http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Stabrawa? To nie wchodzi w grę

Katarzyna Surmiak-Domańska
2009-10-04, ostatnia aktualizacja 2009-09-30 18:52

Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta

Granie samotne, ćwiczenie wirtuozerii to straszne ubóstwo. Rozmowa z Danielem Stabrawą, koncertmistrzem Berliner PHilharmoniker


Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Jest pan jednym z najwybitniejszych na świecie skrzypków orkiestrowych. Nie kusiła pana nigdy kariera solisty?

- Jako koncertmistrz raz na pięć, sześć lat mam prawo, a nawet obowiązek wystąpić z zespołem jako solista. To wielka satysfakcja, ale zawsze chętnie wracam do orkiestry. Nigdy nie widziałem siebie jako wspaniałego wirtuoza.

Dlaczego?

- Nie grałem bezbłędnie. Muzykę traktowałem bardzo emocjonalnie, a to trochę przeszkadza. Lepszymi wirtuozami są ci, którzy potrafią swoje emocje w stu procentach kontrolować. Co nie znaczy wyłączać. A w orkiestrze można tym emocjom dać upust, bo nawet jak się przesadzi i coś się nie uda tak, jak by się chciało, to tego tak bardzo nie słychać. Inni grają i jest się cały czas w tym rytmie.

Muzyk najbardziej rozwija się właśnie w orkiestrze. Tam jest całe spektrum muzyki, tam ma się cały czas kontakt ze wspaniałymi ludźmi, którzy dają impuls. Dla mnie ideałem dopełnienia się w muzyce jest muzyka kameralna. Kwartet. Wszyscy wielcy kompozytorzy w zasadzie najwspanialsze dzieła pisali na czterogłos.

Granie samotne, ćwiczenie wirtuozerii to jest straszne ubóstwo.

Ubóstwo?

- Niestety tak. Studiuje się przecież tylko fragmenty tekstu. Koncertów, których jest - zwłaszcza w przypadku skrzypiec - mało.

Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie zawsze zniechęcała do kariery solisty. Gideon Kremer mówi: no, wspaniale się grało, są oklaski, podziw, tylko że człowiek schodzi ze sceny naładowany niesamowitymi emocjami, wraca do hotelu i zostaje z tym kompletnie sam. Nagle wszystko się urywa. Naprawdę można się zastrzelić. A jeszcze, jak, nie daj Boże, coś nie wyjdzie.

W orkiestrze jest się ciągle z ludźmi. Można się zawsze z kimś skumać, po koncercie pójść razem na piwo.

Soliści nie chodzą z wami na piwo?

- Rzadko. Ich obowiązuje surowa dyscyplina, muszą bardziej dbać o kondycję. Zresztą przeważnie zaraz po koncercie jadą dalej. To zupełnie inny zawód.

Skrzypce to w pańskiej rodzinie tradycja?

- Mój ojciec był z zawodu tokarzem, a dziadek stolarzem. Ale zainteresowanie skrzypcami przekazał mi właśnie tata. Był muzycznym samoukiem. W wieku 15 lat sam sobie zrobił instrument. Niestety, zaraz potem wybuchła wojna i trafił na roboty do Niemiec. Kiedy wrócił, wzięto go do wojska, a potem na karierę muzyka było już za późno. Kiedyś na Gwiazdkę kupił skrzypce mojemu starszemu bratu. Miałem wtedy dopiero pięć lat, ale to ja zaraz za te skrzypce złapałem. Ojciec zaczął mnie więc pomału uczyć grać.

Ile pan miał lat, gdy zajął się pan profesjonalną nauką? Mówi się, że dzieci powinny zaczynać w wieku nawet czterech lat.

- To za wcześnie. Dziecko musi wiedzieć, co robi. Mnie rodzice najpierw w pierwszej klasie zapisali do ogniska muzycznego, a dopiero w drugiej klasie do szkoły muzycznej.

Lubiłem ćwiczyć. Brat ostatecznie wybrał gitarę.

W 1983 dołączył pan do zespołu Berliner Philharmoniker. Jako drugi Polak w historii. Jak się pan tam dostał?

- Byłem wtedy od pięciu lat w krakowskiej orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji pod Antonim Witem. Bardzo mi się tam podobało, byłem koncertmistrzem, ale chciałem czegoś więcej. Był rok 1982, środek stanu wojennego, kiedy niespodziewanie zadzwonił do mnie z Niemiec pan Zdzisław Polonek, altowiolista. On właśnie był tym pierwszym Polakiem w BF, pracował już z nimi drugi rok. Znałem go z Akademii Muzycznej w Krakowie, gdzie był profesorem, gdy ja byłem studentem. Grywaliśmy razem w kwartecie.

Powiedział mi, że zwolniło się u nich miejsce skrzypka, i żebym się zgłosił.

Źródło: Duży Format
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':