Zawdzięcza to byłemu prezesowi telewizji publicznej Piotrowi Farfałowi
A to dlatego, że Piński ma prawo do trzymiesięcznego odszkodowania za zerwanie kontraktu przed jego upływem oraz sześciomiesięcznej odprawy z tytułu zakazu pracy u konkurencji. W sumie Piński dostanie 9 miesięcznych pensji (20 tys. zł brutto plus 4 tys. zł premii). Czyli 216 tys. zł.
- To niemało, biorąc pod uwagę, że Piński pracował w telewizji tylko sześć miesięcy i że czas ten wykorzystał na kompromitowanie dziennikarzy zmuszanych do robienia materiałów o Libertasie i Declanie Ganleyu - mówi "Gazecie" jeden z dyrektorów
TVP.
Piński sam złożył wypowiedzenie, gdy dowiedział się, że nowy prezes TVP Bogusław Szwedo chce go natychmiast wyrzucić z pracy. Zresztą Szwedo zrobił to już pierwszego dnia urzędowania na Woronicza. Uznał, że Piński "złamał wszelkie zasady rzetelności dziennikarskiej". Mimo że to Piński sam złożył wypowiedzenie, ma prawo do dziewięciu pensji. Miał tak korzystny kontrakt, że tylko zwolnienie dyscyplinarne pozbawiłoby go tych pieniędzy.
Pińskiego na Woronicza ściągnął w lutym
Piotr Farfał, który jeszcze niedawno rządził w TVP. Sam Piński reklamował się tak: „ostry jak brzytwa z mózgiem szachisty (...) od sześciu lat ujawnia na łamach »Wprost « powiązania polityków, biznesmenów i ludzi służb". Nie miał żadnego doświadczenia telewizyjnego, ale od razu został szefem najważniejszego programu informacyjnego - „Wiadomości”. W kilka miesięcy uczynił z niego tubę partii Libertas, z której list startowali w wyborach do Parlamentu Europejskiego polityczni przyjaciele prezesa Farfała. Na listach Libertasu pojawiło się wiele nazwisk b. działaczy Młodzieży Wszechpolskiej i
LPR, czyli Romana Giertycha. Piński jako dziennikarz „Wprost" był znany ze współpracy właśnie z Giertychem. - Jeśli ktoś szukał dowodów na wpływy Giertycha w TVP, to właśnie je ma. Oczekiwaliśmy profesjonalisty, a wciskają nam człowieka LPR, na dodatek kompletnie niewiarygodnego jako dziennikarza - mówił nam wtedy jeden z reporterów stacji.
Dochodziło do sytuacji, w których "Wiadomości" nie mogły nawet podawać wyników przedwyborczych sondaży, by widzom nie przypominać, że Libertas nie ma żadnych szans w tych eurowyborach.
A kiedy - zgodnie z oczekiwaniami - Libertas wybory przegrał, to Piński... awansował. Został szefem Agencji Informacji.
Wtedy TVP podpisała z nim superumowę - z wysoką pensją i prawem do dziewięciomiesięcznej odprawy. To były wyjątkowo dobre warunki jak na fatalną sytuację finansową spółki. Takie kontrakty miało niewielu dyrektorów.