Na superresort szefa liberalnej FDP i przyszłego koalicjanta Angeli Merkel namawia w mediach grupa politologów, szef związku podatników oraz szef liberalnej fundacji Ludwika Erharda. Dyskusje w tej sprawie za kulisami toczą się od niedzieli. Zgodnie z długoletnią tradycją, Westerwelle, jako szef koalicyjnej partii dostałby w nowym rządzie
MSZ. Ale w Berlinie coraz głośniej podkreśla się, ze polityka międzynarodowa nie jest silną stroną szefa liberałów. Zajmuje się nią od niedawna korzystając z rad dawnego liberalnego szefa MSZ Hansa Dietricha Genschera. Faktycznie, gdy wypowiada się na międzynarodowe tematy widać, że materii jeszcze nie opanował. Partyjni koledzy zapewniają dziennikarzy, że Westerwelle bardzo szybko się uczy.
Ale nawet, gdyby błyskawicznie opanował sztukę dyplomacji, to jako szefowi MSZ trudno będzie mu zbijać polityczny kapitał. W niedalekiej przyszłości resort będzie miał ograniczone kompetencje - pełną koordynację polityki europejskiej przejmie urząd kanclerski, który notabene zawsze spychał szefa MSZ w cień.
Dlatego Westerwellemu coraz bardziej stanowczo (wprost pisze o tym wpływowy "Bild") podsuwa się resorty gospodarcze. Gdyby faktycznie został superministrem finansów i gospodarki mógłby realizować zapisane w programie FDP reformy podatków i program wsparcia dla biznesu i w ten sposób zbierać u wyborców punkty.
Westerwelle na gospodarce zna się o wiele lepiej niż na dyplomacji, a co więcej jest doskonałym mówcą. Będzie więc w stanie reklamować swoje pomysły i bronić ich przed opozycją.