pożyczyła na kampanię wyborczą" - miała startować do Senatu, po zatrzymaniu została skreślona z list, wyrzucona z partii.
Premier
Donald Tusk przypomniał wczoraj, że odtajnione nagrania operacyjne CBA - "film z Beatą Sawicką" - pokazał posłom Platformy po wyborach jako ostrzeżenie: "Zobaczcie, że są granice, których przekraczać nie wolno". Sawicka zapowiedziała wczoraj, że do kompromitujących ją nagrań odniesie się, gdy zostaną zaprezentowane przed sądem. Wczoraj zasygnalizowała tylko, że podczas najbardziej obciążającej ją rozmowy w Novotelu-Marinie z 1 października 2007 r., gdy - według prokuratury - nie wykluczyła, że sama przekaże burmistrzowi łapówkę, została celowo upita. Akt oskarżenia cytuje jej komentarz, że gdyby się to wydało, "ja bym z więzienia nie wyszła, przynosilibyście mi sucharki".
Ciąg dalszy procesu 23 października.