Szwecja chciałaby już rozpocząć konsultacje z przywódcami krajów przed unijnym szczytem planowanym na 29-30 października, na którym powinny zostać uzgodnione m.in. nazwiska unijnego szefa dyplomacji oraz przewodniczącego Rady Europejskiej nazywanego prezydentem UE. Te dwie funkcje, które mają usprawnić działania Brukseli, wprowadza nowy traktat lizboński. Kłopot w tym, że wciąż brakuje pod nim podpisów prezydentów Polski i Czech.
- Jestem przekonany, że czeskie procedury ratyfikacyjne zakończą się przed końcem roku - mówił podczas wczorajszej wideokonferencji z Reinfeldtem oraz szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barrosem i szefem Parlamentu Europejskiego Jerzym Buzkiem czeski premier Jan Fischer. Do Brukseli nie doleciał z powodu awarii samolotu.
Bruksela chciałaby zakończenia ratyfikacji jeszcze przed październikowym szczytem. Problem w tym, że czeski prezydent Vaclav Klaus robi wszystko, by wykręcić się od podpisu. Zanim będzie musiał - wedle prawa - zatwierdzić ratyfikację, to na temat traktatu musi się jeszcze wypowiedzieć czeski trybunał konstytucyjny.
- Sędziowie są niezależni, ale przyspieszyli swe obrady. To dobry znak - podkreślał Fischer, który nie wątpi w zgodność Lizbony z czeską konstytucją (co zresztą trybunał potwierdził w pierwszej rozprawie przed rokiem).
Trybunał w przyszłym tygodniu ogłosi, kiedy podejmie decyzję. - Ja zacznę konsultacje na temat obsady nowych stanowisk, a José Manuel Barroso na temat formowania nowej Komisji Europejskiej dopiero, kiedy zyskamy pełną jasność w sprawie traktatu - mówił Reinfeldt. Sugerował, że wystarczającym sygnałem może być przyszłotygodniowa deklaracja trybunału w Pradze.
A jeśli Czesi nie zdążą? - Zacznie się prawne zamieszanie w UE - ostrzegał Reinfeldt. Europejscy dyplomaci spekulują w Brukseli, że nowa Komisja Europejska może zostać powołana na podstawie obecnego traktatu nicejskiego (przewiduje jej zmniejszenie o co najmniej jedną osobę), a rozgrywki stolic w sprawie obsady stanowisk szefa dyplomacji i prezydenta UE rozciągną się na kilka miesięcy.
Jerzy Buzek przekonuje, że prezydent
Lech Kaczyński zamierza podpisać traktat jeszcze w tym tygodniu. - Prezydent Polski obiecał mi to przed siedmioma miesiącami - przypomniał Barroso. Buzek jedzie do Pragi w piątek, ale kancelaria Klausa nie potwierdziła jeszcze, czy prezydent Czech się z nim spotka.
Podczas wideokonferencji prasowej padło pytanie, dlaczego rozmawia się z czeskim premierem, a nie prezydentem, na którego - jak powiedział Buzek - czeka 500 mln obywateli UE. Powód jest banalny - czeski prezydent nie odbiera telefonów szwedzkiego premiera. - Jeszcze się nie dodzwoniłem - przyznał Reinfeldt.
Klaus jest w Albanii, gdzie na pytanie, dlaczego nie chce podpisać Lizbony i szkodzi tym albańskim zabiegom o wejście do UE, odparł: - To mit, że bez tego traktatu nie można powiększyć Unii.
I powtórzył, że w tej chwili nie może podpisać traktatu bo jego zgodność z konstytucją sprawdza trybunał konstytucyjny.
Wczoraj palcem Brukseli i Pradze pogroził austriacki kanclerz Walter Faymann. - Potrzebny jest plan B na wypadek, gdyby prezydent Klaus nie podpisał traktatu. Unia będzie musiała wynegocjować nowy traktat albo zmienić obowiązujący traktat nicejski - powiedział dziennikowi "Heute". W obydwu przypadkach kanclerz zapowiedział rozpisanie referendum. Austriacka socjaldemokracja zapowiada zresztą od lat, że w taki sposób będzie ratyfikować kolejne unijne traktaty - w ten sposób zbiera punkty w najbardziej eurosceptycznym społeczeństwie UE.