http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zasiał nienawiść

Joanna Klimowicz
2009-09-30, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:06

W Łomży pobito dwie Czeczenki. W internecie ludzie dają upust nienawiści do cudzoziemców. Czeczeni: Zaczęło się, gdy polityk PiS zaapelował o likwidację ośrodka dla uchodźców. Czy poseł nie chce w Łomży czeczeńskiej enklawy?

Larisa Ismailova i Ayzan Nukaeva opowiadają o tym, jak zostały pobite
Fot. Jacek Babiel / Agencja Gazeta
Larisa Ismailova i Ayzan Nukaeva opowiadają o tym, jak zostały pobite
Larisa Ismailova była pewna, że w Łomży można spokojnie żyć. Rodzina powoli się aklimatyzowała. Mąż latem pracował przy zbiorze owoców, ma polskich znajomych. Dzieci odwiedzały kolegów z klasy. Rodzina dogadywała się z sąsiadami. Teraz Larisa myśli, jak powiedzieć mężowi: - Uciekajmy! Do Warszawy. Dokądkolwiek.

W piątek przyszły do niej trzy koleżanki. Było już ciemno, gdy się rozchodziły. Larisa postanowiła odprowadzić Ayzan Nukaevą. Do głowy im nie przyszło, że nadbiegający mężczyzna w ciemnym dresie i w kapturze może im zrobić krzywdę. - Zrównał się z nami, stanął przed Larisą i zaczął jakby boksować - opowiada Ayzan. -Myślałam, że to żarty. Ale ona upadła. Za chwilę sama dostałam w twarz. Byłam na kolanach, a on ciągnął za chustę i krzyczał: "Taliban, wracaj do Czeczenii!". Prysnął nam czymś w twarze.

- Kiedy uciekł, podbiegło dwóch chłopaków. Przeraziłam się, że to ta sama banda, ale podnieśli nas z ziemi. Zadzwonili po policję i czekali, aż przyjedzie. Dobre dzieci - mówi Larisa.

Siniaki jeszcze nie zeszły z twarzy kobiet. Od piątku nie wychodzą na ulicę. Pozbierać się pomaga im psycholog z fundacji Ocalenie. Sprawcy pobicia na tle rasistowskim - policja nie ma wątpliwości - jeszcze nie złapano.

W63-tys. Łomży żyje kilkaset czeczeńskich rodzin. W samym ośrodku, który istnieje od siedmiu lat, mieszka 189 rodzin. 150 wynajmuje mieszkania, szukają pracy. Objęci są tzw. ochroną uzupełniającą, która umożliwia legalny pobyt w Polsce i daje prawo do rocznego programu integracyjnego finansowanego przez państwo. Urząd ds. Cudzoziemców wskazuje im jednak miejsce, w którym w tym czasie muszą przebywać.

Czeczeni w Łomży nie sprawiali kłopotów, od lipca policja odnotowała tylko trzy drobne interwencje - ktoś pił alkohol w miejscu publicznym, ktoś zakłócał porządek.

Wydawało się, że Czeczeni zostali zaakceptowani. Ale tydzień temu w regionalnych mediach poseł PiS Lech Kołakowski ogłosił, że wystąpił do prezesa Urzędu ds. Cudzoziemców o "wszczęcie likwidacji ośrodka dla uchodźców w Łomży". Argumentował, że "długotrwała lokalizacja ośrodka powoduje wiele problemów, których społeczność łomżyńska nie będzie w stanie rozwiązać".

Likwidacja "ma na celu zapobieżenie tworzeniu się swoistych enklaw uchodźców".

Kołakowski twierdzi, że kieruje się opiniami wyborców, którzy prosili o interwencję w sprawie Czeczenów. Czeczeni uważają, że to jego własny pomysł. I że to poseł wywołał atak agresji przeciwko nim. W miejskim portalu www.4lomza.pl pojawiły się głosy nienawiści: "Panie Kołakowski, brawo! Jest pan wyrazicielem opinii wielu normalnych kochających porządek i spokój mieszkańców miasta. Czeczen to bandzior, typ istoty, która nigdy nie zaadaptuje się w naszym kraju".

"Nie trzeba będzie nas zabierać z Łomży - wyjedziemy sami, będziemy dobrze wspominać żyjących tu ludzi. I życzyć im, by nigdy nie udało się zasiać w ich sercach nienawiści do innego, do obcego" - mówią Czeczeni



Już po pobiciu kobiet inny internauta napisał: "To nie był ostatni atak na pewno. Wielu ludzi jest przeciwko Czeczenom, w tym ja również. Dojdzie do tego, że w mieście wybuchną ostre zamieszki".

W odpowiedzi zradykalizowali się młodzi Czeczeni z ośrodka. Tuż po napadzie zapowiadali, że "sami zrobią porządek" i potrafią "zapewnić swoim rodzinom spokój". Wyglądało groźnie, bo dla Czeczenów obraza ich kobiet to plama na honorze. Ostatecznie odpowiedzieli posłowi. Pod listem do niego podpisało się dotychczas 71 osób. Apelują o takie zmiany w przepisach, by mogli swobodnie wybierać miejsce do życia, gdzie łatwiej o pracę i mieszkanie. "Wtedy nie trzeba będzie nas zabierać z Łomży -wyjedziemy sami, będziemy dobrze wspominać żyjących tu ludzi. I życzyć im, by nigdy nie udało się zasiać w ich sercach nienawiści do innego, do obcego".

Kołakowski nie chciał rozmawiać z "Gazetą". Po napadzie podkreślał, że "nie jest przeciwnikiem uchodźców, chciał tylko ukazać problem, który od miesięcy narasta w Łomży". Nie łączy napadu ze swoją inicjatywą. Satsita Khumaidova, która w Polsce mieszka od sześciu lat: - Poseł nie jest byle człowiekiem z ulicy. To jawne przyzwolenie władz na czystki!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 166 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    52 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':