W poniedziałek w Warszawie zaczął się proces byłej posłanki PO Beaty Sawickiej i zawieszonego burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego oskarżonych o korupcję. Według prokuratury 1 października 2007 r. przyjęli od agentów CBA łapówki - Sawicka 50 tys. zł (pierwszą ratę - też 50 tys. zł, wzięła 8 września), a Wądołowski - 150 tys. zł w zamian za ustawienie przetargu na sprzedaż atrakcyjnej działki na Helu.
Sąd nie zgodził się na transmisję telewizyjną procesu. Sędzia Marek Celej tłumaczył to przepisami prawa, które nie pozwalają na to, by jedni świadkowie znali zeznania innych świadków. Poza stacjami telewizyjnymi transmisji chcieli też obrońcy oskarżonych, którzy domagali się procesu przy otwartej kurtynie. Prokurator chciał jedynie utajnić zeznania agentów CBA.
Była posłanka PO
Beata Sawicka tuż po rozpoczęciu procesu przyznała, że prawdziwe są jedynie niektóre wydarzenia opisane w akcie oskarżenia, ale do winy się nie przyznaje.
- Jest mi przykro, że takie zdarzenia miały miejsce w moim życiu osobistym i życiu mojej rodziny - dodała.
Zdaniem Sawickiej, padła ona ofiarą prowokacji agentów CBA, znanych jej jako Marek Przecławski i Tomasz Piotrowski. To oni ją inspirowali do działań, które prokurator ocenił jako korupcyjne. Pieniądze wzięte za załatwienie działki na Helu, według Sawickiej miały być pożyczką na kampanię wyborczą, którą zamierzała oddać. - Nie żądałam od burmistrza Helu korzyści - w maju 2007 r. nie znałam nawet burmistrza Mirosława Wądołowskiego i nie wiedziałam nic o żadnej działce na Helu" - mówiła przed sądem Sawicka.
Zeznała, że nie nakłaniała agentów CBA do dawania pieniędzy burmistrzowi Helu. - To oni nakłaniali mnie, bym wyraziła swoje stanowisko w wywołanym przez nich temacie - mówiła Sawicka.
Operacja specjalna CBA przeciwko posłance PO skończyła się trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi. Kilka dni przed nimi szef CBA
Mariusz Kamiński na specjalnej konferencji pokazał materiały obciążające Sawicką (nagrania
wideo i z podsłuchu), mówił: "Ta konferencja każe się zastanowić, na kogo oddać swój głos. Polacy sami wyciągną wnioski".
Sprawa Sawickiej wywołała polityczną burzę i być może przyczyniła się do klęski wyborczej
PiS. Jawnie polityczna wypowiedź Kamińskiego jemu jednak nie zaszkodziła. Premier
Donald Tusk utrzymał go na stanowisku szefa CBA.
Poniedziałkowy proces Sawickiej zaczął się w aurze politycznej awantury wokół podejrzeń o korupcję polityków PO przy projektowaniu ustawy o grach, a także oskarżeń Kamińskiego i PiS o przeciek z kancelarii premiera związany z operacją CBA "Black Jack" dotyczącą tej ustawy. A także sugerowania nacisków na postawienie zarzutów szefowi CBA w śledztwie dotyczącym afery gruntowej, gdzie - jak w sprawie Sawickiej - chodzi o granice legalności działań CBA.
Jaki wpływ na proces będą miały ostatnie wydarzenia? Na pewno obserwować go trzeba z jeszcze większą uwagą, bo sprawa nie ma precedensu. Już trzy sądy, które poznały akta, zgodnie stwierdziły - wbrew stanowisku prokuratury - że przedmiotem badania sądu będzie "zakres ingerencji organów państwa [czyli CBA] w życie oskarżonych i zakres stosowania metod pracy operacyjnej". Inaczej - sąd zbada dopuszczalne granice prowokacji.
Sprawa Sawickiej nadaje się do tego jak żadna. Przypomnijmy, że była posłanka twierdzi, że do przyjęcia łapówki została nakłoniona przez agenta CBA (pieniądze potraktowała jak pożyczkę) i że agent "piękny Tomek" udawał uczucie do niej, wciągnął ją w grę. Czy dopuszczalne są takie kuszenie, gra na uczuciach, manipulacja? - te pytania padną w procesie. Zapewne nie tylko ze strony obrońców.
Sędziowie - a proces będzie prowadzić trzech sędziów zawodowych - cofną się do początków operacji CBA, gdy na kursie dla członków rad nadzorczych spółek skarbu państwa spotykają się agent i Sawicka. Informacje o tym sąd zna tylko z przesłuchań świadków i oskarżonej. Szczegóły kryją się w tajnych aktach operacyjnych, których ani prokurator, ani sąd nie znają. Sędziowie będą chcieli je poznać, a jeśli CBA odmówi ich przekazania - przesłuchać szczegółowo agentów, ich przełożonych i w końcu - jak się dowiadujemy - samego Mariusza Kamińskiego.
Wstęp publiczności na dzisiejszą i następne rozprawy jest limitowany przepustkami.