http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Operacja "Kwaśniewska". CBA ma dom

Wojciech Czuchnowski
2009-10-02, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:05

Chcąc udowodnić, że małżeństwo Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich miało nielegalne dochody, CBA kupiło dom w Kazimierzu nad Wisłą. "Gazeta" ujawnia kulisy tej operacji.

Jolanta Kwaśniewska
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Jolanta Kwaśniewska
O akcji CBA, której celem była Jolanta Kwaśniewska, powiedział wczoraj w Radiu Zet minister sprawiedliwości Andrzej Czuma.

- Pan Mariusz Kamiński [szef CBA] w ostatnim czasie zachowuje się dość osobliwie. Kilka tygodni temu zjawił się u mnie i zażądał, żebyśmy zaaresztowali panią Kwaśniewską. Ja oczy w słup i mówię: "a jakie to dowody są mianowicie". Ano takie, że przypuszczalnie jej koleżanka dopuściła się czegoś takiego, że sprzedała swoją działkę i chciała uniknąć podatku i po cichutku pieniądze wziąć w garść - relacjonował Czuma rozmowę z Kamińskim.

- Ale co miała z tym wspólnego Jolanta Kwaśniewska? - dopytywała prowadząca wywiad Monika Olejnik.

- Pan Mariusz Kamiński zjawił się u mnie z taką propozycją, żeby aresztować panią Jolantę. Ja mówię: "A czemuż to na miły Bóg?". A bo może ona jest też współwłaścicielką działki. Zamurowało mnie - odpowiedział Czuma.

Dodał, że kazał Kamińskiemu o sprawie powiadomić prokuraturę w Katowicach, by to ona podjęła decyzję. - Chyba sam pan Mariusz Kamiński albo jego zastępca z całą powagą zawieźli te materiały do prokuratury katowickiej i tam zażądali aresztowania pani Jolanty. Trafili na profesjonalistów, prokurator powiedział, że za to, iż ktoś chciał coś uszczknąć z podatku, to trzeba oczywiście kary stosować, ale po pierwsze nigdy aresztu, a pani Jolanta nie ma z tym nic wspólnego - opisywał minister. Nie podał więcej szczegółów.

Oleksy inspiruje CBA

Tymczasem sprawa jest jedną z najdroższych i najbardziej nieudanych operacji CBA.

O co chodziło? Celem CBA było udowodnienie, że Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy kupili dom w Kazimierzu nad Wisłą. Zakupu mieli dokonać na podstawioną osobę - zaprzyjaźnionego z nimi Marka Michałowskiego, prezesa Budimeksu. Chcieli w ten sposób ukryć swoje nielegalne dochody.

Skąd pomysł na operację? O "tajnym domu Kwaśniewskich" mówił b. premier Józef Oleksy w znanych rozmowach z przedsiębiorcą gazowym Aleksandrem Gudzowatym. To właśnie nagranie Oleksy-Gudzowaty (ujawnione w 2008 r.) było dla CBA inspiracją do rozpoczęcia operacji.



Agent Małecki w nowej roli

Według źródeł "Gazety" akcję prowadził agent o operacyjnym nazwisku "Tomasz Małecki". To ten sam funkcjonariusz, który rozpracowywał zatrzymaną w ubiegłym tygodniu gwiazdę telewizji Weronikę Marczuk-Pazurę. W sprawie "domu Kwaśniewskich" działał równolegle. Posługiwał się tym samym nazwiskiem i legendą bogatego biznesmena szukającego swojego miejsca w Polsce.

Zaprzyjaźnił się z synem Marii J., która administrowała domem Michałowskiego w Kazimierzu. - Zdobył jego zaufanie i przyjaźń, spędził święta w tym domu i oświadczył, że jest pod takim wrażeniem, że za wszelką cenę musi go kupić. Jednocześnie powtarzał, że wie, kto naprawdę jest jego właścicielem, że to Jolanta Kwaśniewska i może kiedyś się z nią spotka - relacjonuje nam informator znający przebieg "operacji specjalnej".

"Tomek" za pośrednictwem Jana J. namówił Michałowskiego do sprzedaży domu. Zadeklarował, że zapłaci 1,6 mln. zł. w akcie notarialnym (tyle wart był dom) i 1,5 mln. w gotówce, poza umową przekaże Janowi J.

Tomek wciska teczkę...

Finał akcji nastąpił 29 lipca tego roku. W siedzibie notariusza przy ul. Filtrowej w Warszawie Michałowski podpisał z "Małeckim" umowę o sprzedaży budynku. Fiasko planu CBA nastąpiło w momencie, gdy Jan J. wyjął gotówkę - 1,5 mln. zł. - z teczki, którą wręczył mu Tomek i zapakował do bagażnika samochodu. Agent zaczął wtedy nalegać, by zabrał również teczkę. - Coraz bardziej zdenerwowany wciskał tę teczkę, mówiąc, że jest droga, firmowa - opisuje nasz informator. Ale Jan J. teczki nie wziął. Pojechał z pieniędzmi na kolację do restauracji Belvedere....

A CBA zostaje z domem

Kilkanaście minut później zjawili się tam agenci CBA. Zatrzymali Marię i Jana J. oraz osoby towarzyszące im przy posiłku. Zabrali im pieniądze i zawieźli ich do prokuratury w Katowicach. Jednocześnie funkcjonariusze zatrzymali prezesa Michałowskiego i weszli do siedziby notariusza, gdzie podpisywano transakcję. Tam zażądali jej unieważnienia.

Według źródeł "Gazety" akcja się wysypała, bo Jan J. nie zabrał teczki, w której był ukryty nadajnik GPS. Agenci CBA liczyli, że teczka trafi do Jolanty Kwaśniewskiej i zdobędą dowód, że b. prezydent i jego żona mieli nielegalne dochody. W momencie gdy teczka została w rękach "Tomka", akcję przerwano.

Co się dzieje teraz? CBA początkowo chciało, wszsytkim uczestnikom transakcji postawić zarzut prania pieniędzy. Ale prokuratura stawia im tylko zarzut próby uniknięcia podatku.

Notariusz nie zgodził się na unieważnienie transakcji, więc CBA jest właścicielem willi w Kazimierzu. Formalnie, bo nie wpłaciło za nią pieniędzy. Nie wiadomo zresztą, od kogo domagać się wpłaty, bo "Tomasz Małecki" nie istnieje. W aktach sprawy jest postanowienie o zachowaniu jego tożsamości w tajemnicy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 57 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    101 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':