- Jestem zdumiony i zaskoczony, że prywatne rozmowy są podstawą formułowania tak poważnych zarzutów - bronił się na zwołanej ok. 14 w czwartek konferencji prasowej szef klubu parlamentarnego i sejmowej komisji finansów publicznych Zbigniew Chlebowski.
Jego linia obrony polegała na dowodzeniu, że - zawsze był przeciw temu projektowi ustawy, bo tworzy zbyt wiele sytuacji korupcjogennych, - nie mógł wpływać na treść zapisów, bo projekt cały czas jest na etapie prac w ministerstwie finansów, - rozmowy z kolegami (tak nazwał biznesmenów, lobbujących o zmianę ustawy) były prywatne i opublikowane fragmenty wyrwane z kontekstu choć przyznał że były "niefortunne". Sugerował też, że ich nalegania po prostu zbywał.
Zaczął od statystyk: - Sejm przyjął ponad 440 ustaw, a przy żadnej z nich nie było nieprawidłowości - mówił. A już na nowelizację ustawy o grach losowych nie mógł mieć żadnego wpływu, bo projekt zmian nigdy nie trafił do Sejmu. - Wisiał na stronach ministerstwa finansów i każdy mógł śledzić co się z nim dzieje - stwierdził.
Podkreślał, że od początku źle oceniał propozycje zmian. Uparcie utrzymywał, że rozmowy z biznesmenami, które dziś ujawniła "Rz" miały wyłącznie charakter prywatny i nie tylko tej ustawy dotyczyły. - A w tych rozmowach używa się słów, do których nie przywiązuje się wagi - sugerował.
Dziennikarze dopytywali: Czy to jego słowa? "Z tobą na... na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem."
- To są moje słowa, ale nie kryją się za nimi żadne czyny - zapewnił.
Twierdził też, że niewiele z tych rozmów pamiętał.
Dziennikarze cytowali: "Ja ci powiem szczerze Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jak by Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję tę sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa."
Czy wymieniani w nich Mirek i Grzesiek to
Mirosław Drzewiecki i
Grzegorz Schetyna? - Mam wielu kolegów Mirków i Grześków, w samym klubie nawet - robił uniki Chlebowski.
Mocno zdenerwowany - bez przerwy ocierał czoło, brwi i policzki z potu - zasłaniał się, że nie pamięta wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Pytany dlaczego spotykał się z biznesmenem na cmentarzu, oburzał się że chodziło o stację benzynową położoną koło cmentarza, na którym jest grób jego siostry.
- Nigdy nie naciskałem, nie lobbowałem, nie wymuszałem decyzji na urzędnikach, nie angażowałem się - wyjaśniał Chlebowski. Przyznał jedynie, że jego słowa były niefortunne wobec wysokich standardów życia publicznego, które obowiązują w PO. - Nie mam sobie nic do zarzucenia, ale jeśli będzie taka wola klubu i władz partii, odejdę - powiedział. Wieczorem zbierze się zarząd PO, by podjąć decyzję.