Komisja ustaliła, że to Gruzini zaczęli wojnę, posyłając wojska i śmigłowce na Cchinwali, stolicę zbuntowanej prowincji Osetia Południowa, i atakując stacjonujących tam jako siły rozjemcze rosyjskich żołnierzy. -
Gruzja wywołała wojnę, ostrzeliwując Cchinwali z ciężkich dział - oświadczyła jasno Szwajcarka Heidi Tagliavini, przewodnicząca unijnej komisji.
Z raportu wynika, że gruzińskie wojsko rozpoczęło wojnę, by uprzedzić Rosję i błyskawicznym atakiem przejąć kontrolę nad Osetią Południową, a nie - jak przekonywał prezydent
Micheil Saakaszwili - w odpowiedzi na inwazję wojsk rosyjskich.
Winę za zeszłoroczną wojnę w równej mierze ponosi jednak także
Rosja, która od wiosny zeszłego roku wspierała mnożące się prowokacje separatystów z Osetii Południowej, a także innej zbuntowanej gruzińskiej prowincji - Abchazji. Komisja zarzuca też Rosji notoryczne łamanie prawa międzynarodowego polegające np. na masowym wydawaniu rosyjskich paszportów mieszkańcom Osetii Południowej i Abchazji, formalnie obywatelom Gruzji. Władze w Tbilisi nazywały to aneksją ludności zbuntowanych terytoriów. Za pogwałcenie prawa międzynarodowego komisja śledcza uznała też okupowanie przez Rosję graniczących z Osetią Południową gruzińskich powiatów, a także niszczenie gruzińskich obiektów wojskowych, okrętów wojennych i uzbrojenia.
Komisja nie znalazła żadnych dowodów, które mogłyby potwierdzić rosyjskie oskarżenia, że podczas wojny gruzińskie wojska dopuściły się "zbrodni ludobójstwa" wobec ludności cywilnej w Osetii Południowej. Śledczy potwierdzili natomiast przypadki czystek etnicznych, których ofiarą padli Gruzini z Osetii Południowej i sąsiadujących z nią powiatów, zajętych podczas wojny przez Rosjan. Komisja uznała, że choć czystki dokonywane były spontanicznie przez osetyjskie zbrojne milicje, to kontrolujące tamte ziemie rosyjskie wojska nie robiły nic, by przerwać pogromy i grabieże gruzińskich domostw. Raport oskarża też zarówno Rosję, jak i Gruzję o pogwałcenie podczas sierpniowego konfliktu międzynarodowych praw chroniących ludność cywilną. Komisja UE podkreśla też, że ryzyko nowego konfliktu na Kaukazie jest "nadal wysokie".
Pięciodniowa wojna z 2008 r. zakończyła się klęską Gruzji i secesją Osetii Południowej i Abchazji, które Rosja uznała za niepodległe państwa. Poza Rosją niepodległość obu zbuntowanych gruzińskich prowincji uznały jeszcze Nikaragua i
Wenezuela. W grudniu 2008 r. UE powołała specjalną komisję do ustalenia przyczyn i przebiegu wojny, w której zginęło ok. 250 ludzi, a ponad 100 tys. straciło dach nad głową.
Gruzja i Rosja wybrały dla siebie w raporcie to, co wydało im się korzystniejsze. Rosyjski przedstawiciel przy Unii Władimir Czyżow za najważniejsze ustalenie uznał to, że pierwsze strzały oddali Gruzini. Ambasador Gruzji przy UE Salome Samadaszwili stwierdziła zaś, że najważniejsze w raporcie jest to, że to Rosja dokonała zbrojnej inwazji na Gruzję i do dziś okupuje część gruzińskich ziem. Minister ds. integracji Temur Jakobaszwili po lekturze raportu oświadczył nawet, że nie znalazł w nim "choćby jednego słowa mówiącego, że to Gruzja rozpętała wojnę".
• Rosja chce przywrócenia w pełnym wymiarze współpracy z NATO i oczekuje, że wizyta sekretarza generalnego Sojuszu Andersa Fogha Rasmussena w Moskwie zademonstruje gotowość NATO do nowych relacji z Rosją - oświadczyła Natalia Timakowa, rzeczniczka prezydenta Rosji. Timakowa przypomniała, że „to nie z inicjatywy Moskwy stosunki Rosji z Sojuszem zostały zamrożone". - Na tle raportu w sprawie wojny w Gruzji wszystko nabiera nieco innego zabarwienia. Uznanie, że to właśnie Gruzja zaczęła działania wojenne, świadczy o tym, że NATO być może pospieszyło się z decyzją o ograniczeniu relacji z Rosją - powiedziała.