http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Drzewiecki odchodzi, Szejnfeld się broni

Renata Grochal, Rafał Zasuń, kid
2009-10-06, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:09

Mirosław Drzewiecki podziękował dziennikarzom za ostatnie dwa lata współpracy
Mirosław Drzewiecki podziękował dziennikarzom za ostatnie dwa lata współpracy
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Minister sportu Mirosław Drzewiecki podał się wczoraj do dymisji. Prawdopodobnie zrezygnuje też z funkcji skarbnika Platformy.

SERWISY
- Żegnam się z pewnością, że jeśli dojdzie do wyjaśnienia całej sprawy, będziemy się mogli spotkać ponownie - mówił dziennikarzom.

W oświadczeniu napisał, że nie chce, aby opinia publiczna zapamiętała go jako polityka, który kurczowo trzyma się krzesła. "Nie chcę także, aby moja osoba była wykorzystywana do atakowania premiera, jego rządu i PO" - napisał.

Drzewiecki to jeden z najbliższych ludzi Tuska. Premier przyjął jego dymisję. - Drzewiecki podjął decyzję o dymisji sam. Do Mirka dotarło, że staje się zbyt dużym obciążeniem dla PO - mówi "Gazecie" osoba z otoczenia Tuska.

To już drugi polityk PO, który traci stanowisko na skutek sprawy hazardowego lobbingu. W czwartek funkcję szefa klubu Platformy zawiesił Zbigniew Chlebowski. Zrezygnuje też z szefowania sejmowej komisji finansów.

We wczorajszym oświadczeniu Chlebowski zapewnił, że nigdy nie wywierał "żadnych nacisków na urzędników przygotowujących projekt nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, których efektem miałyby być korzystne rozwiązania finansowe dla właścicieli salonów gier".

Jednak według CBA koledzy polityków - biznesmeni Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek - naciskali na Drzewieckiego oraz Chlebowskiego, by załatwili wykreślenie z projektu ustawy o grach dopłat na sport, które mieli płacić właściciele kasyn i automatów do gry. Drzewiecki skierował do Ministerstwa Finansów pismo, by wycofać dopłaty. A później drugie, by je przywrócić - gdy o dziwnych ruchach wokół ustawy dowiedział się Tusk.

Drzewiecki Tuska nie przekonał

W sobotę Drzewiecki na konferencji prasowej próbował przekonać dziennikarzy i opinię publiczną, że nie szedł na rękę kolegom z branży hazardowej. Jak dowiedziała się "Gazeta" po konferencji rozmawiał z wicepremierem Grzegorzem Schetyną. Schetyna mówił Drzewieckiemu, że na początku był dość przekonujący, ale gdy dziennikarze zaczęli pytać o to, dlaczego zmieniał stanowisko w sprawie dopłat, "zupełnie się posypał".

Tuska też nie przekonał. W sobotę wieczorem premier rozmawiał ze Schetyną. - Wniosek był jeden. Ta sprawa może wywrócić rząd i PO. I trzeba jak najszybciej ją przeciąć - mówi bliski współpracownik Tuska.

Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak mówił, że decyzja Drzewieckiego jest spóźniona - Minister powinien podać się do dymisji już w sobotę - mówił "Gazecie". Dodał, że na najbliższym posiedzeniu sejmowej komisji ds. służb specjalnych PiS złoży wniosek o zbadanie relacji jakie łączyły Drzewieckiego oraz Schetynę.

Grzegorz Schetyna, w podsłuchach CBA wymieniany był jako "Grześ". Ale MSWiA nigdy nie domagało się wykreślenia dopłat - prosiło o zaostrzenie niektórych przepisów, by lepiej walczyć z praniem pieniędzy. Poparło też propozycję podwyższenia podatku płaconego przez automaty stojące w knajpach i centrach handlowych.

Także poseł PO Janusz Palikot uważa, że Drzewiecki powinien podać się do dymisji już w piątek. - Tak też mu doradzałem. I premierowi. Nie posłuchał. Więc mieliśmy trzy dni jazdy w mediach na nas - mówił Wyborczej.pl Palikot.

Pawlak broni Szejnfelda

Wczoraj zabrał głos wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld (PO). To on podpisywał się pod pismami do resortu finansów w sprawie ustawy o grach. Wiceminister finansów Jacek Kapica oskarżył go w rozmowie z premierem o przedłużanie procesu legislacyjnego.

Szejnfeld nie ukrywał sceptycyzmu w sprawie dopłat, które miły obciążyć kasyna, salony gry oraz automaty. Używał tych samych argumentów, co branża: automaty trzeba będzie wycofać, żeby zmienić im oprogramowanie.

Resort finansów chciał dać na to trzy miesiące, ale Szejnfeld uważał, że przerobienie 45 tys. automatów w takim czasie jest niemożliwe. Pisał też, że hazardziści w jeszcze większym stopniu będą grać w internecie. A pod koniec prac nad ustawą zażądał, aby notyfikować ją w Komisji Europejskiej. Zdaniem Kapicy odsunęłoby to jej wejście w życie o rok.

Wiceminister nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, ale wczoraj wydał oświadczenie. "Moje kontakty w tej sprawie prowadzone były tylko drogą pisemną. Z nikim w trakcie procesu legislacyjnego na temat omawianej ustawy nie rozmawiałem."

- Minister nie zna Ryszarda Sobiesiaka i Jana Koska, nigdy też z nimi nie rozmawiał, nie omawiał też ustawy o grach losowych ani ze Zbigniewem Chlebowskim, ani z Mirosławem Drzewieckim - powiedział nam Rafał Kuś, asystent Szejnfelda.

Z oświadczenia wiceministra wynika, że przeciwny wprowadzeniu dopłat był nie tylko on, ale także cały resort gospodarki z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem (PSL), który znał treść wszystkich pism kierowanych do resortu. Pisma te sporządzał dyrektor sekretariatu Pawlaka, Igor Strąk.

Pawlak wczoraj stanął w obronie Szejnfelda: - Szejnfeld komunikował się w sposób oficjalny i bezpośredni, przestrzegając procedur administracyjnych - powiedział dziennikarzom.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':