W Radiu Zet zapytany przez Monikę Olejnik czy opinia publiczna pozna stenogramy podsłuchów z CBA powiedział: "Pan premier jest bardzo ostrożny w tego rodzaju sytuacjach, ale będę go bardzo prosił żeby zdjąć klauzulę tajności. Tym bardziej, że już „
Völkischer Beobachter” Prawa i Sprawiedliwości, czyli gazeta partyjna znana szeroko jako „Rzeczpospolita” opublikowała to już wczoraj".
To wypowiedź niedopuszczalna. Niezależnie od tego czy "Rzeczpospolita" sympatyzuje z CBA czy nie, żaden polityk nie ma prawa obrażać gazety tylko dlatego, że opublikowała informacje o kontaktach Platformy Obywatelskiej z lobbystami z branży hazardowej.
Politycy - niezależnie od opcji - atakują i obrażają media, które patrzą im na ręce. To choroba powszechna i ponadpartyjna. Dwa lata temu
Jarosław Kaczyński porównał "Gazetę Wyborczą" do "Trybuny Ludu" z 1953 roku, a więc do stalinowskiej gadzinówki. Zrobił to na łamach..... "Rzeczpospolitej".
Przy okazji warto przypomnieć, że wtedy Marcin Dominik Zdort, publicysta tejże gazety, bardzo się z wypowiedzi Kaczyńskiego cieszył. I pochwalił sąd, bo ten uznał, że wypowiedź lidera
PiS nie zniesławiła "Wyborczej".
Szkoda, że "Rzeczpospolita" ma tak wybiórczy stosunek do kwestii wolności słowa. Jeśli polityk zaatakuje nas, wznosimy okrzyki oburzenia. Gdy to samo zrobi wobec naszej konkurencji, z radości zacieramy ręce. To się nazywa moralność Kalego.