Informację tę potwierdziła nam żona Marcina Aleksandra. - Szczegółów nie znam. Ale wiem, że cokolwiek w przeszłości zrobił, zrobił dlatego, że kochał swojego ojca. Chciał mu pomóc - mówi nam.
Lew R., przypomnijmy, podejrzany jest o to, że nakłaniał do łapownictwa: wręczenia 210 tys. zł łapówki i obietnicy zapłacenia kolejnych 190 tys. Pieniądze przez pośrednika - Konrada T., dziś świadka koronnego, którym posługuje się CBA - miały zostać wręczone lekarzom m.in. z centrum rehabilitacji w Konstancinie. A lekarze wytworzyć dokumentację zapobiegającą osadzeniu znanego producenta filmowego wiosną 2005 r. w więzieniu (po skazaniu na dwa lata za pomocnictwo w płatnej protekcji na szkodę Agory).
Marcin R. ma podobny zarzut: nakłaniania Konrada T., by wpłynął na lekarzy, aby wydali opinię, która pozwoliłaby na odroczenie wykonania kary ojca; przekazania Konradowi T. 210 tys. zł i obietnicy dopłacenia reszty. Wszystko rozgrywa się więc między trzema osobami: ojcem, synem i Konradem T. Zarzuty wynikają z relacji Konrada T., notorycznego oszusta, pośrednika między gangsterami (i innymi skazanymi), prawnikami i lekarzami, dziś świadka koronnego. Swoimi zeznaniami Konrad T. "utopił" już 20 osób, w tym trzech adwokatów. Tylu jest podejrzanych w łódzkim śledztwie, 14 z nich siedzi w areszcie - przekazuje nam zastępca szefa Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi prok. Bogumiła Tarkowska.
Ewentualny wątek udziału adwokatów Lwa R. w korupcyjnym procederze nie został dotąd wyjaśniony. Zarzuty ma neurochirurg Krzysztof J. z centrum rehabilitacji w Konstancinie, współpracujący z Konradem T. nie tylko w sprawie Lwa R. Przyznał się do wystawienia korzystnej dla Lwa R. dokumentacji (z zaleceniem - "kwalifikuje się do leczenia szpitalnego", co wykluczało więzienie), ale nie do wzięcia łapówki. Inny lekarz opiniujący w 2005 r. stan zdrowia Lwa R. dr Jerzy P. zmarł w sierpniu, zanim przesłuchała go prokuratura.
Dopiero po zatrzymaniu i aresztowaniu Lwa R. oraz jego syna (w maju 2009) prokuratura zamówiła opinię, z której wynika, że dokumentacja medyczna z 2005 r. potwierdzała faktyczne choroby producenta filmowego, ale wniosek był błędny: Lew R. mógł, mimo schorzeń kręgosłupa, odbyć karę.
Marcin R. - według naszych źródeł - oświadczył, że Lew R. nie uczestniczył w korupcyjnych zdarzeniach, o niczym nie miał pojęcia. Czy to oświadczenie może mieć wpływ na dalszy pobyt zarówno chorego Lwa R., jak i jego syna za kratami, w areszcie? Prok. Tarkowska: - Nie chcę przekazywać informacji procesowych przed posiedzeniem sądu.
Za kilka dni warszawski sąd okręgowy będzie decydować o tym, czy utrzymać areszt podejrzanym w łódzkim śledztwie. Rozpatrzy zażalenia adwokatów. - Wystąpiliśmy o przedłużenie aresztu do końca listopada i będziemy bronić tego stanowiska - mówi tylko prok. Tarkowska.
Tymczasem do sądu opinię prawną przesłała Fundacja Helsińska. Przywołuje w niej standardy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczące tymczasowego aresztowania. Zwraca uwagę, że prokuratorskie śledztwo toczy się opieszale - trwa od lutego 2007 r. (!). Że samo zagrożenie surową karą nie wystarcza, dla utrzymywania aresztu. Ojcu i synowi grozi do dziesięciu lat więzienia, ale jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości z 2007 r., średni wyrok za łapownictwo to 14,3 miesiąca pozbawienia wolności.
Według Fundacji prokuratura powołująca się na obawę matactwa ze strony podejrzanych powinna wykazać konkretnie, w jaki sposób będą utrudniać - czy już utrudniali - śledztwo. A sąd wyjaśnić, dlaczego nie wystarczą inne środki gwarantujące, że nie będą go utrudniać, będąc na wolności, np. poręczenie majątkowe.
Marcin Rywin zaproponował za uchylenie aresztu pół miliona złotych.
- Nikt nie oponował przeciwko kaucji pani Marczuk-Pazury [celebrytka zatrzymana ostatnio przez CBA na przyjęciu 100 tys. zł łapówki] - mówi Aleksandra Rywin.
I dodaje: - 25 maja o godzinie 7 rano mąż odebrał telefon z CBA. Byliśmy w Neapolu. Powiedział tylko: "Kochanie, CBA zatrzymało tatę, wracam do Warszawy". Wiedział, w związku z jakim zarzutem teść został zatrzymany. Wsiadł w samolot i w sześć godzin był w kraju. Dał dowód, że chce tę sprawę wyjaśnić. Ale minęło ponad 130 dni. Najważniejsze momenty naszego życia go ominęły: pierwsza rocznica ślubu, pierwsze kroki naszego syna Jaśka. Nikt się nad tym nie pochylił. Mam wrażenie, że mój mąż jest w areszcie tylko dlatego, że nazywa się Rywin.
Źródło: Gazeta Wyborcza