Temistokles Brodowski, rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego, twierdzi, że Kamiński na pewno stawi się w prokuraturze. Zarzuty, jakie usłyszy Kamiński, związane są ze śledztwem dotyczącym przekroczenia uprawnień podczas akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Chodzi o tzw. aferę gruntową, próbę odrolnienia w resorcie 40-hektarowej działki na Mazurach. Akcja zakończyła się fiaskiem, ale doprowadziła do dymisji wicepremiera Andrzeja Leppera, a w konsekwencji do rozpadu koalicji
PiS-
LPR-
Samoobrona.
Jednym z wątków afery gruntowej zajmują się do dzisiaj prokuratorzy z Rzeszowa. Ich śledztwo dotyczy podrobienia dokumentów na szkodę Urzędu Gminy w Mrągowie i Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie, które CBA wykorzystało dokumenty do operacji w ministerstwie.
Prokuratura nie chce zdradzać treści zarzutów, jakie postawi Mariuszowi Kamińskiemu.
- Najpierw dowie się o nich sam zainteresowany - mówi Mariola Zarzyka-Rzucidło z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Kamiński przez śledczych miał być przesłuchiwany 21 września, ale nie przyjechał do Rzeszowa, tłumacząc się zaplanowanym wcześniej urlopem. Dziś szef CBA ma usłyszeć zarzuty fałszowania dokumentów, posługiwania się nimi i przekroczenia uprawnień.
Kamiński zdradził to sam w piśmie z 17 września do ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy, skarżąc się, że rzeszowski prokurator Bogusław Olewiński, który prowadzi śledztwo, był rzekomo naciskany, by nie umarzał sprawy.