Tak zaczyna się tekst przeprosin, które wczoraj warszawski sąd nakazał zamieścić prezesowi
PiS w trzech ogólnopolskich dziennikach, czterech tygodnikach i internetowych wydaniach tych tytułów.
Jarosław Kaczyński ma też przeprosić Kaczmarka - byłego szefa
MSWiA i prokuratora krajowego w rządzie PiS - za nazwanie go "agentem-śpiochem". I zapłacić 10 tys. zł na
Caritas Polska oraz koszty procesu.
Wygrana Kaczmarka w procesie o ochronę dóbr osobistych z byłym premierem jest pełna, ale - zapewne - krótkotrwała. Sędzia Anna Błażejczyk wydała wczoraj tzw. wyrok zaoczny, ponieważ Kaczyński ani nie odpowiedział na pozew, ani nie stawił się na rozprawie. W obu przypadkach według sądu został prawidłowo powiadomiony.
Teraz prezes PiS, jeśli nie chce zrujnować własnej kieszeni lub partyjnej kasy opłatami za publikację przeprosin - ich koszt na pierwszych stronach gazet i czasopism wyniósłby fortunę - musi zgłosić sprzeciw wobec wyroku zaocznego. Wyjaśnić, dlaczego dotąd nie reagował na pozew Kaczmarka, i zacząć udowadniać istnienie "układu", w którym "tkwił" kiedyś jego minister.
- Mam świadomość, że sprawa jeszcze nie jest zakończona - przyznał wczoraj Kaczmarek. Liczy iż prezes PiS "z podniesionym czołem" będzie odpowiadał na jego pytania, po których wykaże "prawdziwość swoich fobii, że pewien układ mnie podsunął braciom Kaczyńskim, a następnie ten układ obaliłem".