http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tomek - agent na miarę CBA

Wojciech Czuchnowski, współpraca Jacek Harłukowicz, Wrocław
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-05 10:06

Agent specjalny CBA o pseudonimie Tomasz Małecki miał za zadanie rozpracowywać elity świata rozrywki i polityki

Agent CBA mówił Beacie Sawickiej, że
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Agent CBA mówił Beacie Sawickiej, że "nie interesują go młode kobiety, tylko...
Weronika Marczuk
Fot. Roman Jocher / Agencja Gazeta
Weronika Marczuk
Jolanta Kwaśniewska
Fot. Paweł Kozioł / AG
Jolanta Kwaśniewska
Ubrania od Armaniego i Prady, dodatki Dolce & Gabbana, mokasyny, wybielone lśniące zęby, porsche cayenne, porsche carrera i motocykl harley. Mieszkanie w apartamentowcu i portfel ostentacyjnie wypchany gotówką i kartami kredytowymi. Tymi akcesoriami - według osób, które go poznały - rozporządzał agent Centralnego Biura Antykorupcyjnego o przybranym na potrzeby operacji specjalnych nazwisku "Tomasz Małecki".

Jako właściciel fikcyjnej, założonej przez CBA firmy Estate Management Poland rozpracowywał telewizyjną gwiazdę i bizneswoman Weronikę Marczuk-Pazurę.

Aresztować Kwaśniewską

Równolegle Tomek prowadził operację mającą wykazać, że Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy kupili w Kazimierzu dom na podstawioną osobę - według CBA miał nią być prezes Budimeksu Marek Michałowski.

29 lipca akcja, która polegała na odkupieniu tego domu przez agenta pod przykryciem, zakończyła się fiaskiem. Tomek liczył na to, że 1,5 mln zł w gotówce - które nieformalnie dopłacił do oficjalnie ustalonej ceny 1,6 mln zł - dotrą do prawdziwej właścicielki, czyli - jak podejrzewał - Jolanty Kwaśniewskiej. Po transakcji u notariusza przekazał gotówkę Janowi J., administratorowi domu wcześniej nakłonionemu do takiej formy zapłaty. Ale administrator wyjął pieniądze z teczki i oddał ją Tomkowi.

W teczce był nadajnik GPS. Bez niego CBA traciło kontrolę nad gotówką. By ratować pieniądze, funkcjonariusze przerwali akcję. Zatrzymali pośrednika i odebrali mu pieniądze. Zażądali też unieważnienia aktu sprzedaży, na co nie zgadza się notariusz.

W czwartek minister sprawiedliwości Andrzej Czuma ujawnił w Radiu Zet, że po tej akcji szef CBA Mariusz Kamiński domagał się aresztowania Kwaśniewskiej.

Żona byłego prezydenta mówi, że "jest zdumiona" i że toczy się wokół niej "brudna gra".

Zatańczyć z gwiazdami, napić się z Olkiem...

Na podstawie rozmów z osobami, które zetknęły się z Tomkiem, odtworzyliśmy, jak agent penetrował interesujące CBA środowiska. Kluczem do wielu kontaktów była dla niego Marczuk-Pazura.

Poznał ją dwa lata temu w krakowskiej restauracji. Przedstawił się jako biznesmen, który w Polsce i na Ukrainie (skąd pochodzi Pazura) szuka okazji do inwestycji, bo ma dużo "wolnych pieniędzy". Kancelaria radcowska, którą prowadziła Pazura, miała mu pomagać w interesach. Dzięki niej Tomek nawiązywał znajomości, m.in. na zawodach tenisowych Porsche Open i w Fundacji Towarzystwa Przyjaciół Ukrainy (działa w niej polityk SLD Jacek Piechota, którego też rozpracowuje CBA). Agent zabiegał też o kontakt z fundacją Art Sport organizującą mecze aktorów z politykami.

Jesienią 2008 r. towarzyszył Marczuk-Pazurze i ekipie TVN w podróży do Kijowa w związku z ukraińską edycją programu "You can dance". Poznanym osobom rozdawał zaproszenia na "You can dance" czy "Taniec z gwiazdami" - jako znak swoich wpływów w światku telewizyjnym.

Znajomość z Marczuk-Pazurą uwiarygodniła go też w oczach Jana J., administratora domu w Kazimierzu. Agent wynajął mieszkanie w tym samym co on budynku. Przedstawiał się jako sierota, którego wychowywała ciotka i który za granicą zdobył majątek. Z rodziną Jana J. spędził święta wielkanocne, zaprzyjaźnił się z jego narzeczoną i matką. Dom w Kazimierzu, do którego zawiózł go administrator, miał być dla Tomka wymarzonym gniazdem rodzinnym, którego nigdy nie miał.

Agent powtarzał, że chciałby wreszcie poznać "Olka", czyli Aleksandra Kwaśniewskiego, a po transakcji "napić się z Olkiem wódki".

Kariera Tomka: od policji do CBA

CBA nie komentuje informacji "Gazety" na temat działalności agenta Tomka.

Poznaliśmy jego prawdziwą tożsamość. Tomasz K. w latach 90. był funkcjonariuszem wrocławskiego CBŚ. Dla przyjaciół "Kola". Ma 33 lata. W młodości z sukcesami trenował pływanie. Pracę w policji zaczynał od patrolowania ulic. Potem awansował do sekcji wywiadowczej i oddziałów antyterrorystycznych. W CBŚ działał w sekcji zwalczającej mafię samochodową. Już wtedy zdradzał talent aktorski. Policjanci "samochodówki" dla lepszej infiltracji środowiska złodziei sami wyglądali jak oni: markowe ciuchy, skórzane kurtki, firmowe dresy, złote łańcuchy i drogie auta służbowe. Odwiedzali nocne kluby, agencje towarzyskie, luksusowe restauracje.

- "Kola" świetnie się do tego nadawał. Wszedł w rolę momentalnie i widać było, że lubi ten szpan - wspomina wrocławski policjant.

Kiedy w 2006 r. powoływano do życia CBA, Tomasz K. dostał pracę w nowej służbie.

"Ośmieszanie i psucie służb"

Tomkiem zajmie się sejmowa komisja ds. służb specjalnych; tylko ona może kontrolować, jak służby wydają pieniądze. - Sprawdzimy, jakie CBA ponosi nakłady na swoje operacje i jaki jest ich sens. Na razie wygląda mi to na wykorzystanie potężnych środków publicznych do podżegania ludzi do przestępstwa - mówi wiceprzewodniczący komisji Konstanty Miodowicz (PO).

- Prowokacje, używanie agentów pod przykryciem, zakładanie fikcyjnych firm to metody, których powinno się używać w sprawach naprawdę poważnych, jak rozpracowanie organizacji terrorystycznych czy syndykatów narkotykowych. Ale CBA stosuje je w sprawach, które z punktu widzenia prawa są błahe, a prawdziwy cel operacji to politycy czy osoby publiczne. To ośmieszanie i psucie służb specjalnych - ocenia działalność Tomka wysoki oficer ABW.

Weronika Marczuk-Pazura, która 23 września została zatrzymana po wręczeniu jej przez Tomka 100 tys. zł (nie przyznaje się do winy, 26 września sąd zwolnił ją za kaucją), nie chce się wypowiadać na temat agenta.

- Jest przerażona, że dzięki temu, że ten człowiek zdobył jej zaufanie, poznał tyle osób, które potem mogły być obiektem akcji CBA - usłyszeliśmy od jednego z jej przyjaciół.

Wyjaśnienie

W piątkowej "Gazecie", opisując operację CBA przeciwko Jolancie Kwaśniewskiej, błędnie podaliśmy niektóre szczegóły. 1,5 mln zł w gotówce, które "Tomasz Małecki" przekazał w teczce, nie otrzymał Marek Michałowski, prezes Budimeksu, lecz pośrednik Jan J. W liście do "Gazety" prezes Michałowski oświadczył, że nie wiedział nic o tych pieniądzach, a Małeckiego poznał dopiero przy podpisaniu umowy sprzedaży. - Dom sprzedałem za cenę podaną w akcie notarialnym. Do dzisiaj nie dostałem tych pieniędzy, a pan Małecki jest dla mnie nieuchwytny - mówi nam Michałowski.

Mimo to prezes został po transakcji zatrzymany przez CBA, przewieziono go do prokuratury w Katowicach, która postawiła mu zarzut wprowadzenia w błąd notariusza co do wartości domu. Michałowski uznaje zarzut za absurdalny.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 81 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    71 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':