Według naszych źródeł tę decyzję
Mariusz Kamiński ogłosił już dwa tygodnie temu na spotkaniu z dyrektorami delegatur CBA w terenie i dyrektorami Biur i zarządów w centrali CBA. - Jak przez ostatnie dni Kamiński jest o pół kroku przed innymi - komentuje tę decyzję nasz informator. - Będzie chodził w glorii bohatera, jedynego sprawiedliwego - dodaje.
O co chodzi z tym "krokiem" i z tą "chwałą"? Prześledźmy ostatnie wydarzenia.
Od 15 września Kamiński wie, że 6 października prokuratura w Rzeszowie postawi mu zarzut przekroczenia uprawnień w śledztwie dotyczącym tzw. afery gruntowej (dowiedział się tego z wezwania do prokuratury w charakterze podejrzanego).
21 września informuje prokuratora generalnego Andrzeja Czumę o podejrzeniu płatnej protekcji w sprawie ustawy o grach. Występują tu nazwiska polityków PO - m.in. lidera tej partii Zbigniewa Chlebowskiego. Ale Czuma kilka dni się zastanawia, potem zawiadomienie Kamińskiego przekazuje prokuratorowi krajowemu, ale żadne śledztwo się nie zaczyna.
Wtedy 30 września CBA ujawnia sprawę i zawiadamia o niej inne ważne osoby w państwie. Następnego dnia tajne materiały CBA publikuje "Rzeczpospolita". Premier, który mógłby odwołać Kamińskiego po postawieniu mu zarzutów w Rzeszowie ma związane ręce. Mówi miękko: "Moje zaufanie do szefa CBA jest mniejsze niż kiedykolwiek, ale nie będę szukał pretekstu, aby przestał kierować Biurem". A jednocześnie deklaruje, że chce, by to Kamiński wyjaśnił do końca sprawę hazardowego lobbingu.
Od kilku dni trwa walka podejrzeń o przecieki, ujawnianie tajemnicy między Kamińskim i
PiS a obozem premiera i PO. W tych okolicznościach zapowiadane oddanie się do dyspozycji premiera przez Kamińskiego stawia Tuska w jeszcze trudniejszej sytuacji.
Tymczasem w ostatnich dniach "Gazeta" dostała dwa sprzeczne sygnały, co się dzieje wewnątrz CBA. Pierwszy: Podobno coś miało pęknąć w ludziach, którzy od dwóch lat pracują w poczuciu oblężonej twierdzy. Buntu w CBA jednak nie ma. - Może młodzi agenci, inspektorzy czekają z utęsknieniem na zmiany, ale nie dowództwo - słyszymy w Biurze. Dowództwo zresztą - uprzedzone przez Kamińskiego - gremialnie "oddaje się do dyspozycji szefa Biura". Według naszych źródeł chodzi zwłaszcza o dyrektorów i naczelników z zarządu operacyjno-śledczego (przed powstaniem CBA policjantów).
Ruchy kadrowe na epokę post-Mariuszową trwają zresztą już od kilku miesięcy. Według naszych informacji część zaufanych pracowników, np. sekretarki, przenoszone są na stanowiska funkcjonariuszy (łatwiej zachować pracę). Jeden z dyrektorów opuścił swoje stanowisko by objąć bezpieczniejsze - doradcy szefa CBA. - Trwają porządki, ale oficjalnie nastrój jest taki: chłopaki, nic się nie dzieje, robimy swoje - mówi nasz informator.
W sobotę rano rzecznik CBA Temistokles Brodowski oświadczył jednak, że Mariusz Kamiński nie zamierza podać się do dymisji.