Proces zaczął się w poniedziałek punktualnie o godz. 9. 30. Sawicka ubrana w szary kostium, odseparowana od dziennikarzy, otoczona przez trzech adwokatów, spokojnie wysłuchała zarzutów z aktu oskarżenia. Zaczęła od przeprosin, za to co się zdarzyło i za to, co prokuratura przygotowała w oskarżeniu.
Była posłanka PO nie przyznaje się do winy, ale potwierdza opisane w akcie oskarżenia zdarzenia, przyjęcie dwa razy po 50 tys. złotych ("to była pożyczka"), pióra z wtopionym brylantem ("to był upominek"). Według prokuratury chodziło o ustawienie przetargu na sprzedaż atrakcyjnej działki na Helu. Nie kryje twarzy, nazwiska, nie histeryzuje. Mówi: - liczę, że ten proces pozwoli mi przekazać prawdę, jak zostałam wplątana w to wszystko.
Opowieść zaczyna od kursu dla kandydatów na członków rad nadzorczych, na który w styczniu 2007 r. zapisała się z grupa posłów, na który przed nią zapisał się Tomasz Piotrowski, młody przedsiębiorca. "Był młodszy ode mnie, ładnie, gustownie się ubierał, miał sportowego mercedesa z białym wyposażeniem, duże pieniądze w portfelu, zawsze przyjemnie pachniał, wybielone zęby, złotą biżuterię, długie kręcone włosy" - opisywała. Okazało się później, że "piękny Tomasz" to agent CBA.
Sawicka opowiada o spotkaniach w restauracjach: "tak się składa, że Tomasz zawsze siadał obok mnie". Mówi o wypadach na tańce do warszawskich klubów: "wiedział, że lubię tańczyć, mówił, że jest po kursie salsy".
Kurs się skończył na początku marca 2007 r., ale Tomasz kontynuował znajomość. Na wieczorku w klubie "Dekada" "przekroczył barierę intymności, mówił jak bardzo mu się podobam, jak bardzo podobają mu się moje kręcone włosy, obsypywał mnie pocałunkami, zaszumiało mi w głowie".
Relacjonuje, co mówi Tomasz: "że niewiele mu mogą zaoferować młode kobiety, że imponują mu takie jako ona, z pozycją, że najważniejszy jest dla niego sukces".
Podczas krótkiej przerwy prok. Andrzej Laskowski, naczelnik wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu, mówi "Gazecie": - Nie ma najmniejszych podstaw do tego, by twierdzić, że oskarżona miała romans z funkcjonariuszem CBA. To linia obrony.
Tomasz: razem możemy więcej A Sawicka opowiada dalej, że w kwietniu 2007 r., Tomasz zmienia emploi, mówi "razem możemy więcej". Wyjawia, że chce przenieść firmę budowlaną do Polski, wejść do zarządu PZN, wspierać sport młodzieżowy. Że jego wspólnik kupuje ziemię od Indian w Arizonie.
- Co to znaczy "razem możemy więcej"? - pyta przewodniczący rozprawie sędzia Marek Celej. A Sawicka mówi: "pytałam w czym mogę pomóc, Tomasz odpowiadał - wystarczy że jesteś, jesteś lekiem na całe zło".
Wydaje się, że za chwilę Sawicka opowie, jak to było z działką na Helu. Telefonami do polityków PO Jarosława Wałęsy i Marka Biernackiego, wyjazdami do burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego. Ale nie... Po krótkiej przerwie
Beata Sawicka wspomina jeszcze o telefonach Tomasza, z których w aktach nie znalazła stenogramów. "Puszczamy sobie ulubiona muzykę, ja recytuję wiersze Asnyka..." Zaczyna płakać. - Znakomicie wykorzystał wszystkie moje relacje jako matki i żony - głos jej więdnie w gardle. Prosi o przerwę, do środy.
Sąd - a proces prowadzi trzech sędziów zawodowych - się zgadza. Ale odbiera najpierw wyjaśnienia od oskarżonego burmistrza Mirosława Wądołowskiego (od zatrzymania 1 października 2007 jest zawieszony). Wądołowski twardo się nie przyznaje. Nie chce wyjaśnień, odpowiedzi na pytania (na razie).
Sędzia Celej odczytuje to, co Wądołowski mówił w śledztwie. Nie przyznał się do niczego, poza czterema spotkaniami z przedsiębiorcami z firmy Avantis, tej założonej przez CBA. W kluczowej kwestii 150 tys. zł łapówki, którą agent CBA udający przedsiębiorcę wręczył mu ze słowami: "Tu w środku jest zaliczka, niech się pan nie martwi, po wszystkim się rozliczymy", Wądołowski powiedział: "Takiej rozmowy nie było, kwestionuję autentyczność tego nagrania".
Zaprzecza też by Beata Sawicka nakłaniała go do korupcji. O jej wyprawach na Hel mówił jednak: - Nikt nie jedzie tysiąca kilometrów, po to, żeby napić się kawy. W moim odczuciu była bardzo zainteresowana tym, by to Avantis kupił nieruchomość. Pomyślałem, że jest tym zainteresowana materialnie."
Dalszy ciąg w środę.
O co chodzi w tym procesie Beata Sawicka i zawieszony burmistrz Helu Mirosław Wądołowski są oskarżeni o korupcję. Według prokuratury 1 października 2007 r. przyjęli od agentów CBA łapówki - Sawicka 50 tys. zł (pierwszą ratę - też 50 tys. zł, wzięła 8 września), a Wądołowski - 150 tys. zł w zamian za ustawienie przetargu na sprzedaż atrakcyjnej działki na Helu.
Sąd nie zgodził się na transmisję telewizyjną procesu. Sędzia Marek Celej tłumaczył to przepisami prawa, które nie pozwalają na to, by świadkowie poznali szczegóły wyjaśnień oskarżonych, czy zeznań świadków, zanim sami zostaną przesłuchani.
Proces pokazać może grę jaką służby specjalne prowadzą w ramach operacji specjalnych tzw. kontrolowanego wręczania korzyści, czyli łapówek. Sprawa Sawickiej stawia pytanie: jak daleko posunąć się mogą w prowokacji. Gdzie kończy się ich legalne działanie, a zaczyna podżeganie do przestępstwa, bo każdego, zwłaszcza słabego człowieka można skusić.
Sprawa stała się głośna głównie dlatego, że ujawniona została w ostatnich dniach rządów
PiS, tuż przed wyborami parlamentarnymi 2007 r.
- Nie ma w niej żadnych podtekstów politycznych - twierdzi tymczasem prok. Laskowski.