Nowy p.o. prezesa TVP Bogusław Szwedo przejął wczoraj spółkę z rąk odwołanego prezesa Piotra Farfała. Przejęcie odbyło się bez zgrzytów. Prezes Szwedo mógł wejść do gmachu przy Woronicza już z samego rana. Już wtedy było jasne, że w środę KRS się pomylił, twierdząc, że TVP ma dwóch prezesów: i Farfała, i Szwedę. Nie ma. Telewizją zarządza dwuosobowy tymczasowy zarząd: Szwedo jako p.o. prezesa (na trzy miesiące) i Małgorzata Wiśnicka-Hińcza (z rekomendacji lewicy). Nowy zarząd ma przepustkę i pieczątkę. Wczoraj zajął się przede wszystkim badaniem stanu finansów spółki.
Agnieszka Kublik: Janusz Palikot mówił niedawno o zmianie prezesa telewizji publicznej, że jeden gangster zastąpi drugiego. Jest pan gangsterem PiS-u? Bogusław Szwedo: Trzeba mieć wzgląd na specyficzny język posła Palikota. Ja gangsterem nie jestem. Jestem uczciwym człowiekiem i jako uczciwy stąd wyjdę po trzech miesiącach. To tylko taka retoryka.
Nie do końca. Jemu chodziło o to, że pan telewizję posiądzie dla PiS-u, tak jak wcześniej Farfał miał ją dla Romana Giertycha i jego środowiska skrajnej prawicy. - Nie jestem tu dla PiS-u.
Ma pan prawicowe poglądy. To nie ma znaczenia? - Nie, będę się starał robić uczciwą, politycznie neutralną telewizję. Ja pochodzę z lokalnego
radia, przez 17 lat nie zdarzyło mi się nigdy uczestniczyć w redagowaniu informacji.
Ale poprzedni PiS-owscy prezesi Bronisław Wildstein czy Andrzej Urbański robili politycznie zaangażowaną telewizję, pro-PiS-owską. Zwłaszcza za Urbańskiego telewizja stała się tubą PiS-u przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. A pan był wtedy członkiem rady nadzorczej. - Zdarzały się takie przypadki.
To nie były przypadki, tylko przemyślana strategia wyborcza PiS-u, częścią której była telewizja publiczna. - Rada nadzorcza nie ma nic do gadania w sprawie programu. Mogę zadeklarować, że żadnego ręcznego sterowania "Wiadomościami" nie będzie. Od dziennikarzy wymagam rzetelnego przedstawiania faktów.
Ostatnio rzetelnie nie było. Jako jedyna stacja słowem nie wspomniała o wojnie o TVP, o tym, że Farfał pana na Woronicza nie wpuścił. - Przez ostatnie dwa tygodnie był w TVP zapis na mnie. Ale się tym nie przejmuję.
Co z Janem Pińskim, szefem Agencji Informacji, odpowiedzialnym za propagowanie Libertasa przed wyborami do Parlamentu Europejskiego? Była nawet cenzura, bo nie wolno było publikować wyników sondaży, bo w nich Libertas balansował wokół zera. - Pamiętam to. Piński złamał wszelkie zasady rzetelności dziennikarskiej, dymisję ma jak w banku, on już nie może kierować programami informacyjnymi.
Czy razem z Pińskim "polecą" inni, jego zastępcy, wydawcy? - Wyznaję zasadę "rękę każ, nie miecz", ale wiem, że sam Piński nie mógł manipulować "Wiadomościami", musiał mieć wspólników.
Czy odwoła pan także dyrektorów anten? Tomasza Rudomina? Krzysztofa Nowaka? - Jeszcze o tym nie myślałem. Rudomino to mój przyjaciel, dziwnie odczułem jego woltę w grudniu zeszłego roku, gdy razem z Farfałem rządził telewizją. Powiedziałem mu to. Muszę z nim odbyć męską rozmowę. Nie jestem mściwy, ale nie będę ukrywał, że mam dylemat.
A pana Nowaka nie znam, nie podjąłem żadnej decyzji.