http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak łowi CBA

Wojciech Czuchnowski
2009-10-01, ostatnia aktualizacja 2009-09-30 19:19

Analiza. Sprawa Sawickiej, sprawa Marczuk-Pazury

Weronika Marczuk-Pazura
Fot. WOJCIECH MATUSIK / AG
Weronika Marczuk-Pazura
Beata Sawicka
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Beata Sawicka
Wrzesień 2007 r. Wkrótce wybory do parlamentu. CBA zatrzymuje podczas przyjmowania łapówki nieznaną dotąd szerszej Beatę Sawicką, posłankę opozycyjnej wobec rządzącego wówczas PiS Platformy Obywatelskiej.

Wrzesień 2009 r. Rządzi Platforma. Do wyborów co najmniej dwa lata. W ręce agentów wpada gwiazda telewizyjna Weronika Marczuk-Pazura. Tu też pada zarzut korupcji. Podobna jest też kwota łapówki - 100 tys. zł.

"Gazeta" próbuje - na podstawie dostępnych danych - porównać obie te operacje.

Podobieństwa: agent Tomek jest czuły i hojny

W jednym i drugim przypadku do rozpracowania kobiet użyty zostaje agent CBA o operacyjnym imieniu Tomek. Dla potrzeb obydwu operacji CBA powołuje specjalne firmy (zarejestrowane za granicą).

Tomek to przystojny, modnie ubrany mężczyzna. Jeździ luksusowymi samochodami (m.in. terenowym porsche cayenne). Wynajmuje drogi apartament w Warszawie.

Agent stopniowo zdobywa zaufanie rozpracowywanych. Nad Sawicką pracuje osiem miesięcy. Nad Marczuk-Pazurą - aż dwa lata. Interesuje się ich środowiskiem (Sawicka - politycy PO, Marczuk-Pazura - ludzie telewizji i filmu, prezesi spółek giełdowych).

W sprawie Sawickiej pojawia się element uwodzenia jej przez Tomka. Marczuk-Pazura również twierdzi, że agent próbował przejścia do bardziej intymnych relacji.

W obu przypadkach agent relacje biznesowe rozszerzał na kontakty towarzyskie. Zaprzyjaźnił się też z Bogusławem S., prezesem Wydawnictw Naukowo-Technicznych mających być przedmiotem korupcyjnej prywatyzacji, przy której miała pomagać Marczuk-Pazura.

Obie akcje CBA zostały w pełni udokumentowane operacyjnie za pomocą nagrań i filmów.

Najważniejsze: agent chętnie podejmuje i sam podsuwa korupcyjne sugestie. Sawicka obiecuje pomoc w kupnie atrakcyjnych gruntów na Helu. Marczuk-Pazura ma pomóc w korzystnym zakupie Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Pieniądze zostają im wręczone, zanim dochodzi do jakiejkolwiek weryfikacji tych obietnic. Grunty na Helu mają być sprzedane, ale w dalekiej przyszłości. Za Wydawnictwa, które miały być sprzedane na publicznej aukcji, nie wyznaczono jeszcze nawet ceny.

W obu przypadkach nie jest jasne, co było podstawą wszczęcia przez CBA operacji specjalnej. Przed jej rozpoczęciem CBA powinno mieć informacje o trwającym korupcyjnym procederze, a celem akcji powinno być ich zweryfikowanie.

Różnice: dowody i wątpliwości

Beata Sawicka była posłem, osobą najwyższego zaufania publicznego. Na dodatek pieniądze wzięła na kampanię wyborczą. Jej sprawa - mimo mocno politycznego charakteru i ewidentnie ofensywnego charakteru działań Tomka - pokazała, że przynajmniej w intencjach posłanka była dla pieniędzy gotowa na bardzo wiele. Przyjęła je dwa razy z pełną świadomością. Nie wypiera się zresztą swojej winy. Jej kontakty z agentem miały charakter nieformalny.

Wiele wskazuje też na to, że poprzez posłankę CBA chciało "wyjść" na bardziej znaczących polityków Platformy. Tomek nakłaniał ją do kontaktów z Julią Piterą, Markiem Biernackim, Grzegorzem Schetyną i Jarosławem Wałęsą.

Weronika Marczuk-Pazura to przede wszystkim celebrytka, telewizyjna gwiazda. Radca prawny (funkcja publiczna dużo mniej znacząca niż poseł) to jej druga, na ogół nieznana praca.

Jako radca prawny miała podpisane pełnomocnictwo na reprezentowanie firmy Tomka. Na spotkanie, podczas którego wręczono jej łapówkę, przyniosła właśnie projekt umowy z założoną przez CBA spółką. W pierwszej wersji twierdziła, że nie wiedziała, iż w torbie, którą wręczył jej Tomek, jest 100 tys. zł. Teraz jej pełnomocniczka przedstawia to w ten sposób, że było to należne wynagrodzenie.

Marczuk-Pazura nie przyznaje się do winy.

Różnica najważniejsza - w sprawie Sawickiej szef CBA Mariusz Kamiński publicznie przedstawił obszerny materiał dowodowy. Jego słynna konferencja miała wprawdzie poważną skazę - odbyła się kilka dni przed wyborami - ale ujawniony materiał jasno pokazywał, że posłanka przekroczyła wszelkie granice przyzwoitości.

W sprawie Marczuk-Pazury CBA milczy. Wiemy, że wzięła pieniądze. Ale nie wiemy nawet za co. Nikt nie wyjaśnił, jak miała zagwarantować korzystny dla Tomka przebieg aukcji.

Trzy pytania o prowokację

Dla obu spraw wspólne są trzy pytania: - Czy Sawicka i Marczuk-Pazura miały rzeczywiście jakieś wpływy i możliwości, czy też tylko roztaczały wokół siebie taką aurę? - Czy powinno się organizować prowokacje wobec osób, które nie podjęły korupcyjnych działań, a jedynie sygnalizują taką możliwość? - Czy zastosowany przez CBA mechanizm "kuszenia", dawania pieniędzy za nic nie jest obliczony na złamanie słabego charakteru ludzi, którzy - gdyby nie podsunięta im okazja - nigdy nie weszliby na drogę przestępstwa?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 26 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':