Niespodziewanie główna batalia ma dotyczyć resortu finansów. Swego ministra chcą mieć liberałowie z FDP, by móc wdrażać zapisane w programie wyborczym hasło obniżki podatków. Kandydatem jest Hermann Otto Solm, skarbnik liberałów i ich czołowy finansowy myśliciel. Ale według mediów
Angela Merkel zapowiedziała, że nie spocznie, dopóki nie wywalczy resortu dla CDU. Na ministra finansów przymierza Rolanda Kocha, kojarzonego z konserwatywnym skrzydłem chadecji wieloletniego premiera Hesji. Sytuację komplikują jednak Bawarczycy z CSU, którzy też chcą resortu dla siebie. Spekuluje się, że resort mógłby przejąć Theodor Karl zu Guttenberg, dotychczasowy minister gospodarki. Guttenberg jest jednak kandydatem także do innych resortów, m.in. obrony i
MSZ. To młoda gwiazda chadecji, która popularnością dorównuje samej kanclerz Merkel, chadecy nie chcą więc jego talentów marnować.
Zażarta walka o resort finansów trochę dziwi obserwatorów. Do tej pory nie przyciągał on notabli, gdyż
Niemcy z zasady nienawidzą swoich ministrów finansów, kojarząc ich z ostrym reżimem podatkowym. Tym razem resort ma kluczowe znaczenie - od jego obsady zależy to, jak będzie wyglądał niemiecki
budżet podczas wychodzenia gospodarki z kryzysu. Liberałowie mówią o obniżce podatków kosztem świadczeń socjalnych. Na to prosocjalni chadecy nie bardzo chcą się zgodzić. Co więcej, ludzie Merkel oświadczyli w weekend, że do końca rozpoczętej właśnie kadencji Bundestagu w 2013 r. trzeba zaoszczędzić 40 mld euro. To stawia obniżki podatków pod znakiem zapytania.
Merkel zresztą ogłosiła, że nie zgodzi się też na zmiany w finansowaniu służby zdrowia, nie zlikwiduje wprowadzonej w kilku branżach płacy minimalnej, ani nie doprowadzi do ułatwień w zwalnianiu pracowników. A to były kluczowe elementy programu liberałów. Ich szef Guido Westerwelle nie kryje irytacji, twierdząc, że nie najlepiej wróży to negocjacjom koalicyjnym. Zapowiada, że będzie podczas nich twardy. Chadecy, także ci z Bawarii, mówią to samo.
Jest jasne, że partie zawrą kompromis, choć ostre rozmowy będą trwały przez cały miesiąc. Rząd ma być gotowy na uroczystości 20-lecia upadku muru berlińskiego, które odbędą się 9 listopada.