http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lizbona może wygrać dzięki kryzysowi

Rozmawiał w Dublinie Tomasz Bielecki
2009-10-02, ostatnia aktualizacja 2009-10-02 18:22

Kryzys gospodarczy był najskuteczniejszym "chwytem wyborczym" w kampanii przed referendum w Irlandii - mówi irlandzki politolog Peadar O'Broin.

Plakat zachęcający do głosowania na ''nie''
Fot. PETER MORRISON AP
Plakat zachęcający do głosowania na ''nie''
Tomasz Bielecki: Czy rząd premiera Briana Cowena przyłożył się dużo lepiej do kampanii przed powtórnym referendum?

Peadar O'Broin, Instytut Spraw Międzynarodowych i Europejskich w Dublinie (IIEA): Skądże. Jeśli Irlandia ratyfikuje traktat lizboński, będzie to niemal całkowicie zasługą kryzysu gospodarczego. Irlandczycy są naprawdę poważnie nastraszeni bezrobociem, recesją i część z nich widzi w Brukseli jedyny ratunek dla naszego kraju. Tytuły gazet o kolejnych upadających firmach mogą okazać się znacznie skuteczniejsze niż nijakie slogany "Tak. Za Europą!", "Przyjmijmy traktat, bo wszyscy na nas patrzą".

Traktat tym razem wyraźnie poparły wszystkie największe partie polityczne.

- Jednak ani rząd, ani żadna z tych partii nie zdołały ani nawet nie próbowały tłumaczyć Irlandczykom, czym jest traktat i jaki wpływ na działanie UE miałoby jego odrzucenie. Dlatego uważam, że tegoroczna kampania nie różni się niczym istotnym od poprzedniej. Wówczas o odrzuceniu traktatu zdecydowały głosy Irlandczyków, których irytowało, że mają wypowiedzieć się w głosowaniu o tekście, którego nie rozumieją. Niestety, w tym roku przeciwnicy Lizbony mogli z czystym sumieniem wrócić do tego samego argumentu.

Co można było zrobić lepiej?

- To kłopotliwe pytanie do narzekających ekspertów, bo nikt nie miał jakiegoś super pomysłu, jak "sprzedać" ten traktat. Nie ma dobrej kampanii wyborczej bez emocji, a wokół Lizbony nie sposób zbudować napięcie, rozbudzić pozytywne czy nawet silnie negatywne emocje. To tekst, który z pełnym zrozumieniem potrafią przeczytać wyłącznie specjaliści od prawa europejskiego. Chyba błędem jest poddawanie czegoś takiego pod głosowanie powszechne, a nie w parlamencie.

Wygląda na to, że spora część głosów "za" to efekt myślenia: "nie rozumiemy traktatu, być może ktoś chce nam podkraść trochę suwerenności, ale zgódźmy się w zamian za pomoc dla naszej gospodarki".

- Tak. Warto jednak podkreślić, że w tegorocznej kampanii "za" opowiedzieli się znani pisarze i naukowcy. Ludzie ufają, że oni zrozumieli traktat i nie zobaczyli w nim niczego złego.

Krytycy premiera wyzłośliwiają się, że miałby wygraną Lizbony w kieszeni, gdyby tylko obiecał Irlandczykom, że zapłaci im za ratyfikację swoją dymisją.

- Rozdzielnie sprawy niepopularnego rządu i traktatu będzie kluczowe dla wyniku referendum. Dziś nie wiemy, ilu Irlandczyków zrozumiało, że karanie premiera za jego politykę krajową poprzez odrzucanie Lizbony nie jest rozsądne. Kiepskim pocieszeniem dla Irlandii jest fakt, że to nie tylko nasza specjalność. Przecież Francuzi Holendrzy odrzucili w referendach unijny traktat konstytucyjny, bo także chcieli dołożyć swym rządom.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':