http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chlebowski: Nic złego nie zrobiłem, może niefortunnie się wyrażałem

AGKO, wyborcza.pl
2009-10-01, ostatnia aktualizacja 2009-10-01 15:01

To były rozmowy prywatne. Nigdy nie naciskałem, nie lobbowałem, nie wymuszałem decyzji na urzędnikach - zapewniał w czwartek Zbigniew Chlebowski. Podczas konferencji prasowej bez przerwy ocierał pot z czoła. I przyznał, że "poważnie rozważa" podanie się do dymisji. Choć nie ma sobie nic do zarzucenia


Fot. Lukasz Giza / AG
- Jestem zdumiony i zaskoczony, że prywatne rozmowy są podstawą formułowania tak poważnych zarzutów - bronił się na zwołanej ok. 14 w czwartek konferencji prasowej szef klubu parlamentarnego i sejmowej komisji finansów publicznych Zbigniew Chlebowski.

Jego linia obrony polegała na dowodzeniu, że - zawsze był przeciw temu projektowi ustawy, bo tworzy zbyt wiele sytuacji korupcjogennych, - nie mógł wpływać na treść zapisów, bo projekt cały czas jest na etapie prac w ministerstwie finansów, - rozmowy z kolegami (tak nazwał biznesmenów, lobbujących o zmianę ustawy) były prywatne i opublikowane fragmenty wyrwane z kontekstu choć przyznał że były "niefortunne". Sugerował też, że ich nalegania po prostu zbywał.

Zaczął od statystyk: - Sejm przyjął ponad 440 ustaw, a przy żadnej z nich nie było nieprawidłowości - mówił. A już na nowelizację ustawy o grach losowych nie mógł mieć żadnego wpływu, bo projekt zmian nigdy nie trafił do Sejmu. - Wisiał na stronach ministerstwa finansów i każdy mógł śledzić co się z nim dzieje - stwierdził.

Podkreślał, że od początku źle oceniał propozycje zmian. Uparcie utrzymywał, że rozmowy z biznesmenami, które dziś ujawniła "Rz" miały wyłącznie charakter prywatny i nie tylko tej ustawy dotyczyły. - A w tych rozmowach używa się słów, do których nie przywiązuje się wagi - sugerował.

Dziennikarze dopytywali: Czy to jego słowa? "Z tobą na... na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem."

- To są moje słowa, ale nie kryją się za nimi żadne czyny - zapewnił.

Twierdził też, że niewiele z tych rozmów pamiętał.

Dziennikarze cytowali: "Ja ci powiem szczerze Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jak by Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję tę sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa."

Czy wymieniani w nich Mirek i Grzesiek to Mirosław Drzewiecki i Grzegorz Schetyna? - Mam wielu kolegów Mirków i Grześków, w samym klubie nawet - robił uniki Chlebowski.

Mocno zdenerwowany - bez przerwy ocierał czoło, brwi i policzki z potu - zasłaniał się, że nie pamięta wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Pytany dlaczego spotykał się z biznesmenem na cmentarzu, oburzał się że chodziło o stację benzynową położoną koło cmentarza, na którym jest grób jego siostry.

- Nigdy nie naciskałem, nie lobbowałem, nie wymuszałem decyzji na urzędnikach, nie angażowałem się - wyjaśniał Chlebowski. Przyznał jedynie, że jego słowa były niefortunne wobec wysokich standardów życia publicznego, które obowiązują w PO. - Nie mam sobie nic do zarzucenia, ale jeśli będzie taka wola klubu i władz partii, odejdę - powiedział. Wieczorem zbierze się zarząd PO, by podjąć decyzję.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':