http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dublin ratuje Lizbonę

Tomasz Bielecki, Dublin
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-04 22:27

Ogromne zwycięstwo traktatu lizbońskiego w Irlandii. Teraz Europa patrzy na prezydentów Polski i przede wszystkim Czech, których podpisów nie ma jeszcze pod ustawami ratyfikującymi Lizbonę

Zwolennicy Traktatu cieszą się z wyników referendum
Fot. CATHAL MCNAUGHTON REUTERS
Zwolennicy Traktatu cieszą się z wyników referendum
- Nasz naród potwierdził, że wiąże swą przyszłość z Europą - ogłosił irlandzki premier Brian Cowen.

Irlandia, która przed rokiem odrzuciła traktat usprawniający działanie unijnych instytucji, ratyfikowała go w powtórnym referendum przytłaczającą większością 67,1 proc. głosów. - Nie do wiary! Aż takie poparcie? Dzięki wam, niebiosa! - cieszył się prof. Tim Bourke, szef prolizbońskiej kampanii w ruchu Irlandia dla Europy, kiedy w sobotę na Zamku Dublińskim ogłaszano wyniki piątkowego głosowania.

Bruksela świętowała krótko, bo wciąż nie ma podpisów prezydentów Polski i Czech. -Podpiszę traktat, gdy Irlandia powie "tak" -zapewniał nieraz Lech Kaczyński. W sobotę i w niedzielę jego ministrowie Władysław Stasiak i Aleksander Szczygło mówili, że prezydent bez zbędnej zwłoki podpisze traktat.

Dlatego przywódcy UE martwią się głównie Czechami. Choć Lizbonę już dawno ratyfikowały obie izby parlamentu, to poplecznicy eurosceptycznego prezydenta Vaclava Klausa pomagają mu wykręcać się od podpisu, składając kolejne wnioski do trybunału konstytucyjnego. - Cóż, Europa czekała na Irlandię, to musi cierpliwie czekać na zakończenie procedur w Pradze - mówi Pat Cox, były irlandzki szef europarlamentu.

Ale Europa nie kryje zniecierpliwienia. Premier Czech leci w środę do Brukseli, aby opowiedzieć o szansach na ratyfikację. W czwartek będzie w Pradze szwedzka minister ds. europejskich, a wpiątek Klausa chce wypytać szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

- Na Klausa nie działają ani groźby, ani nagrody. Przywódcy UE chyba powinni siedzieć cicho i czekać, aż zgodnie z czeskim prawem będzie musiał ratyfikację podpisać - mówi Dominik Hierlemann, ekspert z Fundacji Bertelsmanna.

Traktat lizboński wprowadza funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej (przywódcy krajów członkowskich), który ma pomóc w ogarnięciu prac przedstawicieli 27 rządów. Wzmacnia kompetencje unijnego szefa dyplomacji. Daje Parlamentowi Europejskiemu wpływ na wydatkowanie ogromnych unijnych pieniędzy.

Dlaczego Irlandczycy zmienili zdanie? - Irlandia bez pomocy UE nie podniesie się z kryzysu. Nie uratuje banków. Nie da pracy bezrobotnym! -przekonywali zwolennicy traktatu. UE opatrzyła go deklaracją potwierdzającą suwerenność Dublina m.in. w sprawie podatków, zakazu aborcji i eutanazji. Zapewniła, że Irlandia zachowa komisarza UE.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':