Cimoszewicz uzyskał wczoraj w Strasburgu dwa razy mniej głosów od b. premiera Norwegii. Za Polakiem w tajnym głosowaniu opowiedziało się 80 posłów Zgromadzenia Parlamentarnego RE, Jagland uzyskał 165 głosów.
- Otrzymywałem sygnały sugerujące większe poparcie. To nie tylko moja osobista sprawa, lecz kwestia przyszłych polskich kandydatur w organizacjach międzynarodowych. Dlatego trzeba będzie przeanalizować przyczyny - mówi Cimoszewicz.
Polak padł ofiarą m.in. rosnącej emancypacji parlamentów w instytucjach europejskich - zarówno w UE, jak i w Radzie Europy (tam posłów delegują parlamenty krajowe). Deputowani coraz gorzej znoszą rolę maszynek do głosowania, którym rządy podsuwają uchwały, oraz kandydatów wyłonionych w zakulisowych konsultacjach.
Zirytowani posłowie w Strasburgu musieli wczoraj wybierać między dwoma lewicowymi kandydatami, choć największą frakcją są tam chadecy - m.in. PO. Duża absencja (ważnego głosu nie oddał prawie co czwarty poseł) wydaje się potwierdzeniem gróźb chadeków, że zbojkotują głosowanie.
Kandydaturze Cimoszewicza nie pomógł też niedawny wybór Jerzego Buzka na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Choć Rada Europy nie jest związana z UE, to - zdaniem niektórych dyplomatów - Buzek wyczerpał polską pulę w tegorocznym rozdaniu prestiżowych stanowisk.
- To słaby argument. Także Norwegowie są bardzo silnie obecni w wielu instytucjach międzynarodowych - polemizuje Cimoszewicz.
- Jeszcze niedawno Hiszpanie mieli szefa PE Borrella, ministra spraw zagranicznych UE Solanę i komisarza ds. ekonomiczno-finansowych Almunię - dodaje europoseł Jacek Saryusz-Wolski (PO). - Zdecydowały kryteria geopolityczne. Zgromadzenie uznało, że w połowie drogi między wschodem a zachodem Europy jest bardziej Norweg niż Polak.
Jednak według szefa
SLD Grzegorza Napieralskiego rząd niezbyt energicznie promował polskiego kandydata: - Premier i szef
MSZ nie wykonali żadnej pracy. To sromotna klęska Donalda Tuska na arenie międzynarodowej - mówi "Gazecie".
Szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Andrzej Halicki (PO) zapewnia jednak, że polska dyplomacja walczyła o Cimoszewicza: - Premier Tusk rozmawiał telefonicznie prawie ze wszystkimi europejskimi przywódcami. Również aktywność samego Cimoszewicza była ogromna, w ostatnich miesiącach odwiedził około 30 państw.
Przeciw Polakowi opowiedziała się zapewne spora część rosyjskiej delegacji. Rosjanie pamiętali, że wielu Polskich deputowanych poparło gruziński wniosek o zawieszenie prawa głosu Rosji w RE w odwecie za wojnę o Osetię Płd. Sam Cimoszewicz opowiadał się przeciw takiemu pomysłowi.
Co dalej z Cimoszewiczem? W otoczeniu szefa SLD usłyszeliśmy, że partia będzie sondować Cimoszewicza, czy wystartuje w przyszłorocznych wyborach prezydenckich: - Przyjęliśmy zasadę, że warto rozmawiać z tymi kandydatami, którzy według sondaży mają największe szanse. Było spotkanie z b. prezydentową Jolantą Kwaśniewską, teraz będzie z Cimoszewiczem.
Kwaśniewska jednak powtarza, że nie wystartuje. Również Cimoszewicz deklarował, że nie zamierza kandydować.
Napieralski był wczoraj ostrożny: - Cimoszewicz jest znakomitym politykiem, ale co do jego kandydatury w wyborach prezydenckich, to za wcześnie, żeby o tym mówić.
Gdyby zdecydował się startować, mógłby być zagrożeniem dla Tuska, który zapewne będzie ubiegał się o prezydenturę. W marcowym sondażu prezydenckim "Gazety" Cimoszewicz był trzeci, tuż za Lechem Kaczyńskim.
- Zgłaszając kandydaturę Cimoszewicza na sekretarza generalnego Rady Europy, Tuskowi udało się na pewien czas odsunąć go od polityki krajowej - ironizuje europoseł
PiS Paweł Kowal. - Teraz Cimoszewicz wraca i pewnie PO znowu będzie mu czegoś szukać.
Premier Tusk mówił wczoraj, że Cimoszewicz "nie przyniósł wstydu swoją porażką". - Cimoszewicz po tym starcie jest polskim atutem na scenie międzynarodowej, jeśli nie ma innych planów - podkreślił na konferencji prasowej Tusk. Wczoraj po południu premier ze współpracownikami zastanawiali się nad tym, jaką ofertę złożyć przegranemu kandydatowi.
O ewentualnym starcie Cimoszewicza w wyborach prezydenckich Tusk powiedział: - Na pewno wprowadziłoby to wiele emocji do kampanii, podniosłoby jej rangę.
Jednak Cimoszewicz wczoraj powtórzył, że nie zamierza walczyć o prezydenturę. - W tej sprawie nie zmienię zdania. Zamierzam do końca kadencji służyć swym wyborcom jako senator - mówi "Gazecie".