W "Rzeczpospolitej" Paweł Lisicki
stawia słuszne pytanie: "Czy gdyby "Rzeczpospolita" nie opublikowała treści rozmów nagranych przez CBA - Chlebowski dalej cieszyłby się zaufaniem premiera Tuska? Premier wiedział wystarczająco dużo od 12 sierpnia, by stracić zaufanie do szefa klubu swojej partii. Tymczasem czekał. Na co? Bóg raczy wiedzieć."
Dla mnie też nie jest jasne dlaczego Tusk wcześniej nie zmusił Chlebowskiego do dymisji. Może to świadczyć o tym, że liczył na zatuszowanie sprawy. Nie jest też zrozumiałe, dlaczego
Mirosław Drzewiecki ma zachować swoją posadę. On też dopuścił do patologicznej formy lobbingu w swoim ministerstwie. Nie widzę podstaw do postawienia zarzutów karnych, ale zarzuty natury politycznej i łamanie standardów jawności są jak najbardziej na miejscu.
W "Polska the Times"
Kamil Durczok zauważa: "Jeśli Misiak wyleciał z PO, to Drzewiecki z Chlebowskim od wczoraj powinni być włóczeni za końmi". Rzeczywiście premier bezwzględnie potraktował senatora Tomasza Misiaka z powodu jego konfliktu interesów, choć był to przypadek o wiele mniej drastyczny w porównaniu ze sprawą hazardową. A mimo to Tusk jest tu bardziej pobłażliwy.
W mediach chóralny apel o wyjaśnienie sprawy. Ale póki co nie widać, by
Platforma Obywatelska zamierzała to zrobić. Milczy minister Drzewiecki. I milczy też kluczowa (pozytywna) postać tej afery wiceminister finansów Jacek Kapica, który nadzoruje powstawanie ustawy hazardowej. Czy Chlebowski rozmawiał z Kapicą? Czy namawiał do zmiany projektu? Czy Drzewiecki lub jakikolwiek inny polityk wywierał na Kapicę naciski? To klucz do tej sprawy. Bez tego nie możemy odpowiedzieć sobie pytanie czy Chlebowski tylko wciskał kit namolnemu znajomemu, czy też ten patologiczna forma lobbingu rzeczywiście miała miejsce. Jedno jest pocieszające, że zanim CBA ujawniło swoje podejrzenia, lobbing ten i tak okazał się nieskuteczny. Projekt ustawy pozostał niezmieniony, choć właściciele prywatnych kasyn tak bardzo chcieli wyrzucić z niego pewne przepisy.
Nadszedł kolejny dzień próby, w którym znów przekonaliśmy się jak wielkim błędem Tuska było mianowanie Andrzeja Czumy na stanowisko ministra sprawiedliwości. Liczba wpadek i niemądrych deklaracji ministra jest znacząca. Samo nazwanie Chlebowskiego Zbigniewem C. - co Czuma uczynił na konferencji prasowej - jest kuriozalne, bo Chlebowski nie ma postawionych zarzutów. A nazwanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego "Mariuszem K."? Czuma nazywa to "żartem".("Polska the Times") Porażające poczucie humoru.
"Gazeta Wyborcza"
opisuje z kolei nową kuriozalną akcję CBA - tym razem przeciw Jolancie Kwaśniewskiej. Akcja spaliła na panewce, Kwaśniewskiej nic nie można zarzucić, a CBA została z kupioną w Kazimierzu Dolnym drogą willą, która miała być dowodem na tajne transakcje b. prezydentowej.
Gazety spekulują też na temat zmian personalnych w telewizji publicznej, bo władzę tam objął Bogusław Szewdo, namaszczony przez medialną koalicję PiS-
SLD. Odchodzą ludzie poprzedniego prezesa Piotra Farfała. "Gazeta Wyborcza" i "Polska the Times" informują, że posadę stracił już Jan Piński, szef Agencji Informacji
TVP (główny decydent, nadzorujący programy informacyjne). "Super Express"
donosi, że szefową "Wiadomości" ma zostać Dorota Gawryluk z Polsatu. A nowy prezes chce ponoć wyrzucić z Woronicza Macieja Orłosia, Piotra Kraśkę i Tomasza Lisa. Pytany przez Agnieszkę Kublik nowy prezes mówi jednak w "gazecie Wyborczej", że nie ma nic przeciwko temu by Lis miał nadal program, i że zostawia to nowemu szefowi anteny (którego jeszcze nie mianował).
Karuzelę nazwisk będziemy mieć teraz nieustannie, ale byłabym wstrzemięźliwa w ocenie tych informacji. Lis ma kontrakt z TVP jako firma zewnętrzna. A i pozostali mają umowy, gdzie zapewne zabezpieczyli swój los. Decyzje personalne są ważne. Nie chodzi o to, aby emocjonować się jaka to znowuż gwiazda wylądowała na bruku. Nazwiska osób odpowiedzialnych za informację i publicystykę w TVP będą wiele mówić o intencjach nowych włodarzy telewizji publicznej.