"Janusz Nowak wraz z żoną Elżbietą i chorym na padaczkę, dorosłym pasierbem mieszkają w samochodzie" - pisze w połowie sierpnia "Polska The Times" o poznańskiej rodzinie. I jeszcze detale ich niedoli: "Żyją dzięki suchemu prowiantowi, a o kawie lub herbacie mogą wyłącznie pomarzyć. Życiu w aucie towarzyszą urągające warunki higieniczne".
Poszło oburzenie po społeczeństwie, posypały się gromy na bezdusznego zarządcę
mieszkania.
Do "Gazety" zwraca się jednak agent
nieruchomości w Poznaniu: - Jak można się nad takimi litować?
Co wiedział agent, a czego rodzina Nowaków powiedzieć dziennikarzom nie chciała?
Garnitur budzi zaufanie Strzeżone osiedle, z którego właśnie wyrzucono Nowaków, to Bamberski Dwór. Nowoczesna architektura, podziemne parkingi, monitoring. Obok dwa salony fryzjerskie i salon Chevroleta.
Cofnijmy się do kwietnia tego roku.
Janusz Nowak szuka mieszkania. Agentka z biura nieruchomości oprowadza go po Bamberskim Dworze. Nowak prezentuje się stosownie: przerzedzone siwe włosy i zniszczona życiem twarz, ale w garniturze, z teczką w ręku. - Kulturalny, mówił, że pracuje w kancelarii prawnej. Obejrzał jedno mieszkanie, drugie, trzecie - wspomina agentka, która nie chce, by ujawniać nazwę jej firmy.
Nowak nie od razu się decyduje. Bierze wzór umowy, by "wspólnie z żoną dokładnie przeanalizować warunki". - Zorientowany był, ostrożny, z tych, co czytają umowę, a takich się nie podejrzewa o niecne zamiary - tłumaczy agentka.
Jej szefowa wtrąca znad filiżanki z herbatą: - To luksusowe osiedle. Mieszkania o podwyższonym standardzie. Nie na każdą kieszeń.
Agentka: - Wybrał dwa pokoje z kuchnią i łazienką, 45 metrów kwadratowych. Panele na podłodze, częściowo umeblowane. Koszty? Tysiąc złotych za wynajem, 400 zł czynszu do administracji, plus opłaty za prąd i ogrzewanie. To oferta dla ludzi, którzy mają pracę, pieniądze.
Na koniec psem poszczuli Nowak dzwoni po trzech dniach. Wpłaca tysiąc złotych kaucji i wynajmuje mieszkanie.
Szefowa biura: - Na takich osiedlach wszyscy raczej płacą w terminie. Zdarzają się losowe sytuacje, ktoś straci pracę, ktoś zachoruje. Ale wtedy znajduje sobie tańsze, wyprowadza się, a zaległości spłaca w ratach. Nie robimy eksmisji, bo nigdy takiego cwaniactwa nie mieliśmy.
Jest maj. Nowakowie mieszkają, ale pieniądze od nich nie wpływają. Agentka dzwoni: - Czy wszystko w porządku?
Nowak: - Mamy kłopoty. Żona jest w szpitalu, ale pieniądze będą za tydzień.
Ale nie ma w maju.
Nie ma w czerwcu.
Nie ma w lipcu.
Agentka: - Dzwonię i zawsze to samo: żona chora, pieniądze będą, ale później.