Magdalena Żakowska: Kim jest dzisiaj Roman Polański? Wojciech J. Burszta: Jest wybitnym reżyserem. Jest starszym panem, który uregulował swoje życie. Jest ojcem dorastających dzieci. Jest czynnym twórcą. Ale jest też człowiekiem, na którym ciąży bardzo poważny zarzut, o którym w dziwny sposób zapomnieliśmy przez ostatnie 30 lat. Nie tylko zresztą my, cały świat zapomniał lub przeszedł nad tym do porządku dziennego. Gdyby nie to, co się wydarzyło w Szwajcarii, pewnie na tym by się zresztą skończyło.
Powiedział pan - "uregulował swoje życie"... - ...bo, co sam podkreślał w wywiadach i autobiografii, po tragicznej śmierci ciężarnej Sharon Tate on już nigdy nie chciał założyć rodziny, nie chciał mieć dzieci, a zwłaszcza nie chciał mieć syna. Nie widział się w trwałym monogamicznym związku. Po tym traumatycznym przeżyciu miał inny pomysł na życie - chciał być artystą w wiecznym ruchu. Wybrał dla siebie los twórcy globalnego o nomadycznym stylu życia.
Ale dziś jest ojcem dwójki dzieci, od 20 lat mężem tej samej żony. - I w tym właśnie sensie uregulował swoje życie. Ale w momencie ślubu z Emmanuelle Seigner był już po pięćdziesiątce. I został w końcu statecznym panem.
Ale sprawy z 1977 roku nie uregulował. - Zdecydowanie nie.
Jak wyglądała Kalifornia w 1977 roku? - Pomijając sam akt seksualny z dzieckiem, Polański wiedział, w co się pakuje. W połowie lat 70. właśnie w Kalifornii rozpoczęła się kontrrewolucja seksualna.
Ale może ta kontrrewolucja nie zaistniała jeszcze w świadomości jej potencjalnych ofiar? - Z pewnością Polański miał świadomość tych przemian. Jego proces nie był pierwszym w tej serii. Były bardziej kuriozalne przykłady. Choćby sprawa Harry'ego Reemsa, aktora grającego jedną z głównych ról w słynnym "Głębokim gardle", pierwszym filmie pornograficznym dopuszczonym do kinowej dystrybucji w
USA. W 1974 roku Reems został oskarżony przez pastora Parisha z Tennessee o rozpowszechnianie obscenicznych treści. FBI aresztowało go w jego nowojorskim apartamencie. Został deportowany do Tennessee i tam skazany. Był pierwszym aktorem w historii Ameryki oskarżonym i skazanym przez rząd federalny za udział w filmie. To była wtedy bardzo głośna sprawa. Za Reemsem wstawiły się gwiazdy
Hollywood i elity Nowego Jorku. Dwukrotnie odwoływał się od wyroku, jego procesy trwały w sumie cztery lata. W 1978 roku został uniewinniony, ale uzależnił się trwale od narkotyków i alkoholu. Nigdy nie wrócił do kina. Jeśli to było kino, oczywiście.
Połowa lat 70. w USA to były czasy wielkiej krucjaty nazywanej powtórną ewangelizacją Ameryki. Polański nie mógł o tym nie wiedzieć.
Kiedy zaczęła się ta krucjata? - Symboliczny był rok 1969, kiedy to rząd federalny zgodził się oddać hrabstwom i stanom prawo do definiowania pewnych przestępstw. Stąd wzięło się właśnie nowe orzecznictwo w Kalifornii - automatyczne klasyfikowanie aktu seksualnego z dzieckiem jako gwałtu. To był taki okres, kiedy Amerykanie powiedzieli sobie, że rewolucja seksualna poszła za daleko. Powstawały takie organizacje, jak na przykład feministyczne Woman Against Prostitution. To było zadziwiające - z jednej strony tego frontu byli tzw. ewangeliści i rząd amerykański, który chciał powrócić do wyidealizowanej moralności Ameryki z lat 50., a z drugiej strony feministki protestujące przeciwko utowarowieniu seksu.
Polański należał do czasów, które właśnie przemijały. Do czasów rewolucji seksualnej, wielkiego obyczajowego eksperymentu. - I w reprezentantów tych czasów poszło pierwsze uderzenie kontrrewolucji. A w szczególności - w środowisko filmowe. Wtedy skazano Marvina Millera, jednego z najbardziej znanych wydawców czasopism pornograficznych, pierwotnie na 60 lat, po kilku apelacjach wyrok się radykalnie zmniejszył. To były czasy procesu Larry'ego Flinta, wydawcy "Hustlera", a potem zamachu na jego życie, w wyniku którego jest częściowo sparaliżowany. To były czasy, kiedy wprowadzono w stanach klasyfikację filmów - na ogólnodostępne i na tzw. X dla dorosłych. To były czasy - jak to wówczas nazywano - walki z pornografią Hollywood. W Kalifornii obsesją była walka z dziecięcą prostytucją. Powstawały w tej sprawie setki stowarzyszeń. I Hollywood czuło ten oddech na plecach.
Z tego, co pan mówi, wynika, że Polański wybrał nie tyle drogę artysty globalnego, co drogę na zatracenie. - Być może właśnie tak było. To były czasy paradoksów. Z jednej strony krucjata antyseksualna, krucjata przeciwko dziecięcej pornografii, pod którą kryje się po prostu pedofilia, a z drugiej - cykl okładek "Hustlera", gdzie przedstawiano młode kobiety z wygolonymi łonami, wystylizowane na dzieci. A nad tym wszystkim unosiła się atmosfera schyłku. To był taki fin de siecle kontrkultury.